po oczach i do lasu

22 września 2010

Czytam książki, serio. Taka mała fobia z dzieciństwa, trauma taka, nieszkodliwa a przydatna. Ale coby się nie ośmieszać, żem taki niedzisiejszy, a niedzisiejszy jestem na pewno, bo pono młode pokolenie dobrze jak fejsbuka przegląda i czasami sens łapie, też czytam te różne portale i nawet książki elektroniczne usiłowałem. Tak na marginesie już samo sformułowanie „książka elektroniczna” wydaje się zgrzytać w zębach i profanować ową książkę. No więc jak by nie patrzeć czytuje tu i tam. I zauważyłem dość ciekawą korelację, może to przypadek mój, czyli odosobniony akurat, jak czytam książkę książkową, znaczy na papierze, to mi wyobrażnia pracuje, a jak te elektroniki to ino oczy pracują…

Tak sobie popisałem tytułem wstępu ale nie bez przyczyny. Jest fakt, jest przyczyna, bo czemu ma nie być. Al i Laura Ries w książce „Wojna marketingu z zarządzaniem” przywołują ciekawy test wpływu widzenia na smak. Otóż ni mniej ni więcej test z nieoznakowanymi kubkami, z napojami Coca-Cola i Pepsi, pokazały że klienci wybierają smakowo… Pepsi. Ale jak tylko kubki są oznakowane, to oczami zmieniają smak i wybierają Coka-Colę. A może nie zmieniają tymi oczami, a blokują doznanie organoleptyczne, kubki smakowe przechodzą w stan uśpiony i nie wtrącają się do  naszych wyborów. Naszych? czy raczej narzuconych nam?

Muzyka bez obrazu już nie uchodzi, no chyba że klasyka, ta klasyczna klasyka, od Mozarta i Bacha, a nie np. klasyk gatunku rap, choć mi nic do rapu zaznaczam, przykład taki. Obrazy migają, coś sugerują, nie wiadomo słuchać toto czy oglądać, czasem mam rozbieżnego zeza oczu z uszami, bo jedno sobie drugie sobie leci i nijak spasować się nie chce. A wyobraźnia moja ma wolne, ktoś gdzieś postanowił, jak te obrazy mają wyglądać, zero wyboru, zero zatopienia w dźwięku i przyjemności bycia w nim sam na sam, ktoś permanentnie pcha mi w oczy własne wizje i zmusza do śledzenia co dalej jeszcze głupszego było w tym jego śnie. Nie lubię tych ładowaczy swoich koszmarów w moją prywatność. Ale z drugiej strony wystarczy odrzeć tę muzykę z obrazu i zostaje plaża z umpa-umpa-umpa pa pa. O tekstach samych w sobie nie wspominam, z niegdysiejszych perełek poezji zostały pokątne strzępy i powtarzane setkę razy monosylaby, dlatego wolę piosenki w językach mi całkowicie nieznanych, przynajmniej nie wiem co dukają i stękają.

Co ma jedno do drugiego, i trzeciego również, znaczy książka, muzyka i napoje? ano ową matnię wizualną obezwładniającą i sprowadzająca na manowce. A już wyglądało tak ładnie – książka muzyka i napoje… już już kroiły się nastroje… a tu bach i koniec. Obraz zastępuje doznania i je kierunkuje wedle siebie, a nie po naszej  myśli. Nasza myśl ulotna i zwiewna jak mimoza dostaje obuchem w łeb i szlus. Przesadzam (przesadzam?), to tylko gra plam, obrazów, tekstu zwielokrotniona na maxa zajmuje kanały wizyjne w naszej skołatanej głowie ogromem szumu wizualnego uniemożliwiając przepływ racjonalnych myśli i spokojną analizę doznań. Sza, wyłączyć, zamknąć, odizolować się na miękkiej połaci i zatopić oczy w książce, z literkami, drukowanej na papierze… a wyobraźnia dostaje ostrogę i rusza, jak podniebny rumak, ostro i wysoko. Nagle słyszymy zza ściany ryk reklamy, z właśnie uruchomionego pudła z cudzymi wizjami i szlag trafia wszystko, a nasz rumak orze  już pyskiem po bruku. LUDZIEeee! – zawołał, nikt się nie reagował, wszyscy reklamę podpasek oglądali…

W przywołanej już książce Ries-ów jest taki tytulik – Menadżerowie domagają się lepszych, a marketingowcy odmiennych produktów. Mamy więc wojnę dobrego z odmiennym niekoniecznie dobrze na tym wychodząc. Szukanie bowiem oryginalności i odmienności w wielu wypadkach gubi po drodze to co ważne w produkcie. Zostaje do kupienia tylko owa odmienność, oryginalność okraszona super-hiper opakowaniem bijącym po oczach. Szok wizualny, jakiego doznajemy, pozwala wcisnąć nam cokolwiek, za jakąkolwiek cenę, a my to kupujemy z przeświadczeniem że oto dostąpiliśmy nieba wchodząc tylnymi drzwiami do klasy lux. Kupujemy więc żelazko z golarką, radiem fm i telefonem, choć tak naprawdę potrzebujemy tylko żelazka, takiego do prasowania i nic więcej.

Jedna wielka manipulacja, wszystkimi naszymi zmysłami i to od czau jak zostaliśmy otoczeni, stłamszeni i przygwożdżeni ogromną ilością tego szumu informacyjnego, którego już nie ogarniamy a poddajemy się płynąc z prądem. I o to chodzi, zero przestrzeni nie reklamowej, zero stref zamkniętych dla bezładnego potoku informacyjnego, musisz wiedzieć, czy ci to potrzebne czy nie jakie podpaski są najlepsze i co je gwiazdka x na śniadanie, musisz zyć globalnie a nie prywatnie. Musisz być świadomym konsumentem, przy czym od razu wyjaśnijmy sobie jedno – świadomym że nie masz wyboru, żadnego. Będziesz kupował co dadzą oryginalniejszego, wymyślniejszego z gwarancją ułudy lepszości nie towaru a twojego statusu. Już po mału nie pytamy czy to dobre a czy to modne, cool, topowe… Jakość? a jakoś.

PS Pisane w lesie, na polanie i kolanie, własnoręcznie, ołówkiem kopiowym, z dala od szumu informacyjnego. Normalnie wywiałem w bliżę spokojności ocieplonej słoneczkiem. Nie jest tak źle, jak nie ma tego chaosu po oczach.


Ha! Kicz na zalewa, kiczzz. Piąteczka za piąteczkę, słit focie, a potem słit logaski i stronki za 30 zeta ;)

Ale czego spodziewać się od pokolenia, które papier widzi jedynie w toalecie, bo przecież statystyczny Polak czyta jedną książkę dwa lata, a do galerii czy muzeum to chodzi co kilka książek, a na operę, żeby się odchamić jeszcze mocniej, to statystyczny Polak co kilka muzeów chodzi ;)

Dobra, uśmiecham się ikonką, przez zęby poniekąd, ale de facto żałosne to jest z mojego punktu widzenia na prawym brzegu normalnego wykresu czytelnictwa…

Myślę, że powyższe tezy mają zastosowanie do określonego, ale jedynie wycinka konsumentów/odbiorców.

Teza zaś o wciskaniu byle czego co tylko ładnie podane jest, być może odważna, być może pokrywa się z przekonaniami czy obserwacjami specyficznego rynku amerykańskiego, ale nie jest przekładalna na stary kontynent. Nie jest przekładalna na konsumenta o nieco wyższej wrażliwości i znajomości rzeczy.

ten wycinek całkiem spory, jakaś większa połowa ;) a teza niestety też w większej połowie przejęta i stosowana chętnie bo hamerykańska :)

@christobal: „ale nie jest przekładalna na stary kontynent” – niby z której strony nie jest? Może i w USA „głupota nie zna granic” i jest to wielki kraj wypełniony rolnikami, aaaale w Europie nie jest lepiej.

Zaganiany człowiek korzysta z umysłowych uproszczeń w sprawach codziennych. Chcesz zabić pragnienie? 90% osób oglądających TV w tym momencie zabrzęczała w głowie wizualizacja Sprite’a.

Zaganiany człowiek nie zastanawia się nad pierdołami, w tym jaki proszek kupić – kupuje to co mu się wydaje, a wydaje mu się to, co do niego lepiej z reklamą dotarło.

Zaganiany człowiek nie ma czasu kontemplować sztuki – bo za pieniądzem goni i próbuje się utrzymać jako tako z nosem powyżej powierzchni społecznego rosołu.

Idź, rozejrzyj się dookoła…

Ja się Olesku nie znam, ja czytam ponad 100 książek rocznie i pewnie gdyby nie inne zajęcia, czytałbym więcej, ale czasem warto wyjść na świeże powietrze. Więc wychodzę i wtedy obserwuję ludzi.

Zauważyłem pewien trend w chodzeniu na skróty i bazowaniu na tym co powiedział ktoś znany w TV, niemniej zwykle obracam się w towarzystwie ludzi, którzy przyjmują wysyłane zewsząd komunikaty z właściwym dystansem.

Śmiem też wątpić, czy samo zaganianie i pogoń za pieniądzem są wystarczającym powodem do bezmyślności i dochodzę do wniosku, że tak nie jest. Sam fakt, że my, skromnie tutaj zebrani w dyskusji, dostrzegamy to, co rzekomo w całym tym pędzie powinno nam umknąć. A takich jak my jest więcej. Tylko nie zawsze ich widać…

PM:

Pęd jest pojęciem względnym. Ostatnio jeden kierownik produkcji szczerze mnie zapytał:
„- Po co nam te wszystkie schematy, czy pewne zasady zarządzania, motywowania i opiekowania się podwładnymi, jak ciągle na nic nie ma czasu. Zarząd goni, skraca terminy i zawsze ze wszystkim jest za późno. Przecież na nie nie ma czasu!”.
Pęd zależy od nas samych. Jak my sobą zarządzamy, a co za tym idzie jak decydujemy. Jeżeli nauczymy się dobrze zarządzać sobą samym to czas przestaje być taki groźny i okazuje się, że jest go nawet więcej niż nam się początkowo w owym pędzie wydawało. Niezależnie czy chodzi tu o pracę czy zakupy w sklepie. Jeżeli przestawimy myślenie i trochę przeanalizujemy pewne, jakby nie patrzeć codzienne decyzje, przestajemy zwracać uwagę na „zbędne nam” produkty. Proszę zauważyć, że taki trend już się zaczął. Ostatnie badania wykazały, że co raz częściej podczas reklam TV kanał automatycznie jest przełączany, a część populacji w ogóle nie posiada odbiornika w domu. Internauci często korzystają z Adblock-ów. Wzrosła sprzedaż podstawowych produktów poprzez sklepy internetowe. Natomiast jest co raz większy powrót do słuchania radia.

*imię

*e-mail

strona

napisz komentarz

*
 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy