czerwona księga

8 stycznia 2018

Kiedy zaczynałem dwanaście lat temu poprawianie orła, z założeniem jego kompatybilności z każdą techniką wykonania i użytym materiałem, nie sądziłem, że efekt końcowy (choć nie wiem czy na pewno końcowy) zaprezentuję kompleksowo w roku 2017, roku 90 lecia wprowadzenia orła, projektu prof. Zygmunta Kamińskiego, jako godła państwa. Nie sądziłem również, że będzie to jedyna w Polsce publikacja z okazji tej rocznicy. No cóż, zapomniano. Weszliśmy w nowy rok 2018, rok jeszcze ważniejszej rocznicy – 100 lecia odzyskania niepodległości, a problem pozostał. Niestety także na tę rocznicę, w kwestii godła, przygotowani nie jesteśmy. Trwają nadal prace nad poprawieniem godła i ustawy, i mimo upływu sporego już czasu nadal brak konkretu, ale to już temat na osobny wpis. Myślę, obym się mylił, że ta moja książka o projekcie Orli Dom nic nie straci na aktualności nawet po wprowadzeniu oficjalnych zmian w samym godle. Pozostanie bowiem cała sfera dużo ważniejsza – stosowanie jednolitego wzoru godła w wielorakich sytuacjach, jak choćby przykładowy paszport czy dowód osobisty  (patrz „Paszport, orzeł i wtopa”).

projekt Orli Dom - czerwona księga, okładka

Powstała w wyniku tych kilkunastoletnich  prac bogato ilustrowana (636 ilustracji) czerwona księga „Projektu Orli Dom” prezentująca całość moich (dotychczasowych) prac nad polskim godłem – od koncepcji uproszczonego herbu małego RP, poprzez próbę identyfikacji wizualnej rządu do szczebla wojewodów, kwestię urzędowych tablic z godłem, propozycję faviconu, po koncepcję znaku marki narodowej. Jest w czerwonej księdze dość szeroki zakres dokumentacji projektowej i opisowej, z odniesieniami historycznymi, heraldycznymi, czy wreszcie rozważaniami o barwie. Jest w niej także prezentowany, jako ciekawostka, system modularnej zmiany sylwety orła, pozwalający wygenerować 2000 wersji godła, z możliwością rozszerzania systemu o kolejne wersje. W sumie jest tego materiału tekstowego i ilustracyjnego więcej, niż w dostępnych już od ponad roku, w księgarni ebookowo.pl, trzech e-bookach „projektu Orli Dom”. Co dokładnie zamieściłem jest w książce możesz sprawdzić w spisie treści, kliknij ten link: http://issuu.com/

Być może to, co zawarłem w mojej książce, wyda się zaskakujące, może nawet kontrowersyjne. Ale tak to, niestety, jest z tematami, które niby znamy, ogólnie i powierzchownie, a przychodzi odkrywać ich detale nieznane.

Wydanie jest całkowicie autorskie. Każdy egzemplarz drukowany jest na zamówienie, numerowany i oczywiście z autografem.
Format B5, 390 stron, 636 ilustracji, środek kreda 130g, twarda oprawa, bawełniane etui.

 


Galeria Rudolfinum

14 listopada 2017

Praska (Czechy) Galeria Rudolfinum dostała nowy koncept identyfikacji wizualnej, autorstwa pilznieńskiego Studio Petrohrad.

Galeria Rudolfinum identyfikacjaGaleria Rudolfinum identyfikacja

Dla dociekliwych – sygnet jest podobny do znaku firmy Fischer Sports, ale jak podaje Font.cz:

„Galeria Rudolfinum używa od lat 90.  symbolu geometrycznego wywodzącego się z herbu cechu malarzy, składającego się z trzech trójkątów równobocznych w okrągłym polu.”

„Celem zlecenia było zatem ustalenie podstawowych zasad i cech specyficznego języka wizualnego galerii, który ujednoliciłby wykorzystanie logo.”

Mówiąc szczerze trochę to dla mnie zbyt chaotyczne rozwiązanie i chyba nie do końca konsekwentne. Jednym z nietrafnych rozwiązań wydaje mi się projekt papeterii, szczególnie wizytówka, zapchana do granic papieru. Gdzieś mi ta nadrzędna rola czytelnego komunikatu gubi się w tym artystycznym ujęciu.

Więcej można obejrzeć na stronie Studio Petrohrad.


Waratah – totalne brandowanie

8 listopada 2017

Budowanie identyfikacji wizualnej dużego obszaru terytorialnego – miasta, metropolii, województwa, stanu czy państwa – jest skomplikowane i obciążone sporą dozą chęci ogarnięcia wszystkich składowych jednym rozwiązaniem. Zunifikowaniem wszystkich procedur i oznaczeniem wszystkich jednostek jednym znakiem.

I tu wchodzimy na dość śliską ścieżkę. O ile bowiem zmiana oznakowania (logo) urzędów i agend, zajmujących się szeroko pojętą sferą usług podstawowych dla ludności, np. urzędy terytorialne, transport, zakłady oczyszczania itp., jest w miarę prosta i, oprócz oporu samych zainteresowanych, mało wyłapywalna dla odbiorców. Z reguły są to bowiem znaki (stare) znane, ale nie tworzące z sobą więzi emocjonalnej odbiorców, co najwyżej są to krótkie reakcje emocjonalne na określone ściśle zdarzenia z bezpośredniego kontaktu. O tyle sfera szeroko pojętej kultury sprawia duży problem, związany z ich znakami, na ogół bardzo charakterystycznymi i jednoznacznie kojarzonymi z instytucją, na ogół o ugruntowanej renomie, także poza samym obszarem swego działania, renomie czasem wręcz światowej. I, co najważniejsze, znakami odbieranymi bardzo emocjonalnie. Każda zatem zmiana w tym obszarze, ujednolicenie, przypisanie im jednego wspólnego znaku, wiąże się ze stratą ich zindywidualizowanej pozycji, wepchnięcie w zbiór co prawda jednolity, ale mało lub wcale rozróżniający, a co za tym idzie z emocjonalnym sprzeciwem odbiorców. Zmiana taka jest, z punktu widzenia narzucającego, przyznajmy, dość kusząca, bo sugerująca możliwość zagarnięcia tej już istniejącej renomy i więzi emocjonalnej dla nowego, jednolitego dla wszystkich, logo. Niestety jest to mylne przeświadczenie. Nie mamy tu bowiem do czynienia z dość powszechną obecnie zmianą jednego zindywidualizowanego znaku na inny, równie zindywidualizowany, cały czas mówiący o tej właśnie, i tylko tej a nie innej, instytucji.

O ile takie jednolite oznakowanie, jednym znakiem, mogło by się powieść w wypadku bardzo małego obszaru, z jedną tylko instytucją kultury i na dodatek znaną li tylko lokalnie, to nie ma prawa się powieść przy obszarze większym, kilku, czy kilkunastu instytucjach i przy ich renomie wykraczającej poza sam obszar działania. A jednak takie próby są podejmowane ze skutkiem niestety przewidywalnym.

Jakiś czas temu australijski stan Nowa Południowa Walia (New South Wales > NSW) zafundował sobie nowy znak, zwany Waratah. Waratah (Telopea speciosissima) to endemiczny krzew o pięknych kwiatach, występujący jedynie w Nowe Południowej Walii. Obrandowanie nowym znakiem objęło wszystkie agendy rządowe i instytucje sektora publicznego.

Waratah, New South Wales logo

Rząd stanowy postanowił jednak rozszerzyć to obrandowanie także na instytucje kulturalne. W połowie roku rozporządzeniem poinformowano najbardziej znane stanowe instytucje kultury o konieczności zmiany oznakowania placówek, z własnego na logo Waratah, które miało być „jedyną tożsamością marki” wykorzystywaną na wszystkich polach komunikacji, w tym w reklamie i na oznakowaniach. Dotyczyło to m.in. Opery w Sydney, Taronga Zoo, Sydney Olympic Park, Galerii Sztuki, Muzeum Australii, Barangaroo, Biblioteki, Królewskiego Ogród Botaniczny, Centennial Parklands i innych.

znaki własne instytucji kulturalnych

Zdaniem rządu Nowej Południowej Walii (New South Wales > NSW) konieczne jest „zapewnienie spójności w komunikacji sektora publicznego i poprawę uznawania projektów rządowych NSW”. W sumie wszystkie wyglądały by tak.

NSW Barangaroo logo

Wywołało to naturalnie spore zamieszanie i szukanie możliwości obejścia zarządzenia, zwolnienia z konieczności przebrandowania. Rząd łaskawie uznał, że istnieje inna możliwość a mianowicie dołączenie znaku NSW Waratah do już istniejącego znaku. Przy czym Waratah musi stać pierwszy i być znacząco większy. Poniżej przykład takiego współwystępowania znaków z „The NSW Government Brand Guidelines”.

NSW logo przykład co-brandingu

Posługując się pokazanymi wcześniej znakami powinno to wyglądać mniej więcej tak.

przykładowy co-branding

Ta propozycja przypomina, niestety, nasze ministerialne dwuznaki. Tak źle, a tak niedobrze.

Mówiąc szczerze cała ta koncepcja „pchania się na afisz”, jest, moim zdaniem, chyba nie do końca przemyślana przez urzędników NSW. Rozumiem chęć pokazania w co wkładamy pieniądzem, co jest „nasze”, przez nas finansowane, choć to „nasze” to jednak nie prywatna kasa a budżet, na który składają się obywatele nie rząd. Jest przecież wiele innych, mniej spektakularnych, sposobów by ten swój udział zaznaczyć.

Efekt był do przewidzenia, instytucje zjednoczyły się w walce z narzuconym rebrandingiem. W konsekwencji rząd stanowy ugiął się stwierdzając „W tych okolicznościach zaproponowaliśmy instytucjom kulturalnym możliwość ubiegania się o zwolnienia z korzystania z marki Waratah”, „Rząd NSW przyznał zwolnienia kilku organizacjom, które złożyły wnioski”. Oczywiście zwolnienia nie są automatyczne, mogą być przyznawane przez podkomitet gabinetu premiera NSW tylko na indywidualne wystąpienia instytucji. A co za tym idzie aby je dostać trzeba trochę czasu stracić, na robotę papierkową.

I po co było robić to zamieszanie?

Źródła:
The NSW Government Brand Guidelines –  https://www.advertising.nsw.gov.au/assets/strategic-communications/NSW-Government-Brand-Guidelines.pdf
Michael Koziol, Sydney Morning Herald:
http://www.smh.com.au/nsw/like-an-episode-of-utopia-cultural-icons-caught-in-dramatic-rebranding-exercise-by-nsw-government-20170920-gyl02o.html
http://www.smh.com.au/nsw/gladys-berejiklian-agrees-to-exempt-cultural-icons-from-orwellian-logo-directive-20171019-gz4ea7.html


kto właścicielem znaku?

15 czerwca 2017

Regulaminy konkursów potrafią zaskoczyć, zawartymi w nich zapisami. Najnowszy przykład mam przed nosem, to regulamin konkursu na logo transportu publicznego w Warszawie. Przyjrzyjmy się co w nim zapisano.

㤠1.
Organizator: Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie
Partner: Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej „

To warto zapamiętać – organizatorem jest ZTM a partnerem STGU, ale czytajmy dalej.

㤠2.
Cel konkursu
Obecnie w przestrzeni miejskiej funkcjonuje wiele różnych znaków graficznych związanych z transportem  zbiorowym. Równolegle funkcjonują trzy logotypy samego Zarządu Transportu Miejskiego, używany jest również symbol promocyjny miasta „Zakochaj się w Warszawie komunikacyjnej”. Wyeksponowany jest też herb Warszawy oraz logotypy spółek świadczących usługi na rzecz miasta. Istnieje zatem potrzeba ujednolicenia oznakowania.  Logotyp  powinien w sposób jednoznaczny identyfikować usługi transportowe organizowane przez m.st. Warszawę, a także całą komunikację miejską jak i poszczególne środki transportu publicznego, tworzące krajobraz miejski.”

Fakt występowania wielości znaków na środkach miejskiej komunikacji nie podlega dyskusji, a ich różnice stylistyczne widać poniżej, choć to tylko część znaków.

znaki komunikacji miejskiej w Warszawie

Wspólne ich występowanie rodzi chaos informacyjny, co także nie podlega dyskusji.

Ale tu nasuwają się pytania – czy ma to być jeden znak (sygnet) ze zmiennym logotypem dla wielu podmiotów? Czy może ma to być zestaw znaków jednolitych stylistycznie? A może, skoro użyto terminu „logotyp” chodzi o dodanie wszystkim znakom jednolitego kroju pisma i jego ustawienia? OK, czepiam się, w końcu to mało istotne, można poczekać co wyjdzie z konkursu i wybrać sobie jeden z wariantów. Jedźmy dalej, do znacznie ciekawszego zapisu.

㤠8
Prawa autorskie
2. Zwycięzca konkursu zobowiązuje się do przeniesienia na Stowarzyszenie  Twórców  Grafiki Użytkowej autorskich praw  majątkowych do opracowanego logotypu.   

Czyli, że jak? Organizator (ZTM) wykłada kasę a Partnerem (STGU) przejmuje należne mu prawa? O co tu chodzi? STGU kupi, za nie swoje fundusze, i odsprzeda ZTM-owi, który te fundusze wyłożył? A może STGU, jako właściciel praw do znaku/identyfikacji, będzie udzielała licencji ZTM na korzystanie ze znaku, zarządzała nim, za, ma się rozumieć, stosowną gratyfikacją? Mam nadzieję, że STGU zechce wyjaśnić ten dziwny zapis w regulaminie.

I jeszcze drobiazg, w tymże § 8 punkcie 2 następuje wyliczenie pól eksploatacji z ciekawym podpunktem.

„Przeniesienie autorskich  praw  majątkowych  następuje po wypłaceniu wynagrodzenia o którym mowa w pkt. 6, z chwilą podpisania przez strony protokołu  odbioru prac oraz umowy, bez ograniczeń co do terytorium, czasu, liczby egzemplarzy, w zakresie poniższych pól eksploatacji :

i) opracowanie w szczególności polegające na przeróbce, zmianie, wykorzystaniu części, przemontowaniu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz poza jej granicami.”

Dlaczego wytłuściłem część tego podpunktu? Bo to nie są pola eksploatacji a autorskie prawa osobiste Twórcy, niezbywalne. Dokładnie taki sam zapis tego podpunktu jest we wzorcowej umowie, umieszczonej w tymże regulaminie, patrz umowa §3 Przeniesienie autorskich praw majątkowych pkt 1. Mamy zresztą w tej umowie więcej masła maślanego na ten temat, bo kolejny punkt 2 mówi o przeniesieniu na Zamawiającego wyłącznego prawa wykonywania zależnych praw autorskich, by w punkcie 6 raz jeszcze to ująć w innej formie, bezterminowej zgody Autora na dokonywanie opracowań, zmian, przeróbek i adaptacji. A do kompletu mamy jeszcze pkt 7 powielający sens pkt 2.

A tak na marginesie, ciekaw jestem, w tym kontekście konkursu, dalszych losów znaku Metra, który jest powiązany, zdaje się, prawami z całą identyfikacją tegoż metra i podjęty niegdyś pomysł zmiany tego znaku padł po przejrzeniu umowy z Twórcą znaku.

 


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy