przemyśl… obronę

28 sierpnia 2012

Wracam do sprawy logo powiatu Przemyśl. Zrobiło już niewątpliwie karierę w sieci i poza nią, może nie taką, jak by chcieli twórca i decydenci, ale jest głośno i wesoło. Dzisiaj trafiłem na obronę „znaku”, przez  twórcę,  chyba jednak nie do końca przemyślaną i z za dużym zadęciem:

Bruno Lemek, autor logo gminy Przemyśl, broni swojego dzieła. – Jak się komuś nie podoba, to trudno, z gustami nie powinno się dyskutować – kontratakuje krytyczne opinie. – Pojęcie „logo” wymusza uproszczenie, pole do interpretacji. To była praca czysto plastyczna, nie korzystałem – jak mi się zarzuca – z programów komputerowych, ponieważ o grafice komputerowej mam zaledwie podstawowe pojęcie.

Panie Lemek, zgoda, co do samej skrótowej definicji logo, ale mam wątpliwości  czy Pan ją  zrozumiał. Zgadzam się też, że o gustach się nie dyskutuje, ale tu nie o gust a o warsztat idzie. O nieudolność, o ilustrację zamiast znaku i nic nie pomoże tym niespójnym perspektywom tłumaczenie o „czysto plastycznej pracy”. Tak na marginesie co to za określenie „praca czysto plastyczna”, chodzi o ołówek, grafion i ekierki? Jak rozumiem, projektowanie przy pomocy komputera to już nie jest, wedle Pana, „czysto plastyczna praca”, ciekawe. Szanowny Panie, nie ma znaczenia czym Pan to robił, ale jak to wyszło.

I jeszcze na koniec nieco dziwny cytat, z materiału na stronie Nowiny24:

Najbardziej zabolała go sugestia, że projekt wykonał odpłatnie.

To praca za pieniądze jest be, przynosi ujmę ? i kto to mówi, profesjonalista ?


duża wtopa, z wełną

25 sierpnia 2012

Na FB czasem się chwalą robotą. Pochwalili się i tym razem, ich też pochwalili, tyle że to wtopa. Duża wtopa, z międzynarodowym znakiem czystej żywej wełny – Woolmark, autorstwa Francesco Saroglia, z roku 1964, w tle. Żeby było weselej, to jeden ze znaków topowych dla projektowania logo, pokazywany chyba dotąd studentom, jak CPN. Na dokładkę to znak uznany, zatem chroniony na całym świecie we  wszelkich kategoriach.

„Znak handlowy Woolmark – jest najlepiej rozpoznawanym w świecie znakiem handlowym w tekstyliach i odzieży, stosowanym dla wyróżnienia wyrobów z czystej, żywej wełny (wełna strzyżona ze zwierząt żywych). „

Poniżej trzy jego wersje

Woolmark trzy wersje znaku

A to info o symbium, można też to obejrzeć na stronie symbium.pl

pytanie proste – plagiat czy ewidentna zadyma z premedytacją, ale chyba za grube nici… Zatem chyba jako rzekł Michał:

„nie ma nawet nad czym debatować – plagiat piksel w piksel”

Świat mnie jednak nadal zadziwia.

Post scriptum

Autor wtopy, Amarant Felidae,  napisał do mnie, więc oddaję głos:

„zabiłeś mnie tym Woolmark. Zdołowało mnie to strasznie… bo znak mi się zajebiście podoba, ale z oczywistych względów odpada. szczerze mówiąc sobie przerzuciłem cały na mój projekt… i jest prawie identyczny. dobrze, że wybudziłeś mnie z tego tak szybko i nie zaczęło to funkcjonować, bo dopiero by bolało. Boli mnie to bardziej, niż świadomość, że wygląda to na plagiat,… może wiesz jak to jest – wyszedł fajny projekt z którego byłem zadowolony, a tu coś aż tak nie realnego.najlepsze jest, że tego logo w ogóle nie kojarzę. nie mniej dzięki za tę bolesną dawkę wiedzy”


przemyśl

24 sierpnia 2012

Niewątpliwy hit letniego sezonu zlogowacenia, czyli kolejny znak terytorialny, pod hasłem Przemyśl. Logo gminy Przemyśl.

logo gminy Przemyśl

Niestety, czegoś nie przemyśleli.

DODATEK

Niby przemyśleli, bo oto Pan Wójt objaśnił co następuje, cytuję w całości:

„24-08-2012 r. Logo Gminy Przemyśl – wyjaśnienia.

W związku z licznymi komentarzami dotyczącymi oceny logo Gminy Przemyśl pragnę poinformować, iż powstało ono przy współpracy z artystą plastykiem- Brunonem Lemek- Członkiem Polskiego Związku Artystów Plastyków, nauczycielem i mieszkańcem naszej Gminy. Gmina Przemyśl jest położona po obydwu stronach rzeki San, a zarazem miasta Przemyśla i składa się z 16 miejscowości, które oprócz codziennej współpracy łączy historia. Na terenie Gminy Przemyśl znajduje się wiele obiektów Twierdzy Przemyśl, zwłaszcza „pierścienia zewnętrznego”. Nasz samorząd jest członkiem Związku Gmin Fortecznych, który realizuje projekt unijny, mający na celu udostępnienie turystom historycznych obiektów. Twierdza nadaje nam swego rodzaju tożsamość i odrębność, to motto wielu naszych działań i wysiłków. Dlatego też stała się przewodnim motywem naszego logo. Dziś jest to twierdza otwarta dla wszystkich.
Dziękuję wszystkim internautom za zainteresowanie, którego się nie spodziewaliśmy, za merytoryczne uwagi. Równocześnie informuję, iż na logo nie wydaliśmy ani złotówki – co być może dla niektórych jest dziwne. Powstało ono 2 lata temu, kiedy zaczęliśmy zbierać informacje na temat zabudowy fortecznej twierdzy w formie elektronicznej. Z analizy odwiedzin naszej strony w ostatnich dniach wynika, że logo spełniło swoją rolę. Dziękuję za zainteresowanie grafików z Polski, którzy zaoferowali nam swoją współpracę. Zapraszam do odwiedzin „naszej” twierdzy i udziału w imprezach organizowanych przez nasz samorząd.
Witold Kowalski
Wójt Gminy Przemyśl”

Oj Panie Wójcie, oj. No śmiesznie jest, że boki zrywać. To że darmo i że artysta ma jakoś polepszyć znak? Spełniło swoją rolę?? Panie Wójcie, z tego wniosek, że nie bardzo Pan wie po co jest w ogóle potrzebny znak i czy jest potrzebny. Pan zadzwoni, numer znajdzie Pan w zakładce Kontakt, wyjaśnię, też za friko :)


powielona myśl

23 sierpnia 2012

Wspominałem  w „leniwym sierpniu” o załapaniu się na odprysk fali „plagiatomanii”, czas więc na szczegóły.

Z okazji Roku Korczaka, był konkurs, na plakat. Na stronie Roku, w galerii zaprezentowano prace finałowe tegoż konkursu, między innymi tę propozycję

praca konkursowa Rok Korczaka, autor Tomasz Czyżewski

Na Facebooku mignęła mi ta praca i gdzieś znikła, ale coś mi jednak w pamięci zadrażniła. Już coś takiego… chyba… widziałem… i rzeczywiście.

Pierwszy dubel znalazłem od ręki, na Fotolia

fotofolia

Kolejny na shutterstock

shutterstockNastępny przykład to logo Oregon Parenting Education

logo Oregon Parenting EducationsPytanie „kto, kogo” może przynieść znacznie więcej realizacji tej idei niż nam się wydaje. Globalizacja kultury, dzięki internetowi niesie dwa niebezpieczeństwa. Z jednej strony umożliwia, poprzez internet, dostęp do zasobów, z drugiej zaś wpływa na ujednolicanie myślenia kreatywnego, opieranie się na tej samej warstwie komunikatów i zakresów symboliki. Z jednej strony to dobrze – wzrasta czytelność idei, komunikatu. Jednak w dobie wszech panowania praw autorskich zaczyna być to poważnym problemem. Kto kogo dubluje, kto od kogo się inspirował, a może nikt od nikogo, rówoległość takiej samej kreacji, na bazie takich samych komunikatów do zwizualizowania. Sam już nie wiem i, mówiąc szczerze, przewiduję narastanie tego zjawiska. Ot, efekt globalizacji.

Nieodłączną cechą tego zjawiska będzie też narastanie tzw. fali „plagiatowej”, piszę w cudzysłowie bo w zdecydowanej większości pojawiające się na tej fali prace plagiatami zdecydowanie nie są. Tylko skąd ma o tym wiedzieć serfujący w sieci. Skąd ma wiedzieć, że owa globalizacja kultury powoduje ujednolicenie pewnych komunikatów do podobnej formy, powstającej niezależnie. Powoduje nieświadome, wobec zalewu płynących z internetu komunikatów wizualnych, inspirowanie się. A plagiat to działanie celowe i, co ważne, powielający tą samą dokładnie formę lub treść. Przede wszystkim zaś plagiat wymaga udowodnienia nie tylko tej formy, ale i styku twórcy wtórnego z oryginałem oraz właśnie tego celowego użycia cudzego, pod swoim nazwiskiem. I tu jest pies pogrzebany.

Swego czasu słynna była sprawa znaku Quark, jako „plagiatu”. Efekt tamtej sprawy pokazał, że łańcuszek inspiracji, czy może takiego samego toku myślenia, jest bardzo, bardzo długi. Więcej, wydłużający się w miarę szukania i trudny do zdefiniowania w zależnościach kto od kogo.

Żeby było weselej sama sprawa plagiatów, szczególnie w sztuce wcale nie jest taka prosta, nawet mimo pewności, co do intencji twórców kolejnych dubletów. W malarstwie mamy tysiące kopii dzieł uznanych. Kopii nie plagiatów, choć na dobrą sprawę to właściwie są plagiaty, ale nie są, skomplikowane. Ale mamy też ewidentne zapożyczanie, inspirowanie ideami. Działo się tak przed epoką internetowego surfowania i nadal dzieje. Tam chodzi jednak o dzieła eksponowane w jednym egzemplarzu, teraz zaś o dzieła zwielokrotniane we wszystkich możliwych kanałach komunikacji wizualnej.

Czy zatem możemy mówić o nastaniu ery powieleń? Wszystko już było, jak mawiał Ben Akiba. Może tak, a może nie. Próby wykreowania komunikatów ewidentnie nowatorskich w formie, posuwają nas co prawda nieco do przodu i dalej od ogranych kalek, ale też same prowokują powstawanie własnych. I tak od „plagiatów” doszliśmy do trendów, które chcą, czy nie chcą, stają się plagiatogenne.

Osobna niejako, a jednak rzutująca mocno, na ów trend nazywania wszystkiego „plagiatem”, jest sprawa skojarzeń indywidualnych. I tu dopiero mamy wolną amerykankę, w najlepszym stylu. Wynika zaś ona z prostego faktu porównań w pamięci i szukania podobieństw, na siłę, ale o tym pisałem już w „porównaniu e”, trzy lata temu.

Ten wspominany wyżej trend ma, jak przewiduję, przed sobą jeszcze długie lata egzystencji, z prostego powodu – ztabloizowani odbiorcy bardziej  zainteresowani są aferkami i krwią, niż nudnymi opisami rzetelnej, dobrej roboty. Daleko szukać nie muszę, tu na blogu ilość wejść na hasło „plagiat” wzrasta natychmiast do kwadratu, a bywało i sześcianu.

Tak na marginesie zastanawiam się jak to jest, z jednej strony mamy poprawność polityczną, do przesady, ostatnio nawet murzynkowi Bambo Tuwima się oberwało. Z drugiej zaś, swobodnie i w nadmiarze używane, funkcjonują takie słowa jak „złodziej, afera, plagiat”  itp.. Może więc należy, bardziej poprawnie politycznie, wprowadzić określenie „powielona myśl”, dla szpanerów „duplicated thought”.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy