H. N. Y. 2011

31 grudnia 2010

Coś się kończy, coś zaczyna….  :)

happy new year 2011 by alw

Najserdeczniejsze życzenia najlepszych marzeń, najlepszych pomysłów, najlepszych projektów i dużo, dużo zdrowia dla wszystkich.

a jako że to rok Zająca w astrologii chińskiej posłużę się cytatem z Nagomi blog

W lutym 2011 zacznie się Rok Zająca – jak głoszą chińskie horoskopy – przyniesie oddech po tygrysiej walce i wielkich przewrotach, spokój, radość, relaks, zabawę i przyjemności. Będzie czas dla rodziny i przyjaciół, czas na rozrywkę i kreatywne działania.

H. N. Y. 2011 !!


31 grudnia 2010
różności
Tagi:

komentarzy 6

Orle gniazdo

29 grudnia 2010

czyli czego mi brakuje w ustawowym wizerunku Orła Białego.

To że pełna wersja na tarczy winna nosić miano herbu to oczywista oczywistość i poza dyskusją. Nie będę się wdawał w nomenklaturowe kiksy ustawodawcy, ale przedstawię czego mi brakuje do normalnego funkcjonowania tegoż herbu RP.

Brakuje mi wersji uproszczonej, bardziej „heraldycznej”, od tej nieco obrazkowej 3d, i zarazem o mniejszej liczbie szczegółów. Przede wszystkim jednak brak mi skodyfikowanych wersji tak herbu, jak i samego godła (Orzeł Biały). Również tej pełnej wersji. Po prostu brak wersji umożliwiających prawidłowe odwzorowanie w różnych sytuacjach, różnymi metodami i na różnych nośnikach.

Zestawiłem to sobie poglądowo na rysunku:

Orzeł Biały, wersje herbu RP, rys. alw

Wersja A jest podstawową pełną wersją herbu z Ustawy o godle. Nazwałem ją sobie „herbem wielkim”, jako ze widziałbym tę wersję w zawężonym zakresie użytkowania, nazwijmy to „na wielkie okazje” lub do specjalnych celów, szczególnie odtwarzania trójwymiarowego.

Wersję uproszczoną od B do G nazwałem roboczo „herbem małym” i widziałbym takową jako roboczą, do wszelkich poruczeń. Tak samo wynikającą z niej wersję samego godła, bez tarczy, od H do J. Wszystkie one pozwalają na bezproblemowe wykorzystanie herbu lub samego godła zależnie od techniki (druku, tłoczenia, grawerowania itp.) i materiału będącego nośnikiem.

Tym sposobem pojawiły by się wersje całkowicie nieobecne teraz a potrzebne niezmiernie. Pozostała by kwestia przypisania każdej z wersji odpowiedniej roli, jaką ma pełnić.

A skoro już o kodyfikowaniu wersji, to warto popatrzeć co dzieje się z Orłem Białym przy zastosowaniu różnych kolorów tła.

Wersja tzw. „pieniężna”, obecnie stosowana, ale nie ujęta w Ustawie o godle:

Orzeł Biały, tła pod godłem w wersji "pieniężnej"

Moje wersje uproszczone (szkic)

Orzeł Biały, tła pod godłem w wersji uproszczonej aOrzeł Biały, tła pod godłem w wersji uproszczonej b

Jak widać każda z wersji inaczej zachowuje się na tłach kolorowych. Wersja aktualnie używanego godła „pieniężnego” ma tę wadę podstawową że orzeł nie chce być biały. W mojej szkicowej wersji uproszczonej biel po pierwsze jest, po drugie mniejsza ilość szczegółów czarnego konturu jej nie zabija, a w wersji bez konturu jest to ewidentnie Biały Orzeł.

PS Więcej o herbie RP na stronie projektu Orli Dom.


przekazanie praw

28 grudnia 2010

Tak się składa że przeciętnie raz na dwa tygodnie dostaję pytanie o zapisy dotyczące autorskich praw majątkowych, a dokładniej sposobu ich przekazania zamawiającemu projekt znaku, czy szersze opracowanie, i pól eksploatacji. Jako że jest to już na tyle częste, że mógłbym stworzyć sobie wzorcową odpowiedź, to i postanowiłem takową umieścić tutaj.

Zacznę od bardzo istotnego cytatu, a właściwie dwu, ze strony „W todze i bez togi”:

„[…] przy zawieraniu umowy dotyczącej praw autorskich należy pamiętać o kluczowej zasadzie – zarówno umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych jak i umowa licencyjna dotyczą nie samego utworu jako takiego, ale korzystania z utworu na określonych polach eksploatacji.

i cytat drugi, równie istotny, z tejże strony:

* przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przeniesienia praw autorskich, ani udzielenia licencji;
* przeniesienie praw autorskich lub udzielenie licencji nie powoduje przeniesienia własności egzemplarza utworu.

Autorskie prawa majątkowe do projektu, tutaj skoncentruję się tylko na przypadku projektu znaku i księgi, przekazuje się w całości na wszystkie znane pola eksploatacji. Nie wystarczy jednakże wypisać gdziekolwiek, np. na fakturze VAT, formułkę „na wszystkie pola eksploatacji”. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych wymaga by bezwzględnie owo przekazanie miało formę pisemną – „Art. 53. Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności., ale i dokładnie sprecyzowany zakres pól eksploatacji. Chodzi o to że można przekazać autorskie prawa majątkowe jedynie i wyłącznie na pola eksploatacji jakie istnieją w momencie zawierania umowy – „Rozdział 5, Przejście autorskich praw majątkowych, Art. 41. 1. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej: pkt. 4. Umowa może dotyczyć tylko pól eksploatacji, które są znane w chwili jej zawarcia.

Co to są pola eksploatacji? wyjaśnienie mamy tutaj:

„Art. 50. Odrębne pola eksploatacji stanowią w szczególności:
1) utrwalenie,
2) zwielokrotnienie określoną techniką,
3) wprowadzenie do obrotu,
4) wprowadzenie do pamięci komputera,
5) publiczne wykonanie albo publiczne odtworzenie,
6) wystawienie,
7) wyświetlenie,
8) najem,
9) dzierżawa,
10) nadanie za pomocą wizji lub fonii przewodowej albo bezprzewodowej przez stację naziemną,
11) nadanie za pośrednictwem satelity,
12) równoczesne i integralne nadanie utworu nadawanego przez inną organizację radiową lub telewizyjną.”

Wracając zatem do zapisu o polach eksploatacji w umowie, może on wyglądać na przykład tak:

„[…] obejmuje następujące pola eksploatacji:
– utrwalanie, zwielokrotnianie dzieła techniką drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego, techniką cyfrową,
– rozpowszechnianie w sieciach komputerowych, w tym w internecie,
– rozpowszechnianie publiczne, w tym w mediach,
– wykorzystanie w celach handlowych i promocyjnych,
– nadawanie za pomocą wizji.”

Zawierając umowę o dzieło warto pamiętać o tych drobiazgach, dla obopólnego świętego spokoju.


rozmyślania pod choinką

27 grudnia 2010

Przyglądając się historii świata, postępowi cywilizacji, trudno oprzeć się wrażeniu, że w równym stopniu rządzi nim inspiracja na spółkę z plagiatem. Ta pierwsza część dawała podstawy do rozwoju myśli i rozwiązań, drugi element zaś, plagiat, chwałę „nowym odkrywcom”. Przesadzam? niekoniecznie, bo spójrzmy na takie odkrywanie Ameryki przez Kolumba. Nie idzie tu nawet o to kto był pierwszy i kiedy. Sprawa jest dość prosta – jak odkryć coś, co nie tylko odkryli inni, ale i podali na tacy, w postaci map. Czy rzeczywiście Kolumb nie wiedząc tylko zakładał, że tam musi być droga do Indii? A może jednak dokładnie wiedział grając znaczonymi kartami, na co są dowody, że nie tylko jest tam droga do Indii, ale i osobny kontynent na tej drodze. Ba, wiedział również jakim kursem można się do niego dostać. Nie jest przecież tajemnicą że mapy całego świata, tak tak, z wyrysowaną Australią, Amerykami i Antarktydą, a takoż Arktyką na dokładkę były dostępne PRZED jego odkrywczą wyprawą, wraz z całym zasobem instrumentarium astronomicznego (np. tablice efemeryd astronomicznych) potrzebnego do zrealizowania owej podróży.

Ot, wystarczyło wykorzystać dostępną wiedzę nie ujawniając skąd wiemy. Dochodzi więc jeszcze jeden element – prawdy, o którą tak zaciekle toczymy czasem boje, ale jednocześnie nie bardzo nam widać bywa wygodna ta cała prawda i tylko prawda, to ją sobie dobieramy, dokrawamy, wedle założeń nam pasujących, pozostałą zbędną część zamiatając chybcikiem pod dywan.

No bo, skoro już o Kolumbie i odkryciach, jakże się tu przyznać że inni coś nam podarowali, a my tylko potrafiliśmy z tego skorzystać? Podarowali, ot po prostu podzielili się własną wiedzą, szeroką i na wysokim poziomie, amy sobie najsampierw to cichcem przetłumaczyliśmy, nie mówiąc broń boże skąd to i kto autorem,podpisaliśmy własnym nazwiskiem i leci. A potem kolejny autor rzecz przekopiował ciut lepiej zilustrował i leci…. Kolejni coś dołożyli własnego, rozwinęli i tak z plagiatu gładko przepłynęliśmy do inspiracji, gubiąc z rozmysłem pierwotnych autorów. Jakby ktoś miał wątpliwości wystarczy sprawdzić kolejność pojawiania się map, dostępnych przed wyprawą Kolumba, i zawartą w nich wiedzę, a także zastanowić się skąd np.  Niemiec nie znający morza ni kartografii nagle objawił światu zaskakującą dokładną mapę świata. Geniusz i jasnowidz ?  No, ale wtedy nie było internetu i odkrycie plagiatu, czy zapożyczenia, nie było ani tak proste, ani tak jednoznaczne do wykazania.

Czytam sobie podchoinkowego Gavina Menziesa „1434 rok, w którym wspaniała chińska flota pożeglowała do Włoch i zapoczątkowała renesans” i patrząc z naszej perspektywy dziwię się jak można było podarować za friko i bez tantiem całą furę wiedzy. Mało furę podarowali, bo statki całe wiedzy wszelakiej, zebranej przez tysiąclecia funkcjonowania Państwa Środka, skondensowanej i przebranej, i to wszystko innemu, obcemu państwu. Zadziwiające z naszej, zapatrzonej w prawa autorskie i wynalazcze, perspektywy. Ot, przywieźli i podarowali, jakby nigdy nic. A my to skrzętnie nie tylko wykorzystaliśmy, ale i równie skrzętnie i chętnie zapomnieliśmy od kogo dostaliśmy. Dzięki temu to my białasy europejskie, takie sprytne i genialne,  mienimy się autorami i odkryć, i wynalazków różnistych. Dziwny ten świat. Ale też patrząc na tę historię, w tym akurat momencie, trudno uznać że to był jedyny taki transfer, choć na pewno najlepiej poświadczony. Trudno się też dziwić chińskiemu pożyczaniu dziś nowych technologii z Europy, toż odbierają sobie, poniekąd to co podarowali. Takie machniom –  my wam, wy nam. Czy oni, darowując to wszystko, byli tacy głupi? Raczej nie. Było to dokładnie przemyślane, przygotowane i zrealizowane przedsięwzięcie z długoterminową perspektywą korzyści, dla nich.

Kołacze mi się w głowie taka wątpliwość – czy zatem te nasze ochrony praw autorskich i wynalazczych nie są aby hamulcem postępu w każdej dziedzinie? Marnowaniem czasu na wymyślanie kolejnych takich samych kół, ale ciut innych, bo patenty, i ciągłym odkrywaniu dawno odkrytych lądów…. Najśmieszniejsze ze powyższa para plagiat + inspiracja funkcjonuje nadal z dobrym skutkiem, z dobrym, bo nie tylko jest to jeden, jedyny, zły skutek w postaci naruszenia cudzych praw. Zdawać by się mogło, że wszystko to bardzo dalekie od projektowania, corporate identity itp. spraw i właściwie jedyny związek to li tylko nasze współczesne podniecenie na widok kolejnego „kradzionego” czy daleko za bardzo inspirowanego znaku. Warto jednak zerknąć wstecz i zauważyć, że od początku mamy ten dualistyczny kod wpisany w design, czy się to nam podoba czy nie….

Słychać, że nic nie słychać – jak mówi moja żona. Dlatego dobrze słychać, jak nasze słychać.

PS (28.12.10) mały dodatek autorstwa Szymona Wanatowicza, zaczerpnięty z Goldenline:

A no prawdziwe to…hmmm…..
Czytając „rozmyślania pod choinką” przypominał mi się inny bardziej współczesny przykład.
Odsyłam do fotografii, którą zamieściłem niedawno na Facebooku.
Krótko mówiąc, był sobie taki Xerox – system „okienkowy”, o którym dość łatwo świat zapomniał. Dzisiaj powszechnie się uważa, że koncepcję intuicyjnego, okienkowego systemu stworzyła firma Apple, a zły Microsoft ukradł ideę. Niestety, to firma Xerox dała początek myśleniu o systemie operacyjnym w kategoriach graficznych. Jak to mówi mądre przysłowie: kłamstwo, (czytaj też drobne przekłamanie) często powtarzane staje się prawdą.
„Co najmniej jedna trzecia prac dyplomowych powstaje z naruszeniem norm etycznych. Plagiaty i autoplagiaty to zmora uczelni. Skandale zamiata się pod dywan.”

    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy