casus kropki

4 marca 2017

W napisanej kilka ładnych lat temu (2011) „diatrybie o kropce” umieściłem takie oto twierdzenie:

„Pojedyncza kropka w znaku ma też pewną właściwość dziwną, nazwijmy ją antyplagiatową, otóż mimo że znaków, z tą że pojedynczą kropką, można znaleźć całkiem liczne stadko jakoś nie słyszałem o posądzeniach kropki o plagiat, dość łatwo i chętnie formułowanych co i rusz. Już jednak przy jej zwielokrotnieniu ta moc zanika, całkowicie niestety.”

Tamten tekst pisałem z premedytacją nie okraszając go ani jednym przykładem obrazkowym, ale dziś postanowiłem wrócić do tegoż tekstu i zawartego w nim cytatu. Wrócić z przykładem świeżutkim i doskonale potwierdzającym postawioną tam przeze mnie tezę.

1 marca wrzuciłem na Facebooku informację o zmianie wyglądu logo Onet. Historia tej kropki jest w sumie prosta – najsampierw była sobie zwykłą, najzwyklejszą kropką w domenie, Fakt, że rozegraną kolorem i połączoną w jedno z logotypem, ale jednak zwykłą kropką. Zwracała co prawda uwagę, ale mocą się nie wyróżniała zbytnio. Ot zapis jak zapis.

Onet logo 1

W kolejnej odsłonie mocy nabrała, stała się dobitna. Onet i kropka. Żadnych tam innych domyślań po prostu Onet. I kropka.

Onet logo 2

Aliści nadszedł dzień kolejnej zmiany i kropki stała się Kropą. Z szare końca, choć dobitna, wylądowała na początku. Nic nie kończy, dumnie rozpoczyna.

Onet logo 3

Na portalu wirtualnemedia.pl czytam:

„Nową identyfikację wizualną portalu zaprojektowała agencja Brand New Attitude (BNA). – Nowa identyfikacja to podążająca za współczesnymi trendami typografia, logo jasne jak słońce – dowód, że wszystko można opowiedzieć prosto i zrozumiale dla każdego. Onet to radość z wiedzy o świecie. „Onet” – i wiemy o co chodzi – opisuje Wojciech Mierowski, dyrektor kreatywny BNA.” więcej na: www.wirtualnemedia.pl

Po wrzuceniu informacji na Facebook byłem ciekaw odzewu, poszukiwania paralel, inspiracji, podobieństw, do innych kropek czy krop. Mało tego, sam podsunąłem takowy przykład dorocznej (od 2014) konferencji w Paryżu – The European Tech Conference on Scalability.

dotScale logo

I nic, zero jazgotu, czy choćby małego miałknięcia, że to już było, że podobne, że to plagiat lub cuś w ten deseń. Zero reakcji, skojarzeń choćby, a obejrzało tę informację ponad 6 tys i nawet 1 lajknął. Dziwne. Rozejrzałem się po necie a tam cisza, żadnej burzy, żadnej nawalanki, choćby maciupciuniej. No bo trudno za takową traktować głosy (nieliczne) znalezione na portalu wirtualnemedia.pl:

„Mason – Barwa żółta. Teolodzy przypisywali tej barwie wartości pozytywne. Mimo to od XII wieku zaczęto wiązać ją ze zdradą i fałszem. Dlatego też w malarstwie postać Judasza przedstawiano w żółtych szatach. Ponadto kolor ten uznano za barwę wrogości, złych zamiarów i bezwstydu. Z tego powodu przypisano go kurtyzanom. Cali Wy!!!”
„Tutturu – tak jak Wyborcza, tylko zamiast czerwonego prostokata, zolte kolko. genialne.”
„Internautka – Niesamowite, odkrywcze, przełomowe – gratulacje dla działu graficznego Onetu pod przewodnictwem Wielkiego Grafika!”
Więcej na: www.wirtualnemedia.pl

Na wykop.pl znalazłem aż 3, całe trzy, komentarze, owszem z emocjami, ale do portalu Onet a nie logo.

I to by było na tyle. Po prostu przeszło bez echa.

Jaki z tego powyższego wniosek wypływa? Dość prosty – jeśli nie chcesz podpaść posądzeniom o plagiat rób kropkę. To najbezpieczniejszy pod tym względem znak, a i wielowymiarowy symbolicznie, więc łatwo interpretowalny, w dowolnym układzie. Kropka jest nie do ruszenia.

Jeśli ktoś nie wierzy, w prawdziwość powyższej tezy, to mam przykład odwrotny, innej formy w logo i natychmiastowych z nią skojarzeń. Bo tak się akurat składa, że Kraków znów (który to już raz?) kombinuje z własnym znakiem promocyjnym. Tym razem postanowił stary znak unowocześnić.

Kraków nowe logo promocyjne

No i unowocześnili na siłę, ale bardziej ciekawe są natychmiastowe skojarzenia, jakie pojawiły się pod moją informacją o tym fakcie na Facebooku.  Na 6 komentarzy aż 5 wskazuje na podobieństwa znaku do… znaku policji.

Policja logo

A kropka się nikomu nie kojarzy z innym znakiem.


est > Estonia

29 stycznia 2017

Estonia podjęła ambitną próbę budowania marki narodowej, o czym poinformowała na swojej stronie  fejsbukowej  Fundacja Best Place – Europejski Instytut Marketingu Miejsc, przy okazji podsumowując naszą słynną sprężynkę. 

„Można? Można! Wydaje się czasem, że my w tej Polandii chcemy wszystko co dotyczy marki narodowej zbyt mocno komplikować… alegoria na temat sprężynki, która ma symbolizować „creative tension” itd… A można przecież to zrobić prościej (jeśli nie powiedzieć infantylnie), ale ważne żeby było spójnie, ciekawie, adekwatnie i przede wszystkim konsekwentnie i partycypacyjnie. Brawo Estonia !”

I trudno się z tym nie zgodzić, bo estońska próba budowania marki narodowej (Estonia Nation Branding) jest o tyle interesująca, że opiera się nie na znaku graficznym, jak Szwajcaria czy Szwecja, a trzech literach, będących początkiem nazwy kraju Estonia > EST.  Te trzy litery są wykorzystywane w sposób nieco podobny do niegdyś proponowanego przeze mnie „system PL”. O ile jednak ja wbudowywałem w pozytywne słowa z obcych języków znak, to Estonia wykorzystuje do budowania pozytywnego obrazu końcówkę „est”, poprzez dodanie jej w słowach angielskich. Wykorzystując na przykład takie słowa jak fast, happy, smart, proud, high, po dodaniu końcówki „est”otrzymujemy – fastest, happiest, smartest, proudest, highest, czyli stopień najwyższy.
Proste i genialne rozwiązanie.

marka narodowa Estoniimarka narodowa Estonii

System został również przemyślany pod kątem budowania marki narodowej poprzez domenę z końcówką .est, jako domenę TLD (Top Level Domain). Oczywiście najlepiej jeśli nowa domena wykorzystuje schemat pokazany wyżej.

Bardzo szerokie i szczegółowe wyjaśnienie całej koncepcji estońskiej marki narodowej znajdziecie na stronie .justestonishing.atavist.com.

Aż żal, że z naszą nazwą nie bardzo mamy jak taki system zapożyczyć. Jedyne, co nam się z POL „udało”, to spory zestaw nazw własnych firm, z taką końcówką. Tyle, że przełożenia na markę narodową ni śladu.


pasztet logosowy a la MRiRW

4 stycznia 2017

W ubiegłym już roku pisałem o znakach „produkt polski”, między innymi o pomyśle na taki znak Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.  Jak zaplanowali, tak zrobili. 16 grudnia 2016 opublikowano stosowne rozporządzenie z wzorem (Dz.U. z 2016 r. poz. 2148).

produkt polski logo

W moim sierpniowym tekście przewidywałem, że zagrożeniem jest łańcuszek plagiatowy, ale sprawa robi się powiedziałbym grubsza. Naruszono własność intelektualną zagranicznej firmy. W znaku użyty został font Calibri, będący własnością Monotype. I tu wymagana jest zgoda twórcy/właściciela fontu na włączenie go do znaku, zgodnie z art. 2 ust. 2 Prawa autorskiego. A tego urzędnicy nie załatwili i może nie pomóc fakt, iż znak jest urzędowy. Za to może kosztować.

Niezły pasztet logosowy. A mogli skorzystać z polskiego kroju Lato, za free.

Więcej na: podatki.gazetaprawna.pl

A tak na marginesie, ciekaw jestem ile znaków w Polsce wykorzystuje w logotypie font Calibri. I druga sprawa, czyli domena produktpolski.pl, przespana, bo zdaje mi się, jest w rękach prywatnych.


Redy kwiatek do kożucha

28 grudnia 2016

Ten przysłowiowy kwiatek do kożucha, to niestety nasza wizerunkowa codzienność miast. Nie przemyślane konkursy na hasło, brak rozeznania po co nam kolejny znaczek i co właściwie z nim będziemy robić dalej, potem dumne upychanie gdzie się da, bo nowe i ładne, no i nasze. Do tego w chaotycznej przestrzeni sąsiedztwa. Już choćby te wywołane elementy mają wpływ na wizerunek miasta, jego estetykę. W światku mody funkcjonuje na to wdzięczne określenie „fashion from Raszyn”. Taka ubraniowa zbitka rzeczy niepasujących, ani do siebie, ani do postaci w nie ubranej, czyli kociokwik. W najnowszej książce „Wizerunek miasta – co, jak, dlaczego”, której jestem jednym z 12 współautorów, punktujemy te wszystkie mielizny i podpowiadamy sposoby ominięcia. Ale, przyznam, nie spodziewałem się znaleźć obrazka aż tak wymownego, tak doskonale pokazującego kilka problemów naraz i to zawartych właśnie w jednym obrazku.

Zacznijmy od początku. Miasto Reda ogłosiło w październiku konkurs, na logo miasta. Za 5 tysięcy złotych. Konkurs prościutki, bo nie przemyślany, bez strategii a nawet briefu. Po prostu na hasło „potrzebujemy logosa na cito, bo stary nam się znudził”:

„Z przyjemnością informuję o ogłoszeniu Konkursu na opracowanie projektu logo Miasta Redy.
Konkurs ma na celu wybranie oryginalnego projektu logo, który stanie się oficjalną identyfikacją graficzną miasta. Logo powinno budzić pozytywne skojarzenia oraz podkreślać charakter i specyfikę naszego miasta. Może też nawiązywać do 50 rocznicy nadania Redzie praw miejskich. Będzie wykorzystywane do celów popularyzatorskich i działań reklamowych oraz promocyjnych.” za miasto.reda.pl

Jak by kto pytał, to już całość założeń projektowych. Konkurs, jak to zwykle w takim wypadku, skierowany do wszystkich „w tym między innymi do grafików, projektantów, artystów plastyków”. I tu świetnie ilustruje to tezy stawiane w „Wizerunku miasta – co, jak dlaczego”, gdzie Jan Jacek Tyliszczak pisze o potrzebie budowania wizerunku miasta w oparciu o realną wiedzę, badania i opracowane cele, ale także metodach panowania nad nim. Pisze też o tym Anna Adamus-Matuszyńska, Piotr Dzik i Maciej Tesławski z tematem osobowości miasta. A wspiera ich, opisem własnych doświadczeń w budowaniu wizualności miasta, Marcelina Mikułowska. O konkursach, takich, jak tu opisany, wspominam sam, w rozdziale „Trzy błędy”.

Ale wróćmy do konkursu. Był, jury wybrało i jest, słoneczko i morze.

Reda nowe logo

Znak technicznie ok, ale symbolika  świadczy o braku pomysłu miasta na siebie, a hasło wskazuje dobitnie perspektywę letnią jedynie. Wbrew pozorom, nie zamierzam się jednak zajmować tym logo. Bardziej zainteresowała mnie jego prezentacja, na stronie internetowej miasta, i tu przechodzimy do wspominanego na początku jednego obrazka (zrzut ekranu z dnia 9.12.2016)..

Reda strona www

Pokusiłem się o uaktualnienie tego zniechęcającego nagłówka, dodając nowe logo.

 

No i pięknie będzie, cud, miód, pomada. Przywołany przeze mnie termin kociokwik, a i hasło „fashion from Raszyn”, w całej krasie. Mamy tu przykład, opisywany przeze mnie w książce „Wizerunek miasta – co jak, dlaczego”, nieszanowania urzędowych symboli miasta (herbu). Nie panowanie nad hierarchią znaków i rozdzieleniem ich funkcji.  Przykład złego wyglądu nagłówka strony internetowej i typografii, o których we wspomnianej książce piszą J.J. Tyliszczak i M. Machalski. Na temat herbu miasta miał by pewnie też coś do dodania Robert Fidura, także współautor książki.

A skoro wspomniałem herb, ten również był konkursowym dziełem z roku 1995 r., też na hasło i otwarty dla wszystkich, no i bez heraldyka w jury. A o tym co w duszy grało tamtym uczestnikom można poczytać na stronie urzędu miasta Redy. I tak w jednym obrazku strony internetowej zogniskowały się błędy wizerunkowe o jakich piszemy w książce.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy