O la li

23 lutego 2008

Prawo i Sprawiedliwość postanowiło pokazać się z jak najlepszej strony, rozpoczynając działania ofensywne… kradzioną bronią.

Najpierw dwaj panowie posłowie, w ramach prac domowych, zmontowali Matrixa, z podebranych w sieci fotek kostiumów. Obaj panowie są prawnikami, ale widac prawa autorskiego nie znają…
o la li, o la li, o la li.

Następnie poszło jeszcze lepiej, trzeba być na fali, więc najpierw kabaretowo a zaraz potem hymn (Podczas konwencji PiS w Warszawie). Dobre. Drobiazg że utwór „Donald marzy” Kabaretu pod Wydrwigroszem puszczono mimo braku zgody autorów na takie wykorzystanie.
o la li, o la li, o la li.

Smieszno najbardziej, że i w pierwszym wypadku – Tusk jako Neo – twórcy nie zrozumieli filmu do którego się odwołali, a i w drugim też aluzju nie do końca ponjali…
O zestawieniu kabaretu z hymnem przemilczmy bo to już śmieszne nie jest.
o la li, o la li, o la li.

Jozin z Bazin rulez!

Źródła:
deser.gazeta.pl
onet.pl
wp.pl
You Tube – Jozin z Bazin (Donald Marzy)


23 lutego 2008
różności
Tagi:

skomentuj

Atlanta 1996 – sprostowanie

11 lutego 2008

Najpierw dostałem mail z pytaniem – które właściwie logo używane było na igrzyskach olimpijskich w Atlancie, w 1996 r.? Byłem pewien, że projekt autorstwa Brada Copelanda /Atlanta/, z 1988 r, prezentowany  poniżej

logo Atlanta 2004

a umieszczony przeze mnie w tekście Nowe logo London 2012 . Postanowiłem jednak sprawdzić, jako że moda na zmienianie raz wybranego znaku to nie tylko aktualna przypadłość. No i fakt. Okazuje się, że słaby ze mnie sympatyk sportu i nie zauważyłem zmiany. Dzięki stronie Charlesa Apple sprawa się wyjaśniła. Ostatecznie nastąpila zmiana projektanta i finalne logo imprezy  zaprojektowała firma designerska Walter Landor Associates z San Francisco,

II wersja, finalna
ostateczna wersja logo Atlanta 1996

więcej ciekawostek na ten temat można znaleźć na stronie Atlanta and the Game.

Mnie i tak podoba się to pierwsze.


Ustawili do pionu, zrównując z poziomem.

8 lutego 2008

Dopiero co, napisałem o logo PZU. No i nakryli mnie „poszukiwacze autora” projektu tegoż logo, a nakrzyczeli, a ustawili do pionu, zrównując z poziomem. Nawrzucali co swoje i… skasowali cały wątek na GL! A co, po co mają wyjaśniać cokolwiek. Przepraszam zatem za nie działające w tamtym wpisie linki

A ja mogę sobie tylko poopowiadać co było, bez cytatów, na podstawie archiwizacji, jako że nie udało się o to dopytać szczegółowo w owej sławetnej „dyskusji”.

Rozumiem obronę dobrego imienia firmy, nie rozumiem jednak, jeżeli broni się go w tak specyficzny sposób – obrzucając przeciwnika ogólnikami o nierzetelności i nieprawdziwości informacji w napisanym tekście. Konkrety? nie ma konkretów, jest kasowanie wątku. A tam było dziwnie – padło na przykład żądanie zaprzestania posługiwania się znakiem. A czy ja się nim posługuję, w takim rozumieniu, że można mi tego zakazać, skazać i obatożyć? sygnuję nim moje towary, usługi, teksty może nim podpisuję albo obrandowałem samochód? A może przytaczam je, li tylko, informacyjnie, jako przykłady/cytaty ilustrujące to, o co mi chodzi w tekście?

Zarzut drugi – podawanie nieprawdziwych danych, nie posiadanie informacji (?!) i fakty przedstawiam niezgodnie z rzeczywistością. Dobre. A jak ta rzeczywistość wygląda? Jakież to informacje powinienem mieć by napisać, na prywatnym blogu, co mi się podoba, a co nie? Niezgodne z rzeczywistością? A co jest niezgodnego w moim wpisie z rzeczywistością, tą ogólnie dostępną? to że logo ma kilka wersji logotypowych, czy że brak informacji o historii na stronie firmy? Czy wobec wezwania do zaprzestania pisania rzeczy nieprawdziwych i niezgodnych z rzeczywistością mam rozumieć, że firma nie powstała, nie nazywa się, nie używa skrótu i nie posiada logo i wersji logotypów… sam już się gubię…. A może mam zamknąć się i pisać wyłącznie peany o PZU? na to wychodzi, skoro padło że… obgaduję nieelegancko firmę. Ale jaja.

Zarzut, nie zarzut – autorka cytatu z poprzedniego wpisu nie wyraża zgody na cytowanie. Autorka najpierw na otwartym forum wypowiada się publicznie, a potem nie zgadza się na cytat z niej, na marginesie krótki i tyczący roku powstania firmy. Mam więc chyba prawo, jako treść ogólnie dostępną, zacytować, rzetelnie podałem link do dyskusji i dane autorki wypowiedzi. Spełniłem wymóg formalny cytowania – podałem źródło, to źle?. Wychodzi że źle, bo… można temat skasować, ten dokąd prowadził link, i za chwilę udawać, że nas tam nie było w ogóle.

Zarzut a la kabaret – jakoby wypowiedź moja, na moim blogu, miała powodować utratę zaufania – UWAGA – do środowiska, w domyśle grafików-projektantów. Kuriozalne. Ładnie połechtali, tylko ani nie mam takiej mocy sprawczej, ani tym bardziej takiej pozycji, to raz. A dwa – nawet najgłupsza wypowiedź jednego faceta, nie nie pozbawia zaufania do środowiska, żadnego, inaczej wszyscy porozumiewalibyśmy się dawno na migi, a i to nie jest pewne pamiętając gest Kozakiewicza.

Osobna sprawa to pomylenie mojego prywatnego bloga z gazetą, ja nie muszę, pisząc o swoich odczuciach czy zastrzeżeniach, weryfikować wszelkich danych. To nie materiał śledczy. Opieram się na źródle ogólnodostępnym dla każdego, internecie, jeśli więc w tym źródle jakichś informacji brak, to wina nie moja a firmy, że o to nie dba. Zresztą do czego niby miałyby mi te informacje dodatkowe posłużyć? do usprawiedliwienia że znak jest OK, tylko inni tego nie widzą?

Najpierw jedna, a potem druga, z cytowanych w poprzednim wpisie osób atakowała mnie też za… pisanie o temacie na własnym blogu, a nie tam gdzie oni by chcieli. Okazuje się, że nie mogę sobie napisać na blogu po prostu tego co chcę – na przykład „ta krowa mi się podoba, a tamta owca nie”, bo wpadnie jaki rolnik i każe zweryfikować informacje i nie podawać nieprawdziwych. Tylko co jest nieprawdziwe – krowa to nie krowa, a może owca-nie owca, czy też mam weryfikować swoje podobanie/niepodobanie wedle cudzego punktu chcenia i widzenia?

Na dodatek, straszna rzecz, moje pisanie na blogu, to „ukrywanie się”. Ciekawostka. Jak rozumiem pisząc pod własnym nazwiskiem, na własnym blogu, robię to bo nie mam odwagi i ukrywam się :) Wolne żarty.

Szczerze mówiąc przypomina mi to wszystko obronę Częstochowy przed… chińczykami. Już bronimy, chociaż oni jeszcze nie wiedzą, że w ogóle mieli zaatakować. Bronić wizerunku firmy też warto z głową.

Zaprosiłem Szanownych adwersarzy do napisania sprostowania owych nieprawdziwych informacji w moim tekście, o ile są. Chętnie opublikuję takie sprostowanie z konkretami, może sam się w końcu dowiem w szczegółach o co właściwie biega….

…..

Do tej pory czekam (25.06.2010 r.), wymiękli?


Wiosna?

4 lutego 2008

Wiosna Panowie!

Na razie w głowie,

bo Luty, a nie Maj.

wiosna


4 lutego 2008
różności
Tagi:

skomentuj
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy