Husarz ksywa Huzar

12 lutego 2011

Dziś trudny temat, dla wielu biorących się za projektowanie logo, nazwa firmy a jej symbol graficzny. Nie tylko trudny, ale i za trudny.

Husarz czy Huzar, co za różnica, to prawie to samo, dla niektórych, którzy na historii w szkole podstawowej nie za bardzo uważali. Który jest który? Nie jest to żaden problem ustalić posiadając internet, ja dla uproszczenia, a i wskazania najprostszego źródła,  posłużę się  Wikipedią (cytaty i ikonografia). Ostrzegam będzie „wesoło”.

Co prawda w obu wypadkach, husarza i huzara, mamy do czynienia z jednym i tym samym  pierwowzorem – racowie,

Racowie (od Rac – strpol. Serb) – lekka najemna jazda, utworzona w XIV w. na terenie Węgier, werbowana spośród Serbów zamieszkujących należącą do Węgier Dalmację i część Serbii.

to jednak na tym wspólnym przodku podobieństwo się kończy, tak w ubiorze jak i stylu walki i przeznaczeniu do określonych zadań bojowych, do których obie formacje były używane.

Husaria, jazda półciężka

husarz, straz hetmanska

Na ilustracji w niepełnym uzbrojeniu bojowym – straż hetmańska

Husaria (węg. huszár, serb. husar, gusar – rozbójnik) – polska jazda narodowego autoramentu, znana z wielu zwycięstw formacja kawaleryjska Rzeczypospolitej, […]

[…] ponad dwusetletni szlak bojowy tej formacji, znaczony między innymi zwycięstwami w bitwach pod: Orszą (1514), Obertynem (1531), Lubiszewem (1577), Byczyną (1588), Kokenhausen (1601), Kircholmem (1605), Kłuszynem (1610), Chocimiem (1621)[notatka 4], Trzcianą (1629), Martynowem (1624), Ochmatowem (1644), Beresteczkiem (1651), Chocimiem (1673), Lwowem (1675), Wiedniem (1683).

[…] Jędrzej Kitowicz pisze: „Mieli skrzydła składające się z listwy drewnianej przyśrubowanej do pasa, wysokie nad wierzch głowy, nad tęż głowę zakrzywione, rozmaitymi barwami wraz z piórami malowane, gałąź oliwną lub palmową naśladujące, co czyniło dziwnie piękny widok, lecz takiego lauru nie wszystkie chorągwie używały”[25]. Niektórzy autorzy XVII-wieczni podkreślali praktyczne zastosowanie skrzydeł: „Na barkach ich sterczą wyniosłe skrzydła dla postrachu nieprzyjaciół”

Podkreślić warto, że  husaria była wyłącznie polską formacją, nie spotykaną w innych armiach.

Huzar, jazda lekka

Huzarzy (od Huzar węg. huszár – rozbójnik, najprawdopodobniej pochodzące od łac. cursarius korsarz) – węgierska lekkozbrojna jazda powstała w XV wieku. Pierwowzorem byli racowie, którzy po odrzuceniu kopii, tarcz i pozostałego uzbrojenia ochronnego przekształcili się w huzarów.
Huzarzy umundurowani byli w charakterystyczne krótkie haftowane (węg. szamerunek) obszyte barankiem kurtki (węg. dolman) i obcisłe haftowane (cyfrowane) spodnie. Na dolman zarzucana była pelerynka z węgierska zwana mentyk. Nakryciem głowy było wysokie czako lub bermyca. Formacja ta została przejęta przez inne armie europejskie (osiągając największą popularność w XVIII wieku) i występowała do XIX wieku.

Przypomnę przy okazji, tak na marginesie, że formacje Huzarów były we wszystkich armiach doby napoleońskiej. W obu zaś wypadkach diametralnie różne nie tylko przeznaczenie formacji kawaleryjskiej, ale, co bardziej widoczne, ubiór i uzbrojenie.

Po co ten wstęp historyczny? Ano bo wydawać by się mogło że obraz husarza ze skrzydłami wyssaliśmy nieomal z mlekiem matki na tyle silnie by nie pomylić ani na jotę miana i wyglądu z nikim innym. Wydawało by się, ale już mi się nie wydaje. Są otóż w naszej ojczyźnie kochanej jednostki odporne na wiedzę na tyle silnie by „husarz” czy „huzar” wychodziło im ganz egal (z niem. potocznie: wszystko jedno ). Nie wierzycie?

Oto na Goldenline.pl wyciągają temat powyższego ganz egal a zaraz potem znajduję w portalu Interia artykuł, na ten sam temat, ze znamiennym tytułem –  Historyczna pomyłka. Huzar czy husarz?, Stefana Rokita

Huzar - logo sieci stacji paliw

Na 40 stacjach benzynowych polskiej sieci „Huzar” widnieje błędna nazwa – uskrzydlony rycerz w logo stacji to nie huzar, lecz husarz.

No i co? ano wesoło. Ireneusz Jabłonowski, prezes zarządu spółki POLpetro S.A., właściciela marki, mówi tak:

– Rzeczywiście mieliśmy już sygnały o tym, że w naszym logo widnieje nie huzar, lecz husarz – poinformował naszego dziennikarza, dodając, że twórcy wizerunku firmy nie chcą zmieniać nazwy ani samego logo. – Naszym zdaniem nazwa huzar brzmi i kojarzy się lepiej niż husarz i potwierdzili to specjaliści. Poza tym zmiana nazwy lub znaku firmowego to poważne przedsięwzięcie, a sieć „Huzar” istnieje na rynku od lat i klienci przyzwyczaili się do marki. Każda zmiana mogłaby zaszkodzić.

Fajnie, specjaliści powiedzieli, też nie douczeni historycznie? Taka plama nie postponuje i nie szkodzi spółce Panie prezesie? Kojarzy się dobrze? Mnie kojarzy się z nieukiem, co ma braki szkolnej wiedzy na poziomie elementarnym – to dobre skojarzenie dla firmy Panie prezesie?

Stefan Rokita, autor artykułu, wyrozumiale podsumowuje:

Z punktu widzenia marketingu takie powody wydają się być oczywiste i zrozumiałe.

Co jest zrozumiałe i oczywiste? że jak się popełnia błąd, to trzeba szybko poprawić, czy też jak już daliśmy plamę, to idźmy w zaparte, bo zmiana kosztuje a klient i tak durny?

Nie rozważam tu, jak widać, identyfikacji firmy od strony projektowej, kto chce może sobie ten samodział, a raczej samobój, pooglądać, a nawet ściągnąć w postaci pdf  i wyrobić własne zdanie. Opracowanie nosi znamienny tytuł Niepowtarzalny styl sieci Huzar. Taaaa… moim zdaniem temat na zupełnie odrębne opisanie.

Ale żeby nie było, że to jakiś ewenement z tym husarzo-huzarem. lepszy kwiatek, choć z tą samą, a nawet większą, dezynwolturą, zastosował projektant znaku firmy Huzar Power Sp. z o.o. To jest dopiero jazda po bandzie na poziomie światowym, co do ikonografii.

Huzar Power logo

Mało że husarz (tylko w założeniu projektującego grafika) nosi w nazwie firmy miano huzara, to na dobitkę, w znaku, detalicznie  jak byk siedzi woj z czasów Mieszka, z  przyczepionymi husarskimi skrzydłami. Woj! w tunice, z włócznią, i tarczą o kształcie migdałowatym używaną wonczas, czyli wieku XI.

[…] w ciągu XI w. tarcza o kształcie migdałowatym, szczególnie dobra dla wojów konnych , bo chroniąca nogi i dolne partie ciała jeźdźca.

o  hełmie miast szyszaka wspominać nawet nie warto… Jak i o, drobiazg, prawie pięciuset letniej różnicy czasowej między jednym a drugim ekwipunkiem wojennym. Jest power, jak diabli.

Zgroza. Ręce opadają. Teraz czekam na kosyniera spod Racławic ze skrzydłami husarskimi… Mogę od razu zaproponować też nazwę na H – Huncwot.

Po co to wszystko piszę?

Ano po to żeby uświadomić choć części biorących się za łatwy, ich zdaniem, chleb w postaci projektowania znaków, że wiedza na temat przednmiotu projektowania jest absolutnie niezbędna. To się nazywa zawodowa rzetelność. Ta powyżej pokazana zajawka wiedzy w temacie nie była jakąś trudno dostępną wiedzą tajemną. Więcej, była to wiedza obowiązkowa na poziomie szkoły podstawowej, nie wspominając łatwości jej zweryfikowania lub przypomnienia, dzięki internetowi i Google, tak co do faktów jak i ikonografii. A mimo to projektant nie skorygował klienta , nie pomógł mu, choć to jego był , jako specjalisty, psi obowiązek.


Niewiarygodne, by w Polsce ktoś nie wiedział dokładnie co to to husaria – ergo: husarz.
A owi panowie od „petro” po prostu mogą sobie opracować nowy znak graficzny i słowo „huzar” pozostanie w nim na wieki.
O tempora, o mores!

Świetny artykuł, Andrzeju.

[…] This post was mentioned on Twitter by Klaudek, Aneta Fydrych. Aneta Fydrych said: Husarz ksywa Huzar http://bit.ly/ekTF1h […]

Paweł:

Na wyraźną prośbę, z prywatnej korespondencji z autorem niniejszego bloga:

Nie ma żadnych doniesień na temat tego, żeby w XI w. używano w Polsce tzw. migdałów (tarcz), a i zdaje się w średniowiecznej Europie nie używano tego typu uzbrojenia. Co do Europy, to, cytując osobę zaznajomioną z tematem: „rozumiem, że można znaleźć informacje, iż od XI wieku były w zastosowaniu „migdały” ale najprawdopodobniej nie u nas. wszelakie znaleziska z czasów piastowskich mówią o tarczach okrągłych (obecność umbo)…”

Pozdrawiam
Paweł U.

Czy na pewno używali tarcz w kształcie migdała pewien nie jestem do końca, dlatego posłużyłem się w tym względzie cytatą. Co prawda historycy twierdzą że to zaczerpnięte z nie naszej ikonografii vide z tkanina z Bayeux, ale jednocześnie na początku XXI w. odkryto w Szczecinie artefakt niekompletny tarczy właśnie podobnej do migdała, choć mogącej być też formą przejściową – rysunek próba odtworzenia tarczy
Więcej można poczytać na hobbystycznych stronach: tarcza słowiańska oraz słowiańska siła zbrojna

Paweł:

Pytanie, czy okolice Szczecina, to w XI wieku Polska Bolesława Chrobrego, czy już Połabie?
Granice, to w średniowieczu bardzo umowny termin, to bardzo płynny i zmienny obszar przenikania się wpływów sąsiadujących ośrodków władzy.
Nie jest dla mnie w linkowanym tekście jasne, czy owa tarcza migdałowa (zupełnie odmienna od tej, która jest zaprezentowana tutaj u „pana Huzara”), to znalezisko „polskie”.
Znalezienie tego artefaktu w okolicy Szczecina nie oznacza wcale, że jest to znalezisko polskie i że poddani Bolesława Chrobrego używali takich tarcz.

Pozdrawiam

@Mirek, to mało jeszcze widziałeś, ta nasza branża to jest całkiem zabawna a i zabawowa owszem(do tych, co nie widzą różnicy, różnicę znaczeń proponuję sprawdzić w PWN) :D
Jak do tego dodać śmiesznych gości, samozwańczych królów polskiego designu i kilku lektorów z ambicjami prelegentów, to już w ogóle jest nieustający karnawał… nie dziwi nic! #LOL

@Andrzej, gdyby dodać, że tej wiedzy absolutnej można jednak nie mieć, bo przecież trudno być omnibusem, ale od tego jest etap wstępny projektowania identyfikacji, nazywany przez nas, projektantów, studiami czy reserczem, można też nazwać go nauką własną, by się dowiedzieć i nie musieć palić głupa albo prowadzić klienta na krawędź takich wypowiedzi jak cytowane… gdyby więc dodać, co powyżej, to dopiero jest trochu smiszno a trochu straszno, bo widać, że po prostu… nie chciało się.

Na koniec dodam, że właściwie w 99% przypadków sami klienci nie pojmują po co projektantowi taki okres, w którym projektant „przecież nic nie robi”, ale nie zamierzam rezygnować z niego, bo chcę nadal spać spokojnie i chcę, żeby klient później nie musiał wychodzić publicznie na osła.

Inna sprawa, że poza Andrzejem i moją ekipą, osobiście nie znam nikogo w kraju, kto wykonywałby wstępne studium tematu, więc jakby co, to sami wiecie ;) (Andrzej wybacz małe promo, jak sami się nie pochwalimy, to nikt nas nie pochwali ;D)

Masz rację z tym etapem wstępnym, reserchem, to i ci go wytłuściłem. Pewnie aż tak źle, że go nikt nie robi nie jest, ale na pewno niestety większość ma to w nosie.

Paweł:

Jeszcze w temacie Huzar Power (niesamowicie wygląda na tarczy umiejscowienie HP :), kojarzy mi się z IHS na stułach kapłańskich. W ogóle jest tutaj lekkie pomieszanie z poplątaniem (choćby to, że jelec XI-wiecznego miecza był prosty).

Z drugiej strony, zastanawiam się.
I tutaj tylko i wyłącznie moje zdanie:
Tak, my to wszystko wiemy, my wiemy, ze huzar to nie husarz, że XI-wieczny woj piastowski to nie XVI-wieczna jazda, istniejemy pośród symboli, które swoje korzenie mają bardzo głęboko zatopione w mrokach przeszłości. I co z tego? Przeciętny szary człowiek nie analizuje znaków. Przeciętny szary człowiek widzi nawiązania do współczesnych znaczeń. Jeżeli te znaczenia rodowód swój mają głęboko ukryty w mrokach średniowiecza, co z tego?
Dla przeciętnego zjadacza chleba te odniesienia nie posiadają żadnej wartości znaczeniowej.
To zapewne kontrowersyjne stwierdzenie, ale: ile lat trwania firmy to marka z tradycjami?
Czy o firmie z 200-letnią tradycją powiemy – firma z tradycjami?
A o firmie, która wzoruje się na 500-letni/700-letni byt, czy możemy powiedzieć – firma z tradycjami? Przy jakiej liczbie lata przestają dla tradycji mieć znaczenie?
Zapewne nie, bo średniowiecze kojarzy się nam właśnie z wojami, z zamkami i „Braciszkiem Catfaelem ;D)
Tak, jak w ekonomii istnieje granica satysfakcji konsumenta , tak, uważam, że i w tej materii istnieje granica, poza którą pewne znaczeniowe niuanse przestają mieć siłę oddziaływania, a nawet zaczynają ciążyć.
Większość osób nie zauważy różnicy tu i ja to rozumiem. Jeżeli powstanie jakaś firma, nazywająca się c-dur i na plakacie będzie miała kilka nutek, a jakiś średnio wykształcony muzycznie (czyli tak z 10 razy więcej niż ja) człowiek powie, że to wielka pomyłka jest, bo widać, że nutki są w cis-moll, to ja powiem, so what? Podstawowe skojarzenie załapałem. I nie wymaże go żadne sprostowanie.

Pozdrawiam,
Paweł U.

Pawle masz rację że przeciętny Kowalski nie musi zagłębiać się w studia nad symbolami. Tyle że tu mamy kawał naszej własnej chwalebnej historii do której zagłębiać się potrzeby nie ma bo uczą nas tego od dziesiątek lat w szkole podstawowej na lekcjach historii. To jeden z symboli naszej wojskowości znany, jak mi się zdawało, każdemu mieniącemu się Polakiem.

Ile lat to już tradycja? a choćby i pięć jakąś tworzy.

Piszesz „Podstawowe skojarzenie załapałem. I nie wymaże go żadne sprostowanie.” w stosunku do błędnych przypisań i przyznam jest mi przykro. Tak samo przykro jak ktoś NÓSZ pisze zamiast nóż, bo to jednak mój język, moja historia jest. A w tym konkretnym c-dur, pomijając że żona z domu by wygoniła za horrendum, usprawiedliwiasz najzwyczajniej kłamstwo, które się może wbić w głowę.

Paweł:

Może inaczej Andrzeju.
W kwestii tarczy, a jakże. Zakładając na potrzeby wywodu, że jednak nie używano migdałów, i że poełniłeś błąd (założenie CZYSTO hipotetyczne). Powiem tak. I co z tego?
Dla toku dyskusji pewne, poczynione tutaj, spostrzeżenia nie mają istotnego znaczenia. Wątek o tarczy/jelcu miecza to offtop. Jest nieistotny, a ta zakładana pomyłka nie obniża wartości Twojego wywodu i nie czyni go mniej wiarygodnym.
Po co się uczyć i wiedzieć? Tylko dla własnej satysfakcji. TYLKO.
Dla świadomości, że się robi dobrą robotę, bo po przekroczeniu pewnej granicy, pewne rzeczy stają się już nieistotne dla całokształtu.

Piszesz, że to kawał naszej historii. Ok, historię własną dobrze jest znać. Ale powinniśmy wiedzieć też mnóstwo innych rzeczy, które są istotne. Mnóstwo, mnóstwo. To, co jest dla nas ważne, dla innych niekoniecznie aż tak bardzo. Dlatego nie będę wymagał od fizyka by znał detale uzbrojenia. Zdaje się, że skrzydła husarskie miały tylko funkcje reprezentacyjne i do bitwy były ściągane (spopularyzował ten mit bodajże Matejko), ale to tylko przypuszczenie. Nie wymagam tego, by ktoś to znał. A w sumie to dla mnie istotne i gdyby mi grafik na plakacie umieścił uskrzydloną husarię w walce, to bym kazał chyba poprawić.

Wracając do tematu – pewne pomyłki nie mają wg mnie wpływu na zasadniczą treść przekazu. Sa nie aż tak istotne, jak się nam wydaje (płytkie przetwarzanie bodajże się to zwie?)

Hmmm… piszesz – pewne pomyłki nie mają wg mnie wpływu na zasadniczą treść przekazu.. Czyżby? to „może” czy „morze”? Takie pomyłki nie tylko mogą ale i wypaczają sens przekazu i to bardzo istotnie. Bo to nie kwestia dyslektyki i dialektyki, ale rzetelności zawodowej. To nie wynika nawet z niewiedzy, którą łatwo zastąpić wiedzą, a ze zwykłej odporności na wiedzę, lenistwa i niechlujstwa. To może być nieistotne dla cudzoziemca, ale tu i teraz wypada jednak coś wiedzieć na temat, jakby nie było, dla wychowanej na kindersztubie części społeczeństwa, i istotny, i wrażliwy. Mamy pretensje o to że naszą flagę w kupy wsadzają a jednocześnie sami jej nie szanujemy jak i tych symboli chwały oręża i, jak Ty niestety, mamy usprawiedliwienie tak proste że aż prostackie czasami. Jak to które usłyszałem od pewnej Pani Patriotki wywieszającej brudną flagę. Na moje – wypadałoby uprać, padła rozwalająca odpowiedź – przecież i tak się ubrudzi.

Dziękuję za wytłuszczenie, oczywiście nie mam nic przeciwko, bo to zdanie jest esencją mojego „wykładu”.
I tak, zgadzam się, większość ma to w nosie, nie dziwiłbym się więc na ich miejscu, kiedy otoczenie i historia też będzie ich miała, w dupie ;)

Pozwoliłem sobie rozszerzyć temat:
http://www.creamteam.biz/blog/index.php/2011/buntownik-z-wyboru/
Wpis będzie dostępny już w poniedziałek 14 lutego po godzinie dziewiątej rano :)

jest już lista kolejkowa?

„huzar” pewnie brzmi im lepiej niż „husarz”, bo wygląda bardziej międzynarodowo [cz. „angielsko”] – nie ma „rz”…

„husarz power” też brzmiałoby świetnie, pod warunkiem, że byłoby sarkazmem typu „rower power” czy „white power, black power, wszystkie kolory power”. ;)

zastanawiam się też, czy te husarskie skrzydła nie wyabstrahowały się z kontekstu samego husarza i nie funkcjonują po prostu jako pewien symbol Polski…

Hm… może i bardziej międzynarodowo, choć „Husarz” bardziej unikatowo :) druga sprawa czy ten zapęd na międzynarodowość wyjdzie na zdrowie, bo tam chyba nie wszyscy głąby nie potrafiące pod nazwę podłożyć właściwego obrazu. Trzecia sprawa czy spółka zamierza wyjść poza obszar Polski.

Czy husarskie skrzydło to symbol Polski? nie sądzę, chyba dla Polonusów, ale mówiąc prawdę nie wiem a i badań chyba też nie robiono, mogę się mylić.

[…] Kwestia „międzynarodowości” nazwy, podnoszona w komentarzu Varpho, do Husarz ksywa Huzar: […]

„Ale powinniśmy wiedzieć też mnóstwo innych rzeczy, które są istotne. Mnóstwo, mnóstwo. To, co jest dla nas ważne, dla innych niekoniecznie aż tak bardzo. Dlatego nie będę wymagał od fizyka by znał detale uzbrojenia.”

@Paweł:
Dlatego tworzy się kanony!
Wybrane reprezentacyjne gremia tworzą kanony, programy nauczania, kodeksy, prawo itd., starając się (to ważne słowo) utrwalić to co ważne dla społecznej tkanki i odsiać plewy, chwilowe tendencje i mody.

Twoje słowa są dla mnie nie do przyjęcia i pozwól, że posłużę się przykładem, by wyjaśnić dlaczego.
Spójrz na pozycję mojego cudzysłowu kończącego Twój cytat. Mam nadzieję, że jednak mówi Ci ona coś, bo mnie mówi?! Drobny detal, a pokazuje kto prostak nieuczony, a kto nim nie jest.
Oczywiście ogół nie musi znać takich kodów, wystarczy, że ja je potrafię rozpoznawać (a potem moi klienci), co ułatwia mi życie, czy biznes, pozwala omijać ludzi-miny, okazje, które nie są okazjami itp., itd.

Inna sprawa, że jeśli próbujesz komunikacji z pominięciem reguł w niej obowiązujących (a do tego właściwie sprowadzam sens Twojej wypowiedzi, a przynajmniej cytowanej części), to ryzykujesz nieodczytanie komunikatu… że to źle, wie każdy adept marketingu i każdy przedsiębiorca, który zakombinował za mocno w reklamie i zobaczył swoje pieniądze w błocie… ot, taka wspólna wiedza, kanonik taki, mądrość narodów mówią, czasem nazywają to też nauką na własnych błędach. Ale Ty nie musisz tego szanować…

na Wykopie odkryli i skomentowali.
http://www.wykop.pl/link/626513/husarz-kontra-huzar/

Między innymi jest taki komentarz niejakiego Machabeusza:

„No dobrze, wiemy jaka jest różnica, ale moim zdaniem czepianie się jakiejś firmy, że jej nazwa i logo nie pasują do siebie jest idiotyzmem, bo równie dobrze mogliby dać do tej nazwy wizerunek samuraja jeśli zwiększałoby to jej popularność – a o to chyba każdemu przedsiębiorcy chodzi, żeby dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. ”

Czyli nic nie ważne byle kasa, może mu z tym myśleniem dobrze….

Wiesław:

Panie Prezesie! Zbieżność nazwisk z Wielkim Mężem, który poprowadził szarżę HUSARII pod Chocimiem w 1673, późniejszym hetmanem wielkim koronnym Stanisławem Jabłonowskim, zobowiązuje! Czas na odważną decyzję o zmianie nazwy i znaku. Hetman patrzy!

Trafny artykuł, sam zżymałem się na ignorancje podczas ostatniego urlopu w Polsce.

Ja się doczepię tych skrzydeł… To jest bardzo fajna symbolika, ale mocno nieprawdziwa. Wróć… skrzydła w zbroi husarskiej są, ale w wersji paradnej. W wersji „bojowej” skrzydła jako takie nie istniały lub spełniały tylko rolę „oznakowania konia dowodzenia”. Wspomniany Jędrzej Kitowicz nie mógł widzieć walk husarii, ponieważ urodził się około 50 lat po bitwie pod Wiedniem, która tak naprawdę była ostatnią dużą potyczką husarii. Później formacja ta traciła na znaczeniu ze względu na rozwój broni palnej. Zyskiwała jednak jako formacja reprezentacyjna.

Hmmm… Symbolika nieprawdziwa?? symbolika jest jak najbardziej prawdziwa. Chyba, co wynika z dalszego twierdzenia, pomyliłeś użyteczność z symboliką. To nie to samo.

Twierdzisz ex catedra, mocno i stanowczo, o li tylko paradności skrzydeł, ciekawe na czym oparta ta teza, bo skoro Kitowicz onych w bitwie nie widział, to tym bardziej ty Koziołku szanowny widzieć nie mogłeś. Zatem gdzie dowód na takie twierdzenie? Czym również ma być uzasadniona ta wyłączna paradność skrzydeł? Sądząc po ewidentnych dookreśleniach w języku niemieckim czy angielskim podejrzewam że raczej nie o paradność szło a specyfikę bojową. Kwestia czy do siodła czy do pleców troczono, a także jedno czy dwa skrzydła chyba nadal nie rozstrzygnięta. Za bojowym również używaniem przemawia wiele, choćby aspekt psychologiczny.

Czekam w takim razie na poparcie tez o paradności Koziołku :)

Wiesław:

Andrzeju! Jak mi się zdaje, historycy są dziś zgodni, iż skrzydła w bitwach nie były używane (przekonuje mnie teza, że skrzydła bardziej by przeszkadzały w bitwie, niż pomagały), a w czasie uroczystości (przed XVIII wiekiem!) nie do pleców je mocowano, tylko do siodeł, jak to pokazuje choćby Rolka Sztokholmska. Skrzydła mocowane do pleców zachowane na wielu naplecznikach XVII-wiecznych zbroi husarskich pochodzić mają z wieku XVIII, kiedy to husaria, formacja już tylko „pogrzebowa”, występowała często pieszo, a więc był to jedyny sposób pokazania się ze skrzydłami. Co do obcych nazw, niemieckiej czy angielskiej, musielibyśmy wiedzieć, kiedy się one przyjęły; gdybym miał „strzelać” powiedziałbym, że później, niż w XVII wieku. Wszak i u nas funkcjonowała wtedy inna nazwa: „ussarz”. Z nomenklaturą husarską wiąże się też sporo innych wątpliwości i sporów, choćby: „pałasz husarski” a „szabla husarska”.

Ładnie opisane i… znów enigmatyczna zgodność historyków, tzn ilu za a ilu przeciw? Nie wiem jak ty ale ja jakość tej pełnej zgodności nie widzę a głosy sie rozkładają, przyznaję ze wskazaniem na paradny charakter. Co do języków nie sądzę by wersja usarz przeszkadzała w przejściu do innych języków , xide włoski – zajrzyj do 2 części mojego pisania. Kiedy weszło? dobre pytanie i trzeba by je zadać językoznawcom z tych języków.

Sam przyznasz, że w okresie działania husarii następowała zmiana uzbrojenia, nie ich a w ogóle, i możliwe że był i okres ze skrzydłami w walce i był okres bez i uśrednienia wysnuć się nie da. Jakby jednak na to nie patrzył symbolika skrzydła u husarza jest taka a nie inna i żadne , nawet poparte faktami i artefaktami, ustalenia historyków już tego nie zmienią. Po prostu zostało to zakodowane równie mocno jak „Litwo ojczyzno moja” Poematem polskim jest i nikt tego nie neguje choć tam o Litwie mowa nie Polsce.

Wiesław:

Rzecz jasna nie potrafię powiedzieć, ilu jest za, a ilu przeciw, ani też, nie będąc historykiem (a tylko miłośnikiem historii), nie mogę kategorycznie stwierdzić, którzy mają rację. Z tekstów, które czytałem w ostatnich 20-30 latach wyłania się jednak obraz husarza zdecydowanie bezskrzydłego w boju, a mój stosunek do tego obrazu ewoluował od początkowego niedowierzania do obecnej akceptacji (choć skrzydeł żal).

Masz rację, że symbol skrzydlatego jeźdźca jest mocno zakodowany w zbiorowej świadomości, i bynajmniej przeciw temu symbolowi nie występuję. Byłbym jednak ostrożny z sądem, że symbolu tego nie mogą zmienić ustalenia historyków.

Przykładem zmiany patrzenia na symbol jest dla mnie wawelski Szczerbiec, którego od dawna nikt z Chrobrym nie wiąże. Wciąż dobrym prawem artysty czy poety jest przedstawienie Bolesława z mieczem Łokietka w dłoni, ale od uczniów na historii wymaga się większej ścisłości. Drugi przykład – Grunwald – warto pielęgnować powszechnie utrwalony obraz Matejki i opis Sienkiewicza, ale warto wiedzieć, że była to bitwa prawie wyłącznie z udziałem konnego rycerstwa. Trzeci to Somosierra, widziana dziś już przecież nie oczyma Michałowskiego, wąwóz jest mniej stromy i szerszy, a szwoleżerowie już chyba w powszechnej świadomości mają pokrowce na czapkach podczas bitwy, dopiero „potem (…) czyści w paradnych mundurach…” (Kaczmarski). Jestem przekonany, że nawet jeden sugestywny obraz, tekst, film, może skutecznie zmienić każdy stereotyp. Czy warto? To tak jak ze świętym Mikołajem, tęsknimy do dziecięcej wiary, że to on roznosi prezenty, ale w końcu sami dajemy je własnym dzieciom.

A propos „Pana Tadeusza”. Zapytał raz w Paryżu jakiś Francuz Mickiewicza: „Czy pan jest Polakiem?”. Ten zaskoczony odparł: „Oczywiście, przecież jestem Litwinem!”.

Wiesławie masz rację i nie masz, bo jednak nie zmieniło symboliki szwoleżerów ustalenie historyków, ani Szczerbiec nie przestał być Szczerbcem tylko dlatego że fakty przeczą, są symbolami nieco szerszymi niż fakty. Z drugiej strony mnie np. dziwi pewność archeologów w przypisywaniu etykiet, vide piramidy, w których nigdy nie znaleziono mumii, czy innego rodzaju pochówku, a oni twierdzą że to grobowce :) Symbole bywają trwalsze niż pamięć o faktach. Dlatego też z niektórymi symbolami mamy kłopot próbując dopasować do nich fakty.

Wiesław:

Zgadza się. A w sprawie husarzy i skrzydeł proponuję taki consensus. Zamiast wykluczających się zdań: „mieli – nie mieli”, ja będę mówił: „czasem zakładali” a Ty, Andrzeju, że „czasem ściągali”. Biorąc pod uwagę pojemność słowa „czasem”, na pewno oba twierdzenia odpowiadać będą prawdzie.

Pełna zgoda ze skrzydłami, ale w piramidy-grobowce nie wierzę :)

[…] Kultur-Kampf 2011-02-15, wtorek, 8:19 „Ale powinniśmy wiedzieć też mnóstwo innych rzeczy, które są istotne. Mnóstwo, mnóstwo. To… […]

[…] Z tymi nazwiskami to też ciekawostka, w sumie to oni kreują obecną rzeczywistość, chcąc nie chcąc, będąc na świeczniku, przygotowują możliwości i sposób życia tysięcy projektantów, którzy już na tym świeczniku nie są, nie byli, nie będą. Oczywiście, pewnie się obruszą na tę swoją misyjną rolę w społeczeństwie, ale cóż począć, z faktami się nie dyskutuje. Z odpowiedzialnością za przyjętą postawę w życiu także. Dlatego odkryciem tygodnia dla nas jest, że pogodzić się chyba trzeba, że czcionka oznaczać jednak będzie font, a komputerowy log, logo. Kto nie zwrócił uwagi w filmie, jak mówią wielcy i jakimi terminami technicznymi operują, niech łaskawie do filmu wróci. Ciekawi jesteśmy, co na takie operowanie terminami odpowie alw. […]

*imię

*e-mail

strona

napisz komentarz

*
 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy