Muzeum w Gliwicach

23 grudnia 2012

Jest rozstrzygnięcie w konkursie na logo Muzeum w Gliwicach.

Jury wybrało, z ponad 1500 nadesłanych prac, projekt Marty Szmyd z MiLL Studio. Gratulacje!

logo Muzeum w Gliwicach

Zdaniem Jury:

„jednoznaczne nawiązanie znaku do charakteru Muzeum w Gliwicach, poprzez przedstawienie jego bardzo złożonej struktury, tj. czterech skrajnie odmiennych lokalizacji, o różnym charakterze i przeznaczeniu. Część graficzna znaku jest również odczytywana jako przetworzony skrót nazwy Muzeum. Obie te konotacje sprawiają, że znak jest wieloznaczny, mimo bardzo oszczędnej, syntetycznej formy. To właśnie synteza formy oraz trafność i wieloznaczność jej przekazu sprawiły, że znak jest mocny i bardzo wyróżniający się na tle innych nadesłanych na konkurs propozycji. Dodatkową zaletą znaku jest fakt, że „obiecuje” on stworzenie interesującego i różnorodnego klucza wizualnego, który stanie się osią przyszłej identyfikacji wizualnej Muzeum.”

Więcej prezentacji nagrodzonego projektu znajdziecie na signs.pl


Marcin:

Panie Andrzeju, jakiś komentarz z Pana strony będzie? Powiem szczerze, że czekałem na wpis na Pana blogu na temat tego konkursu i jego wyników.
Osobiście widziałem ten znak jako bardziej „klasyczny”, a widzę, że jest tendencja „futurystyczna”. Nie wiem jak to nazwać. Przynajmniej dla mnie nie jest to tak oczywisty znak.Dla takich instytucji wydaje mi się, powinno się dobierać bardziej tradycyjną acz prostą formę ale nie widzę tego „zlepka znaczków” jako logo muzeum. Nie twierdzę, że znak jako taki jest zły ale mi coś tu nie pasuje.

Hm… sam jestem nieco w rozkroku. Z jednej strony, sam w sobie, znak jest ok. Z drugiej strony nuży ta monotonna moda liternicza, nuży i właściwie jest popisem smaczków dizajnerskich, zamiast odróżniać ujednolica. Wystarczy prześledzić kilkanaście ostatnich zmian znaków muzeów. Pewnie za jakiś czas minie ten trend i przeskoczymy w kolejny. W sumie Marcinie też liczyłem na coś innego, ale widać musimy jeszcze poczekać, może przy innej okazji.

Robert:

Na wstępie przepraszam że tak długo i że przekleiłem swój opis z innej strony i może trochę nie w temacie … ale nie chciało mi się pisać ponownie :). Proszę o wybaczenie:

Na samym początku chcę jasno zaznaczyć że nie będzie to wywód nad projektem, każdy projektant czy studio ma swój styl i tak projektuje.
Nie będzie to także pisanina o niebezpiecznym trendzie w polskim projektowaniu – trendzie upraszczania, minimalizowania, “emotikonowania”, będzie o tzw. konkursach i ich jury.

Przed przystąpieniem do pisania przeczytałem jeszcze raz regulamin, zapoznałem się z “klientem” i wynikiem jury … i mam dylemat, bo regulamin i “klient” nijak mi nie współgra z wynikiem głosowania.
Rozumiem że Muzeum w Gliwicach kieruje swoją ofertę do 20-kilku letnich hipsterów, interesujących się dizajnem, grafitii, sztuką współczesną, do ludzi posługujących się skrótami w wypowiedziach – emotikonami … Bo na to wskazuje znak jaki sobie wybrano.
“Jednoznaczne nawiązanie znaku do charakteru Muzeum w Gliwicach, poprzez przedstawienie jego bardzo złożonej struktury, tj. czterech skrajnie odmiennych lokalizacji, o różnym charakterze i przeznaczeniu” – czuli nowoczesnych budynków mających w swej ofercie – Sztukę – oczywiście nowoczesną, Archeologię – układów scalonych, Historię – powstania komputera osobistego, Rzemiosło Artystyczne – rozumiem że chodzi o nowoczesny dizajn IKEA. Pokazałem to logo żonie, powiedziała że super projekt, jednocześnie pytając czego to projekt, “Muzeum” – odparłem, “jakiego” spytała … no właśnie? Jakiego?
W regulaminie był zapis o “nawiązaniu do tradycji instytucji”, i dalej że ocenie będą podlegały “czytelność komunikatu, funkcjonalność, pomysł, oryginalność” … zgadzam się że część tych zapisów została zrealizowana. Trafnie całość sytuacji oddało stwierdzenie samego jury – “To właśnie synteza formy oraz trafność
i wieloznaczność jej przekazu sprawiły, że znak jest mocny i bardzo wyróżniający się na tle innych nadesłanych na konkurs propozycji” – ja to odczytuję tak: “pozostałe propozycje były zgodne z regulaminem i założeniami” .
W ogóle opis jury wskazuje także na jeszcze jeden aspekt “polskiego” projektowania – a mianowicie na to że projektant przy projekcie traci na znaczeniu na rzecz copyrightera, w moich czasach studenckich mówiono na to “przerost treści nad formą”. W dzisiejszych konkursach na logotypy, plakaty, Systemu Identyfikacji itp. ważny jest opis a nie forma graficzna,
podam prosty przykład:
Logo Muzeum w Gliwicach – prosta pozioma linia z nazwą MUZEUM w GLIWICACH –
OPIS: Logotyp w swej minimalistycznej formie niesie w sobie olbrzymi przekaz, nawiązanie do tradycji. Linia jest jak horyzont za który patrzymy w przyszłość jest jak Rubikon który przekroczymy w dążeniu do realizacji planów. Jest też symbolicznym oddzieleniem starego, tradycyjnego od tego co nowe, nowoczesne … itd, itp. można? Można … tylko że ja zajmuję się projektowaniem nie pisaniem

OK … może się nie znam, może jestem za stary, może tak dziś wygląda projektowanie Logotypów? Może to co mnie uczono o proporcjach, symetrii, ciężarze a co najważniejsze o czytelności, o tym że logo jednoznacznie identyfikujące markę, firmę, agencję, organizację, pokazując charakter, formę działalności, może to wszystko już nie ma znaczenia. Postanowiłem to sprawdzić i wpisałem w wyszukiwarce hasło “museum of logo” … jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłem LOGOTYPY, kolorowe, zaprojektowane, symetryczne, wyważone a co najważniejsze – CZYTELNE – od razu widać czego dotyczy muzeum, skąd pochodzi. są też i dizajnerka logotypy … Kurcze jednak nie jest ze mną tak źle.

Podsumowując, na jednym z forum znalazłem doskonałe zdanie które wszystko wyjaśni w temacie “konkursów graficznych” w Polsce – Dziś konkursy są organizowane przez artystów dla artystów – hmmm mocne, zapomina się o kliencie, o odbiorcach … sztuka dla sztuki.

Hm… i ja się z tym zgadzam :)

Marcin:

Pokazałem logo mojej narzeczonej… pytam:
– Zgadnij czyje jest to logo…
– hmmm, chińskiej restauracji? (z prawdziwym przekonaniem, że miała rację)
– nie kochanie, muzeum… a zgadnij muzeum czego?
– liter?
– nie kochanie, Muzeum w Gliwicach
– ahaaa, że niby tu „M” a tu „G”…? bezsensu…

Jak widać nie uwzględnili „targetu”.

no cóż, to akurat jednostkowy przykład, bywają inne gdy badania robi się na targecie, a potem i tak są zastrzeżenia które zgłasza inny target, nie badany/uwzględniany. To nigdy nie jest proste, jednoznaczne i oczywiste. Choć zauważam tendencję do robienia znaków ładnych, samych dla siebie.

Marcin:

Nie no naturalnie, nie da się dogodzić wszystkim, ale uważam, że ten znak nie trafi do nikogo po prostu…

to czy „trafi” to rzecz dyskusyjna, ale i mało istotna w sumie. Bardziej istotny jest sposób docierania do odbiorcy i zapamiętanie. To jak z literami alfabetu, których uczymy się w szkole. Zatem znak można, tak naprawdę, oceniać po wprowadzeniu i z jakiejś perspektywy czasowej. Ocenianie samego znaku trochę przypomina ocenianie możliwości bezpiecznej jazdy po oponach , problem w tym że będą tacy co się zimą zabiją na zimowych i tacy co tejże zimy na letnich też dadzą radę i to niezależnie od ich marki, bo jest parę parametrów istotniejszych.

Marcin:

Też prawda…

Robert:

Znak sam w sobie nie jest zły, szkoda tylko że nie jest odpowiedzią na problem, wytyczne jakie postawiło sobie muzeum. Przerost treści nad formą.
Muzeum wybrało sobie logotyp który nie pasuje do tej instytucji, smaczki dizajnerskie, nowoczesne ujęcie, ale niestety zapomniano o odbiorcach. Dobrze Pan ujął w swoim stwierdzeniu że taki mamy teraz trend. Ja się zastanawiam z czego on wynika? Mam kolegę grafika który wszystko projektuje w jeden czambuł wg takiego trendu, mówi że to jest nowoczesne a wg mnie po prostu nie potrafi inaczej, taki styl projektowania jest dość prosty, łatwy do powielania, tworzony be wysiłku „projektowego” :) za to copyrighter ma coraz więcej pracy :)

Innym przykładem przerostu treści nad formą niech ty będzie decyzja jury w konkursie na plakat AMS – http://www.ams.com.pl/odpowiedzialnosc_galeria_plakatu.html

Niestety kilka rzeczy muszę sprostować.
1/ „przerost treści nad formą” co najmniej dziwne to stwierdzenie, w wypadku tego znaku. Treścią jest w znaku to co on przedstawia, opowiada, sugeruje. Skojarzenia trudno nazwać treścią sensu stricto, bo te mamy różne i nie koniecznie w zgodzie z założeniem projektanta.
2/ taki styl jest naturalnie dość prosty, minimalistyczny, co nie oznacza że tworzony „bez wysiłku projektowego”. Wręcz przeciwnie, łatwiej zaprojektować bajer niż taki znak minimalistyczny. Łatwiej dodawać i ubarwiać niż sprowadzać wszystko do prostych elementów, zachowując „czytelność”.

Przywołany przykład plakatu, nie był moim faworytem przyznaję, ma mocny przekaz w maksymalnie prostej formie. Czy to przerost treści? nie sądzę. Można naturalnie ten problem opowiedzieć obrazkowo w bardziej dosadny, szczegółowy sposób, łopatologicznie, tylko czy przekaz byłby równie mocny? może trzeba by wtedy pójść w drastyczność, szok. A może taki przegadany obraz problemu, wbrew pozorom, spłyciłby go.

*imię

*e-mail

strona

napisz komentarz

*
 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy