zagoniony zając

21 września 2018

Tendencja, czy może raczej trend, literniczego rozgrywania znaków firmowych przypomina mi coraz bardziej chińskie uniformy okresu rewolucji kulturalnej. Jeden nieomal krój z detalami tak minimalnymi, że wie o nich jedynie twórca uniformu – lekko nie ten odcień, kawałek szwu szarą a nie czarną nicią, nie zapięty guzik etc. Dziwnie zmierza to w takim właśnie kierunku i za chwilę okaże się, że tak naprawdę znakiem firmowym jest kilka liter obojętnie jakim krojem pisanych, bez dedykowanego tła. Wrócimy do korzeni, gdzie ważna była nazwa a nie jej zapis czy symbolika sygnetów, już całkowicie zbędnych. Z natłoku piktogramów wrócimy do czytania i wygrywać będą ci umiejący sylabizować. A może to jest właśnie cel jaki sobie projektanci tej fali stawiają – walka z analfabetyzmem wtórnym?

Z drugiej strony obudowuje się taki minimalistyczny przekaz całą ferią doznań wzrokowych tworząc styl marki. I tu już nie ma zmiłuj, nie wystarczy podświadome zakodowanie w pamięci jakiegoś znaczka, trzeba czytać i zapamiętywać konteksty. Miliony detali zaśmiecających szare komórki, zagracone jak garaż domorosłego amatora czterech kółek – od słoików po wekach po złamaną śrubkę, bo wszystko się przyda.

A mózg międli i próbuje znaleźć tę podkładkę nietypową, co na bank musi być a nie można znaleźć. Międli i rozmywa te wszystkie kolorystyczne niuanse, nakłada i międląc zlewa w czarną plamę. A plama, jak czarna dziura tężeje, rośnie, zasysa i pokazuje nicość naszych wysiłków.

il. Andrzej-Ludwik Włoszczyński

Z kosmosu mliardów znaków, piktogramów, ikon wracamy do alfabetu z jedynie 32 literami, ale ileż to daje możliwych kombinacji ich zestawienia. Znowu kosmos nieogarniony. I tak jak niewprawne, nieuzbrojone oko widzi świetliste punkciki, jedne większe, drugie ciut mniejsze, ale w sumie takie same. niewyróżnialne i nieodróżnialne. Utkane na tej białej czy czarnej apli zdawać by się mogło bez sensu i jedynie dla podniety poetów. Nie ogarniesz i nawet nie próbujesz, bo po co.

Wszystko już było, jak mawiał Ben Akiba. W miliardach projektów na tym bożym świecie przerobiono już wszystko lub prawie wszystko. Kształty i przebiegi krzywych zaczynają się powielać, z dostępnej skali kolorystycznej nie da się już wycisnąć nic odkrywczego, nawet czerń już jest najczarniejsza z czarnych. A każdy nowy dzień wita nas nowymi dokonaniami projektowymi, powstającymi z szybkością najnowocześniejszej linii produkcyjnej prezerwatyw. Miliony osłonek dziennie na nowe firmy, towary, inicjatywy i co tam da się tylko zaznakować. Część pęknie przy pierwszym użyciu, normalne.

A kreatywność mamy w genach, tak twierdzą specjaliści od ewolucji, zatem wystarczy ta drobina kreatywności plus narzędzia, komputer, oprogramowanie, i jesteśmy artystami, projektantami nowych osłonek, także tych powodujących ciąże niechciane i najzupełniej przypadkowe, pomimo ich wcześniactwa i ułomności wynikającej ze zwyczajnego chciejstwa a niemożności, połączonego z podkradaniem cudzych łakoci. Bo kto powiedział, że kreatywność to jedynie własna praca i przemyślenia? można przecież kreatywnie kraść. A kto sprawdzi w lesie z miliardem drzew czy się gdzie gałązki nie wycięło, a jak sprawdzi to mu pokażemy inne gałązki też urzezane. I co. puszcza zginie przez tę jedną naszą urzezaną witkę?

Z trendami jest jak z morzem, wrzucisz kamień kręgi się rozchodzą, im ciekawszy kamień tym szerzej. Czasem kamień tak smakowity, że fale rosną i przeganiają się rosnąc, tsunamieją. Ale zawsze jest jakiś brzeg a po nim kres tego rozprzestrzeniania, woda opada i spokojnieje do następnego tsunami, choć czasem bywa czkawka, wtórne rozlania, odtwórcze i markujące kreatywność. Piranie patrzą i czekają chwili.

A wracając do trendu z pierwszego akapitu, wróżę mu spore tsunami z wtórnościami do potęgi. Bo cóż to za frajda postukać w klawisze i gotowe do kasy, za piwo, za lizaka, każdy w końcu da radę, nawet totalnie akreatywny. Nawet uzasadnienie na tacy podane – bo największe znane marki…. Ale jest i pozytyw, może ten rozlany wtórnie trend nauczy choć alfabetu, sylabizowania a w końcu czytania. Idzie tu w sukurs coraz wymyślniejszy naming ojczysty, typu „Zagoniony Zając”, łatwo to poszerzać, ku pożytkowi utaplanych w trendzie piranii, i np. rozwijać nazwy w coraz dłuższe frazy. Może brakować tylko jeszcze jednego elementu tej nauki, najważniejszego – rozumienia co się czyta. Ale wtedy wrócimy do objaśniania obrazkami.


o znakach towarowych

15 września 2018

O znakach towarowych i ich rejestracji w Urzędzie Patentowym najlepiej gdy wypowiada się się specjalista, zatem dziś gość specjalny – rzecznik patentowy Mikołaj Lech, autor nagrodzonego przez Urząd Patentowy RP bloga znakitowarowe-blog.pl, który w swoim artykule naświetli rzecz szerzej i z przykładami. Zapraszam do lektury.

Mikołaj Lech

Czym jest znak towarowy?
Na czym polega jego ochrona?

Dzisiejszy zglobalizowany, zinformatyzowany świat daje ogromne możliwości biznesowe. Równocześnie jednak konkurencja nigdy nie była tak duża. Firmy robią więc co mogą aby wyróżnić się na rynku. I  tutaj pojawia się pytanie, czy to co je wyróżnia można zastrzec? Czym w ogóle jest znak towarowy i na czym polega jego ochrona?

Znak towarowy to logo czy nazwa firmy?

Pojęcie znaku towarowego jest dużo szersze niż się wielu osobom wydaje. Jak zaraz przeczytasz, w skrajnych przypadkach to co udało się zarejestrować jako znak towarowy budzi słuszne kontrowersje. Co do zasady jednak znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które nadaje się do odróżniania towarów lub usług na rynku.

Najpewniej, pierwsze co przychodzi Ci na myśl to nazwa i logo firmy. Faktycznie tego typu znaki towarowe są najczęściej rejestrowane w Urzędzie Patentowym. Jednak myśląc o takiej ochronie wiele osób zapomina o tym, że chodzi o komercyjne używanie takich oznaczeń. Zastrzegając znak towarowy otrzymasz monopol prawny, ale ograniczony do branży, w której działasz.

Przykład:

Istnieje blog o winach pod nazwą „zdegustowany”. Samo pisanie o swojej pasji nie jest jeszcze komercyjnym używaniem marki. Będzie nim dopiero wtedy, kiedy autor zacznie na blogu zarabiać. Przykładowo zacznie na nim umieszczać wpisy sponsorowane, reklamy bądź podczepi do niego sklep z winami.

W kontekście tego co napisałem, nie każde logo oraz nie każda nazwa jest znakiem towarowym. Jeżeli tego typu oznaczenia nie są przez Ciebie wykorzystywane komercyjnie, to nie pełnią funkcji znaku towarowego, czyli nie służą do odróżniania towarów i usług jednego przedsiębiorcy od podobnych towarów i usług innego przedsiębiorcy.

Co ciekawe znaki towarowe coraz chętniej rejestrują miasta, które zarabiają na turystyce.

Przykład:

znak towarowy Bydgszcz, R-355160

R-355160

CHEŁMNO – MIASTO ZAKOCHANYCH

R-202319

znak towarowy Pomorskie, R-283286

R-283286

Rodzaje znaków towarowych

Poza nazwą i logo, znakiem towarowym mogą być również:

Domeny internetowe

obwarzanek.com

R-281807

znak towarowy, R-283504

R-283504

znak towarowy, R-295676

R-295676

Sygnety/ grafiki

znak towarowy, R-243356

R-243356

znak towarowy, R-192655

R-192655

znak towarowy, R-193912

R-193912

Etykiety produktów:

znak towarowy, R-248818

R.248818

znak towarowy, R-276471R-276471

znak towarowy, R-194281R-194281

Formy przestrzenne:

znak towarowy, R-177475

R-177475

znak towarowy, R-200450
R-200450

znak towarowy, R-208090R-208090

Niekonwencjonalne znaki towarowe.

Z biegiem czasu poza typowymi odmianami, przedsiębiorcy zaczęli podejmować próby rejestrowania niekonwencjonalnych znaków towarowych. Do tego grona zaliczyć można:

Kolory:

znak towarowy, Z-476168

znak towarowy, EUTM-003793361

znak towarowy, EUTM-011886777

Co do zasady czysty kolor nie ma zdolności odróżniającej. Urząd Patentowy odmówi więc zarejestrowania takiego oznaczenia.

Dlaczego więc ww znaki korzystają z takiej ochrony?

Otóż ich właścicielom udało się wykazać, że kolor kojarzony z ich marką nabył wtórną zdolność odróżniającą. Innymi słowy, w następstwie ogromnych nakładów na reklamę, marka stała się tak mocno rozpoznawalna, że konsumenci są w stanie rozpoznać ją po samej barwie.

Sprawdza się więc powiedzenie, że duży może więcej. Przeciętny przedsiębiorca nie ma co marzyć o zmonopolizowaniu koloru.
Ciekawym przykładem zastrzeżenia układu kolorystycznego jest polski ORLEN:

R-288354

R-288354

R-287251

R-287251

R-286833

R-286833

R-286829

R-286829

R-286827

R-286827

R-286823

R-286823

Pozycyjne znaki towarowe:

Znak pozycyjny charakteryzuje się tym, że zastrzegany jest element graficzny usytuowany w konkretnym miejscu na oferowanym towarze. W takim przypadku kontur znaku zaznacza się linią ciągłą a kontur towaru linią przerywaną. Poniżej przykłady takich rejestracji:

EUTM-017363201

EUTM-017363201

EUTM-001027747

EUTM-001027747

EUTM-017437261

EUTM-017437261

Wygląd produktów:

Ta kategoria znaków niekonwencjonalnych budzi wiele kontrowersji. Chodzi bowiem o to, że międzynarodowe koncerny starają się wykorzystać znaki towarowe do monopolizacji rozwiązań typowo konstrukcyjnych. Tak się stało przykładowo z kostką Rubika, której technologia była swego czasu chroniona patentami. Te wygasły, więc technologa obracania klocków weszła do stanu techniki. Problem w tym, że wygląd kostki został zarejestrowany w postaci znaku 3D. Choć kostki konkurencji mają zupełnie inną technologię, to nie mogą uciec od samego kształtu sześcianu.

Jest to o tyle niebezpieczna sytuacja dla rynku, że znak towarowy, którego prawo ochronne jest sukcesywnie co 10 lat przedłużane – może trwać wiecznie.

Poniżej przykłady tego typu kontrowersyjnych znaków towarowych:

EUTM-017437261

EUTM-017437261

EUTM-000107029

EUTM-000107029

EUTM-004676656

EUTM-004676656

Dźwięki:

(Tarzan)

EUTM-005090055

EUTM-005090055

(ryk lwa)

EUTM-005170113

EUTM-005170113

R-220735

R-220735

Prezentacje multimedialne:

EUTM-003429909

EUTM-003429909

EUTM-017451816EUTM-017451816

EUTM-008581977EUTM-008581977

O innych zaskakujących znakach towarowych mówiłem w nagraniu:
https://www.youtube.com/watch?v=XS0kvCjcUQs

Czy rejestracja znaku towarowego jest konieczna?

Co do zasady przedsiębiorca nie ma obowiązku rejestracji swojego znaku towarowego. Istnieją przepisy, które zapewniają pewien minimalny poziom ochrony marki.

Firmę, czyli nazwę przedsiębiorstwa chroni Kodeks cywilny. Oznaczenie przedsiębiorstwa z kolei – ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Myli się ten, kto uważa, że wystarczy założyć działalność gospodarczą lub spółkę, aby czuć się bezpiecznie. Prawa do znaków niezarejestrowanych nie powstają w wyniku wpisu do CEIDG lub KRS. One powstają w konsekwencji komercyjnego używania danego oznaczenia. Zakres tej ochrony ograniczony jest do tego samego rynku, czyli do określonych towarów i usług oraz terytorium.

Największa wadą tych przepisów jest trudność wykazania przysługujących praw do marki. W procesie należy przedłożyć dużą ilość dowodów. Finalnie może się jednak okazać, że sąd uzna, że te prawa choć nam przysługują, to jednak ograniczają się jedynie do terytorium miasta, w którym działamy. Nie ma więc ryzyka, że konkurent używając tej samej nazwy na drugim końcu Polski wprowadzi waszych klientów w błąd.

I w tym miejscu dokładnie widać przewagę znaków zarejestrowanych. Wykazanie przysługujących nam praw ogranicza się jedynie do przedłożenia świadectwa rejestracji. Zasięg terytorialny takiej ochrony rozciąga się na całą Polskę, Unię Europejską lub wybrane kraje świata. Przez pierwsze 5 lat dana marka nie musi być nawet obecna na rynku. Monopol prawny do zarejestrowanego znaku towarowego ogranicza się do wskazanych w zgłoszeniu towarów i usług. Z tego właśnie powodu spory w oparciu o znaki zarejestrowane są dużo bardziej przewidywalne.

Więcej o korzyściach jakie wynikają z rejestracji znaku towarowego pisałem w artykule: 23 powody, dla których warto zastrzec nazwę firmy w Urzędzie Patentowym.

Jak zarejestrować znak towarowy?

Od strony formalnej znak towarowy należy zgłosić do rejestracji w odpowiednim urzędzie. Wszystko zależy od tego, jaki zakres terytorialny ochrony Cię interesuje:

Polska – zgłoszenia należy dokonać w Urzędzie Patentowym RP w Warszawie.
Unia Europejska – zgłoszenia należy dokonać do Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej w Alicante w Hiszpanii.
Wybrane kraje świata – zgłoszenia należy dokonać w Biurze Światowej Organizacji Własności Intelektualnej w Genewie w Szwajcarii.

Formalnościami można zająć się osobiście lub skorzystać z pomocy rzecznika patentowego. Jego wiedza może się przydać przy weryfikacji czy wybrane przez Ciebie oznaczenie ma w ogóle szansę na ochronę. Chodzi o określenie czy w danej sprawie występują bezwzględne bądź względne przeszkody w rejestracji. Do pierwszej grupy należą przykładowo znaki opisowe. Są to określenia, które w sposób jednoznaczny wskazują na towary, do oznaczania których mają służyć. Nie da się przykładowo zastrzec słowa „ogórek” do oznaczania warzyw.

Z drugiej strony zgłaszany znak towarowy nie powinien być podobny do znaków już zarejestrowanych. Chodzi o to, że właściciele takich znaków mogą złożyć formalny sprzeciw do rejestracji. Nawet jednak, jeżeli nie zauważą naszego zgłoszenia i znak zostanie zarejestrowany, to po 5 latach mogą podjąć próbę jego unieważnienia. Z tych właśnie powodów, przed samym zgłoszeniem powinno się zrobić analizę prawną marki.
O tym z jakimi kosztami wiąże się rejestracja mówiłem w poniższym nagraniu:
https://www.youtube.com/watch?v=iOmUao6XhaI&t=2s

Uwaga na pisma od oszustów!

Wiele osób decyduje się na rejestrację znaku towarowego aby ktoś im marki nie ukradł. Może do tego dojść jeżeli twój konkurent zarejestruje taki znak towarowy na siebie. Choć nie są to medialne sprawy, takie trolle od znaków towarowych aktywnie w Polsce działają.

Mało kto jednak jest przygotowany na to, że po dokonaniu zgłoszenia przyjdą do niego pisma od naciągaczy.

Ten proceder to obecnie prawdziwa plaga. Informacje o przedsiębiorcy, który złożył wniosek o rejestrację znaku są publikowane online w bazach Urzędu Patentowego. Te informacje wykorzystują oszuści, którzy piszą do takich firm pisma, przypominające w formie i treści listy z Urzędu Patentowego. Informują w nich, że aby znak towarowy został zarejestrowany w ich rejestrze, przedsiębiorca musi uiścić w terminie kilku dni wskazaną kwotę. Jeżeli taka osoba nie zorientuje się, że jest to pismo od naciągaczy – zasili konto prywatnej firmy.

Niestety na tę chwile nie ma sposobu aby skutecznie z tym procederem walczyć.


refleksja na 100 lecie

28 lipca 2018

tytka z forsą, rys. Andrzej-Ludwik Włoszczyński

© rys. Andrzej-Ludwik Włoszczyński

Standardowy mężczyzna to taki facet noszący te same spodnie od nastu lat i rozciągnięty, spłowiały t-shirt, bo wygodne (czytaj – jeszcze się nie rozlatują). Czasem, z musu, zakładający garniturek ze ślubu lub komunii. Uogólnienie dość prostackie i być może dla wielu bolesne, ale nie do końca nieprawdziwe. Po co to przywołałem? Bo widzę analogię z naszym godłem. Może to zbyt dalekie, ale jednak, w jednym i drugim wypadku ogromną rolę grają sentymenty i przyzwyczajenie. Na ogół bowiem traktujemy to godło jak stare znoszone spodnie, bo nasze, to możemy sobie z nim robić co chcemy. Czasami zaś wbijamy się w garnitur, z zadęciem, i co prawda nas pije pod pachami (w wypadku orła coś nam w nim nie pasuje), ale mus to mus. Jedni więc wbijają w garnitur z komunii, to Ci preferujący orła tymczasowego z 1919 roku. Drudzy wpasowują się w garnitur ślubny, za mały i ze spodniami w kancik, ale mus, to mus. Tym pasuje orzeł z 1927 r. Ci pierwsi chcą podświadomie powrotu do lat dziecięcych, nie swoich na ogół. Ci drudzy z sentymentem powracają do być może jedynej chwili ważnej, a może tylko zapamiętanej cieplej w swoim życiu i z perspektywy lat oceniają trafność linii modowej garnituru, zastanawiając się czy by nie trzeba guzików zmienić, by iść z duchem nowej mody. Jedni i drudzy nie zauważają, że moda stylistycznie jest już o lata świetlne od tych ich garniturków i nawet gdy sentymentalnie wraca do przeszłości, to jednak zupełnie inaczej, z innym sznytem. Rozpisałem się modowo a co z naszym godłem? Ano podobnie. Jak te guziki chcemy zmieniać rozety, skarpetki założymy dłuższe, bo tak wtedy powinno się nosić.

A może jednak dać sobie z tym w końcu spokój, zebrać fundusze i uszyć nowy garnitur, nie koniecznie supertrendy za to klasycznie elegancki, na miarę XXI wieku? Zaprojektować to nasze godło całkowicie od nowa, zgodnie ze współczesnymi standardami projektowania znaków i szacunkiem dla heraldycznej tradycji, bez wciskania w gorset XII-XIV wiecznych norm ich tworzenia. Bo to i nie ten czas, i nie ta estetyka, a i nie ta skala stosowania. Może nawet, idąc dalej, nie jest nam potrzebny ten wyznacznik naszej niepodległości i suwerenności w postaci korony. Aniśmy monarchia, wręcz przeciwnie, ani podkreślać aspiracji, do tejże suwerenności, nie musimy. Mamy, jesteśmy i wszyscy bliżsi oraz dalsi sąsiedzi doskonale o tym wiedzą. Nasza całkowita niezależność w świecie współczesnym to także bardziej hasło niż rzeczywistość, z racji wszelakich choćby umów międzynarodowych, które nas wiążą a na które sami się zgodziliśmy. Może zatem wartało by zrobić konkurs na to nasze godło Orła Białego*, na 100 lecie niepodległości i dla jej podkreślenia? Nie żadne tam nicowanie na drugą stronę, bo materiał dobry i jeszcze wytrzyma, zmniejszanie klap i wymiana guzików a nowo uszyty garnitur na miarę, z koszulą, krawatem, poszetką, butami i skarpetkami. I nie krzyczcie, że tradycja nie pozwala, bo właśnie ta tradycja, zmieniający się wygląd orła wraz ze stylem danej epoki pokazuje nam kierunek. No a potem zostanie tylko przyzwyczaić się, nauczyć nosić wiedząc na jakie okazje zakładać ten nowy garnitur.

* Wiem, że czasu na konkurs za mało, nawet założeń i regulaminu byśmy nie wyszykowali znając tryby maszyny urzędniczej, ale pofantazjować nie szkodzi.


czas zmian

23 lipca 2018

Po półrocznej przerwie, spowodowanej zmianą serwera i kłopotami z kompatybilnością, blog powraca do życia.

Jednocześnie jest to też pożegnanie, z prowadzoną równolegle stroną Wizerunek Miasta, którą po dwóch latach od śmierci jej współautora Jana Jacka Tyliszczaka postanowiłem zamknąć. Zostanie książka – „Wizerunek miasta, co, jak, dlaczego”, którą z Janem zaczęliśmy pisać.

Wizerunek miasta, co, jak, dlaczego - okladka

Książka dostępna u Wydawcy na stronie  E-bookowo.pl: https://www.e-bookowo.pl/poradniki/wizerunek-miasta.html

A co w książce? Wyręczę się wstępem z tej książki:

„Szanowny Czytelniku, książka, którą właśnie zamierzasz przejrzeć ma pewien szczególny walor, nie jest bowiem li tylko teoretycznym rozważaniem, ale stara się odpowiedzieć na wiele pytań czysto praktycznie, czasami posiłkując się przykładami. Nie jest to zapewne odpowiedź na wszystkie pytania, jakie mogą się pojawić w temacie „wizerunek miasta”, ale też nie mamy aspiracji, jako autorzy tej książki, opracowania całościowego kompendium. Staramy się jednak przybliżyć zagadnienie w formie mniej akademickiej a bardziej praktycznej.
Jan Jacek Tyliszczak i Andrzej-Ludwik Włoszczyński

Dopisek osobisty
Książka jest szczególna również z tego względu, iż jest swego rodzaju aktem pamięci oddanym współautorowi tej książki Janowi Jackowi Tyliszczakowi, który nie doczekał jej ostatecznego kształtu. Może więc być tak, że niektóre rozdziały tej książki, szczególnie dotyczące działań strategicznych, pozostały nierozwinięte szerzej, a jedynie zasygnalizowane na bazie pozostałych notatek rękopiśmiennych. Wybacz to Drogi Czytelniku, jako projektantowi identyfikacji wizualnej trudno mi bowiem uzupełniać te brakujące elementy nie będąc strategiem, jakim był Jan. Aby jednak zrekompensować tę niedogodność zaprosiłem do jej uzupełnienia zacne grono praktyków, od strategów po projektantów: Macieja Tesławskiego, Annę Adamus-Matuszyńską, Piotra Dzika, Krzysztofa Karasia, Roberta Fidurę, Marcelinę Mikułowską, Marcina Zgórskiego, Mateusza Machalskiego, Irenę Czusz i Marka Szewczyka. Bardzo serdecznie im wszystkim dziękuję za przyjęcie zaproszenia i udział w tym książkowym projekcie.
Andrzej-Ludwik Włoszczyński”

Kim są autorzy? Klasyczna dwunastka:

Jan Jacek Tyliszczak – dziennikarz, politolog, medioznawca. Autor i współautor kilkudziesięciu projektów wizerunkowych a także programu edukacyjnego dla samorządów na temat zarządzania wizerunkiem miast i regionów. Autor publikacji na temat strategii wizerunkowej miast.

Andrzej-Ludwik Włoszczyński – projektant, grafik, doradca komunikacji wizualnej. Od ponad czterdziestu lat zajmuje się zawodowo projektowaniem wizualnej strony wizerunku firm i miast. Autor „projektu Orli Dom” koncepcyjnego kształtu polskiego godła narodowego i jego Księgi Znaku. Publikuje materiały na temat logo i wizerunku w prasie fachowej. Autor książek: „projekt Orli Dom” (t.1-3) i „Po co Ci logo?”.

Anna Adamus-Matuszyńska – socjolog, specjalista public relations. Wykładowca w Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Doradca, konsultant, trener w zakresie komunikowania, public relations, społecznej odpowiedzialności (CSR), zarządzania konfliktami, mediacji i negocjacji. Współautor kilkunastu strategii public relations i promocji dla firm oraz samorządów oraz kilku strategii CSR.

Irena Czusz – projektantka, ilustratorka. Dyrektor artystyczny w Creamteam Branding & Advertising Design Studio. Specjalistka od logotypów i kampanii wizerunkowych. Poszukiwaczka piękna w obrazach i słowach.

Piotr Dzik – wykładowca akademicki, analityki i praktyk. 20-letnie doświadczenie w dziedzinie komunikacji marketingowej, promocji, reklamy i Public Relations. Wykładowca podstaw marketingu w ASP oraz w WSTI w Katowicach. Twórca i współtwórca ponad 30 strategii promocji w marketingu terytorialnym (3 regiony, kilkanaście miast różnej wielkości, gminy wiejskie, projekty międzygminne). Współautor książki (z dr Anną Adamus-Matuszyńską) „Tożsamość wizualna polskich województw, miast i powiatów. Identyfikacja, prezentacja, znaczenie”.

Robert Fidura – pasjonat heraldyki i archiwistyki. Współautor, razem z Kamilem Wójcikowskim, 30 ustanowionych symboli i insygniów jednostek samorządu terytorialnego, m.in. Sławatycze, Chorzele, Racibórz, Ząbkowice Śląskie, Stronie Śląskie, Lądek Zdrój, oraz kilkunastu herbów duchownych, firm, sołectw.

Krzysztof Karaś – projektant, grafik, analityk systemów identyfikacji wizualnych. Projektant znaków i identyfikacji wizualnych zajmujący się również zagadnieniami z pograniczna brandingu i marketingu. Twórca i redaktor strony internetowej Branding Monitor, na której opisuje i analizuje znaki i systemy wizualne miast, firm i organizacji. Pomysłodawca i organizator corocznego konkursu RE:PL Polski Rebranding Roku, którego celem jest promocja i wyróżnianie najlepszych zmian identyfikacyjnych na polskim rynku.

Mateusz Machalski – projektant, typograf. Absolwent Wydziału Grafiki ASP w Warszawie. Kilkukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zajmuje się głównie projektowaniem graficznym, z naciskiem na identyfikację wizualną oraz projektowanie krojów pism. Autor min. krojów Tupper Serif, Alergia Grotesk, Adagio Family, Enigma Grotesque.

Marcelina Mikułowska – artysta plastyk, projektant przestrzeni miejskiej, działaczka społeczna. Absolwentka ASP w Poznaniu. Doświadczony grafik „od systemów komunikacji”. Praktykujący projektant architektury i przestrzeni publicznych. współtwórca Fundacji Revita Warmia, która zajmuje się rewitalizacją prowincji Warmii i Mazur.

Marek Szewczyk – myśliciel, sceptyk i smakosz. Dyrektor kreatywny w Creamteam Branding & Advertising Design Studio. Posiadł wykształcenie, doświadczenie oraz zdobył nagrody. Wyprzedza swoje czasy, planuje podbój kosmosu.

Maciej Tesławski – strateg, filozof, wykładowca. Pierwszy filozof marketingu. Był współtwórcą pierwszego polskiego letterhouse’u ABC Direct Contact i pierwszej wersji ustawy o ochronie danych osobowych, a także współzałożycielem SMB. Współpracował z największymi agencjami i firmami w kraju, jak m.in. Nestlé czy General Motors, McCan Relationship Marketing, J. Walter Thompson i Grey Worldwide. Członek jury konkursów: Złota Strzała, Boomerang i Superbrands. Współtwórca Szkoły Strategii Marki SAR. Prowadzi własną akademię MCA. Od 2010 związany z Uniwersytetem Wrocławskim, gdzie wykłada oraz współtworzył kierunek Komunikacja Wizerunkowa, Uniwersytetem Ekonomiczny we Wrocławiu i Forum Edukacji Biznesowej przy UE Wrocław. Autor książek: „Strategia marketingowa”, „Praktyka brandingu” i „Techniki promocji sprzedaży”.

Marcin Zgórski – warszawiak z urodzenia, słupszczanin z wyboru. Od 2009 roku Partner i Dyrektor Zarządzający w Agencji Reklamowej Rio Creativo, która zaprojektowała i wdrożyła nowy system identyfikacji wizualnej dla miasta Słupska, gminy Sierakowice i gminy Kępice. Ukończył Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych oraz Psychologię Reklamy na Uniwersytecie Warszawskim.

Dziękuję wspaniałym współautorom, bardzo, bardzo dziękuję, że zechcieli wziąć udział w tym projekcie :)

Patronami medialnymi są:

Miesięcznik BRIEF 

Marketing przy kawieMarketing przy kawie

Signs portal polskiej reklamy wizualnejSigns portal polskiej reklamy wizualnej

Miłej lektury.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy