Łódź 1

10 grudnia 2011

Łódź ma logo, nowe.

nowe logo promocyjne Łodzi

Zacznijmy od cytatów. Prezydent miasta Hanna Zdanowska przedstawiła je tak:

„Nowe logo Łodzi jest inspirujące i aspirujące. Podkreśla współczesny, kreatywny potencjał miasta”

„Według autorki logotypu, Justyny Żychalskiej, inspiracją do jego opracowania był alfabet Władysława Strzemińskiego z 1932 roku, wykorzystujący podstawowe kształty geometryczne. „Bazą logotypu jest przede wszystkim geometria, konkret formy, czytelność, prostota” – mówiła Żychalska.”

No i tu jest pewien problem, a nawet kilka. Sprawa pierwsza, do której warto się odnieść, to czytelność, którą wymienia Żychlińska, otóż nie ma jej i być raczej nie może, przy tak awangardowej literze, w zestawieniu z równie awangardowo potraktowanymi przez Strzemińskiego polskimi  diakrytykami. Nie ma też drugiej z wymienionych cech czyli prostoty, bo o ile każda z liter, z osobna, taka formą prostą  jest, o tyle ich zestawienie, z rozbiciem na dokładkę na dwa wersy i owymi mało czytelnymi diakrytykami,  że nimi są, już nie. Rozstawienie liter i duże światła ewidentnie rozczłonkowują znak na odrębne byty. Mamy więc logotyp wedle zapowiedzi, ale konia z rzędem temu, co nie ma problemu z odczytaniem/odkodowaniem liter jako Łódź.

„Siłą tego logotypu jest fakt, że może on być czytany oraz może być postrzegany na poziomie formy abstrakcyjnej” – powiedziała autorka nowego logo Łodzi. „

I tu wypada się zgodzić z autorką, co do postrzegania na poziomie formy abstrakcyjnej, ale nie co do czytania. Choć, być może, jego wersja pozioma jest bardziej logiczna i zmierzająca ku czytelności, w końcu czytelność liter warunkuje możność czytania, nie jest też żadnym odkryciem, że nieczytelnego nie da się czytać. Z owej czytelności znaku pozostaje nam claim i można odnieść wrażenie że to właśnie owa forma abstrakcyjna firmuje słowo „kreuje”, tworząc swoją nieczytelnością sygnet, ale jeśli tak ująć, to ginie gdzieś „Łódź” i może wartało by ją do claimu dodać. Tak dla czystej czytelności.

W tejże samej notce prasowej czytam:

„Kolorystyka czterech liter nazwy miasta zawarta jest w czterech kolorach – magenta, żółty, cyjan i czerń.”

OK. Jest i widać, jak na dłoni, a tu, w innym miejscu Autorka znaku, odnosząc się do kolorów, stwierdza:

– To nie są podstawowe kolory – odpowiadała Justyna Żychalska, autorka logo z Pheno Agency.

Nie? No to jakie one są? bo jak bym nie patrzył, to są kolory CMYK, podstawowe kolory druku. Inna sprawa, przy okazji, że czysta żółć w delikatnej formie i przy zmniejszeniu zaczyna uciekać w tło, gubi się i rozmazuje, co także będzie miało duży wpływ na ową „czytelność”, ale i, przede wszystkim, prawidłowość kodowania znaku przez odbiorcę.

Kolejne moje zastrzeżenie budzi takie oto stwierdzenie:

– Jedni mogą go czytać, inni podziwiać abstrakcję – tłumaczą się w Pheno Agency.

I nie chodzi o czytanie, bo to już opisałem wyżej. Bez poświęcenia znakowi sporej ilości czasu i posiadania, nie tyle wiedzy o międzywojennej awangardzie i jej dokonaniach, co wykształconej wyobraźni, czytać się nie da. Chodzi mi o owo wywołane „podziwianie”. Problem w tym, że znak nie jest od podziwiania, a do ciężkiej pracy. Podziwiać abstrakcję można, w muzeum, na podziwianie znaku, poza jego studiowaniem przez innych projektantów, nie ma czasu. Styk obserwatora ze znakiem bywa milisekundowy, w tak krótkim czasie powinien on ogarnąć i zarejestrować znak w całości, z czym tu może być spory problem – rozdzielanie sie znaku na 4 elementy.

Kolejne problemy, jakie widzę:
Problem  skojarzeniowego przypisania, tu mamy kłopot, z racji trudności przypisania/wywołania skojarzeń dla znaku, jako całości, pojawiają się bowiem osobne zupełnie skojarzenia z każdą z figur/liter. Funkcja mnemotechniczna znaku, jako całości, jest problematyczna i równie skomplikowana jak zapamiętanie przypadkowo widzianego kartusza z imieniem faraona, zapisanego hieroglifami.

Problem z założeniem rozpoznawalności, na świecie, bo Strzemiński. Jest to dość istotny problemem, bo oparty na znajomości tegoż artysty i jego dokonań w dość wąskim gronie specjalistów i problemem pewnie by nie był, gdyby to do nich tylko był znak kierowany, niestety, tak nie jest, a w szerszym spektrum odbiorców możemy o nawiązaniach zapomnieć, powinna więc choć pozostać czytelność znaku, a z niej na razie zostaje połowa, claim „kreuje”. Żeby coś zakodować, przyswoić, polubić musi być właśnie przyswajalne, dające się ogarnąć i, jeśli abstrakcyjne, powiązać skojarzeniowo, nazwać/zaetykietować, na podstawowym choćby poziomie poznawczym, jako całość. Drugie i trzecie dna mają rację bytu dla wtajemniczonych, lub gdy działają na podświadomość.

Plakat tak, logo dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej też, ale jako logo miasta, moim zdaniem, problematyczne. Koszt oswojenia, a więc wytłumaczenia znaku, będą ogromne, inaczej znak zacznie funkcjonować cząstkowo, jako znak oderwany od Łodzi, znak samej kreacji.

Każda teoria jest tylko tak dobra, co oczywiste, na ile jej tezy potwierdza realne stosowanie, i tu, jak zawsze, dochodzimy do sedna. Pomijając kwestie kosztów, dla zakodowania znaku odbiorcom, istotniejsze jest jak ten znak będzie nie tyle funkcjonował, a co go wesprze, co z obietnicą przez niego komunikowaną. Samo funkcjonowanie znaku to sprawa dość prosta, choć do pewnego momentu i nie bezkosztowa, da się wyegzekwować wielością prezentacji. Ot choćby zaczynając od takich drobiazgów (jest fotka):

„Tuż po oficjalnej premierze nowego logo Łodzi w wielu piekarniach pojawił się chleb z wyjątkową ozdobą. Ma na sobie pieczęć z nowym logo Łodzi.”

Należy mieć tylko nadzieję, że spektrum zastosowań będzie szersze, niż ów standarcik rodem z małej firemki.

Twórcy pokazali torby, notatniki, długopisy, plakaty i billboardy z nowym logo. W materiałach promocyjnych proponują wykorzystywać nie tylko kompletny znak, ale także jego fragmenty.

Bo jeśli to ma iść w takim kierunku – kubek, długopis, bilboard, to cieniutko. Ale wracając do najważniejszego, powtórzę, nie jest kwestią ile razy logo zostanie pokazane, a co z tej obietnicy zostanie zrealizowane, a więc nie samo logo będzie budowało wizerunek Łodzi, a łącznie z budową  tych przemysłów kreatywnych, którego to przedsięwzięcia logo będzie oznaczeniem. Samo z siebie niczego nie zbuduje.

W odcinku 2 będzie mała polemika z Adamem Jareckim, z pozycji adwokata diabła.

Dodatek ekstra:
Warto poczytać, w Dzienniku Łódzkim, co sądzą eksperci od marketingu i grafik:
Anna Proszowska-Sala, pomysłodawczyni i szefowa Festiwalu Promocji i Regionów, szefowa agencji Citybell Consulting i współautorka książki „Promocja miast i regionów. Nowa Perspektywa”;
Marcin Gajownik, specjalista marketingu terytorialnego, prezes zarządu krakowskiej Agencji Promocji Miast i Regionów;
Dawid Korzekwa, grafik-projektant, doktor sztuk plastycznych, adiunkt w Katedrze Projektowania Graficznego ASP w Katowicach. Prezes Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej

Warto też przeczytać drugi artykuł z tego samego źródła, Dziennik Łódzki, głosy inne, ale i ciut tej proponowanej wizualności na kubkach i długopisach.


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy