marka i Lewiatan

25 czerwca 2015

Czytam dwa artykuły, oba dotyczą marki narodowej (jej elemencie) i w obu występuje też Konfederacja Lewiatan, zrzeszająca 4 tysięcy prywatnych firm. I co ciekawe konstatuję? jak Lewiatan wycina sporą woltę jeśli idzie o tę markę narodową. A  dokładniej jego przeskok od negacji do wsparcia. I zaczynam mieć wątpliwości czy panowie z Lewiatana wiedzą co to jest marka narodowa.

Może zacznijmy od historii. W artykule „Kto się wstydzi polskich produktów?”  Kamil Nadolski pisze:

„kiedy w 2013 r. Komisja Europejska zaproponowała wprowadzenie obowiązku oznaczenia produktów miejscem pochodzenia, tzw. Consumer Product Safety Regulation (CPSR), nad Wisłą podniosła się wrzawa. W imieniu przedsiębiorców występowała zrzeszająca 3,9 tys. prywatnych firm Konfederacja Lewiatan.”

Czyli żadnych „made in Poland”, bo my som UE  więc „made in UE”, a najlepiej byłoby „in World” czyli nigdzie. Dla jasności w temacie,  mówimy o marce Polska, bo „made in” to także element marki Polska. Element nie żadne tam inności. Więcej, to budując tym elementem wejście na rynki zagraniczne pozwalamy zaistnieć marce Polska szerzej.

Ale nie minęło wiele czasu i ta sama Konfederacja wsparła słynną sprężynkę Olinsa, a obecnie w ramach kontynuacji kierunku:

„Konfederacja Lewiatan, Krajowa Izba Gospodarcza, Pracodawcy RP i Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej SAR powołały fundację „Marka dla Polski”. Jej celem ma być stworzenie silnej marki narodowej oraz poprawienie wizerunku Polski za granicą.”

Przy tej okazji czytam takie oto odkrywcze myśli:

„Dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan Lech Pilawski wskazał, że brak polskiej marki skutkuje tym, że „przedsiębiorcy nie mogą budować swoich marek”.”

Ciekawe stwierdzenie w sytuacji gdy inni przedsiębiorcy, spoza Lewiatana, bez problemu budują swoje marki. Ale jak rozumiem pan dyrektor nie rozróżnia co do czego służy, bo marka Polska może wspierać, ale nie wyręczać w budowaniu marek własnych. Więcej, o sile marki Polska zadecyduje łączna siła marek własnych przedsiębiorców, a nie na odwrót.

No i kolejne przemyślenie a la Lewiatan:

„”Musimy zbudować narrację dla Polski, musimy wiedzieć czy jesteśmy skierowani w przeszłość czy w przyszłość, czy jesteśmy krajem zgliszczy czy krajem sukcesu. Jeżeli wspólnie nie ustalimy tego to będziemy mieli bardzo rozproszone działania” – podkreślił Pilawski.”

Serio? sama narracja uczyni cud?  To może zacznijmy sobie wmawiać,że jesteśmy super, hiper i best. My sami pewnie uwierzymy, gorzej z tymi na zachodzie, bo tam trzeba coś pokazać i to coś wysokiej, a najlepiej najwyższej jakości. Gadania nie kupią. Markę można stworzyć, logosa można stworzyć, ale to samo za nas sprawy nie załatwi. Zaś co do wizerunku, jego poprawy, trzeba niestety dużo więcej niż stworzenie marki. Dużo więcej pracy, nie chęci. Złudzenie, że powstanie jakaś mityczna, nowa marka Polska, z cudownym logaskiem i sprawi cud, zaoszczędzi pracy u podstaw przedsiębiorcom jest fata morganą, ułudą i czekaniem na cud. Ale w tych sprawach cudu nie ma.

Zatem Panowie z Lewiatana to w końcu jak to jest  – jesteście przeciw a nawet za?


Aspagio:

Lewiatan sprzeciwił się obowiązkowi oznaczania krajem produkcji, dzięki czemu można oznaczać MiP, jeśli ktoś czuje się mocny lub MiUE/MiE, jeśli ktoś boi się konotacji z naszym krajem a chce sprzedawać za granicą.

I słusznie, bo to co dla jednego jest zaletą, innemu może nie służyć.

Nie sądzę by chodziło o wmawianie. Jeśli już, widziałbym w tym próbę wskazania, że przydałoby się nieco jednomyślności, której nie ma, w patrzeniu na nasz kraj.

Aspagio, I co w tym słusznego? robić tandetę i oznaczać UE żeby się nie połapali? czy wstydzenie się własnego kraju z pretensją że nie ma własnej marki?
Próby wskazania nie nazywa się narracją, czyli bajką do opowiadania a i jednomyślność w patrzeniu też nam zbędna. Za to niezbędna jednomyślność w działaniu i nie wstydzenie się własnego kraju, choćby oznaczając made in Poland.

Aspagio:

To słuszego, że nie każdy ma ambicje produkować topowe produkty. Są firmy, które zadowala poziom biedronkowo-lidlowy, niska cena i wysokie obroty wynikające z dużego przerobu.
I oni nie muszą, dzięki Lewiatanowi, chwalić się, że są z Polski.

A jak ktoś się czuje mocny z własnym produktem, może bez obaw oznaczać MiP.

Jednomyślność w działaniu mogłaby się skończyć jak ze znakiem TP. Jakość jest nieistotna jeśli opłata została zaksięgowana.

Aspagio poszedł bym dalej nie tylko nie muszą oznaczać, nie muszą też sprzedawać za granicę, dbać o jakość, a nawet nie muszą nic produkować na sprzedaż, a co, wolno im. Tyle że nie rozmawiamy o badziewnych interesikach z badziewnym towarem a o firmach, które chcą wsparcia marki Polska. Tylko że to dokładnie wygląda inaczej niż im się marzy a może maże w głowie.

Aspagio:

Praca od podstaw – nie będzie polskich potentatów dumnych z bycia polskimi, jeśli te małe, drobne biznesy będą lekceważone.

jedno z drugim nie ma nic wspólnego

Aspagio:

PS

Zwróć uwagę, że dyskusje toczą o polskim przemyśle, reklamie, projektowaniu, fotografii etc, toczą się… w amerykańskim serwisie społecznościowym.

Niby drobiazg, ale pokazuje, że nawet tego nie umiemy zrobić na własnym podwórku.

Oczywiście można się zasłonić wygodą, łatwością dostępu do gotowego narzędzia, i tym podobnymi bzdurkami. Tyle, że to niewiele zmienia.

Masz jakiś problem z rozróżnieniem gdzie piszesz? Kto powiedział że wszystko musimy robić od nowa, koło też wymyślimy? Na razie jak widzę szukasz argumentów na siłę , ale nijak nie wiem na co.

Aspagio:

To jest drobiazg pokazujący, że chętniej sięgamy po cudze.

*imię

*e-mail

strona

napisz komentarz

*
 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy