promocja kraju

12 września 2012

O znaku promocyjnym Polski wałkuje się od długiego czasu. Co i rusz pojawiają się nowe panele dyskusyjne w temacie marki Polski i jej promocji. Niestety efekt ten sam czyli zerowy. Niegdysiejsza inicjatywa Polskiej Organizacji Turystycznej, z zatrudnieniem Olinsa (więcej w numer z Olinsem i Wally Olins chciałby), guru marketingu krajów, skończyła się jak się skończyła – niemożnością dogadania się z ówczesną władzą. Przyszła nowa władza i tematu nie podjęła. Po co, są ważniejsze sprawy. Zawsze są ważniejsze.

Wstęp trochę minorowy, ale z czegóż się cieszyć. Oto Design Tagebuch przygotowało świetny zestaw znaków promocyjnych państw. Świetny odnosi się w tym wypadku do ilości znaków in gremio, zebrane zostały wszystkie obecnie stosowane znaki. Świetne, niestety, nie koniecznie odnosi się do wyglądu tychże znaków w niektórych wypadkach. Warto też przeczytać artykuł wprowadzający, język niemiecki.

znaki promocyjne krajów

Polska niestety, co stwierdzam ze smutkiem, nie wypada najlepiej. Mieścimy się raczej w ogonie wyznaczonym przez dwie skrajne oceny dobre-złe. Nie jesteśmy co prawda samotni, w tej licznej grupie maruderów, ale to naprawdę marne pocieszenie. Marna to też reprezentacja i naszego kraju i naszego dizajnu, który wbrew pozorom nie odbiega zbytnio od kreatywnej czołówki, ale tego niestety nie widać w naszym znaku.

Oglądajcie więc i oceniajcie. A przede wszystkim wyciągajcie wnioski co z takiego znaczka wynika, lub nic nie wynika, dla potencjalnego jego odbiorcy.


Jak zostać dizajnerem?

29 marca 2012

Tym razem dwugłos, międzypokoleniowy, o nowej książce Wydawnictwa Karakter  – „Jak zostać dizajnerem i nie stracić duszy”, autor Adrian Shaughessy, ze słowem wstępnym Stefana Sagmeistera.

okładka "Jak zostać dizajnerem...", Adrian Shaughnessy, Wydawnictwo Karakter
Stron: 176
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 190 x 230
Cena (u wydawcy) 39 zł

Na stronie wydawnictwa możemy przeczytać taką oto zachętę:

„Autor, ceniony brytyjski projektant w przystępny sposób dzieli się z czytelnikami długo gromadzoną wiedzą o praktycznych tajnikach zawodu projektanta. Czy logo powinno być większe? Dlaczego nie wolno klientowi pokazywać ostatecznego projektu? Albo szkicowników? Jak przygotować portfolio? Jak zdobywać klientów i jak ich zwalniać? Jak ubiegać się o pracę i jak pracowników przyjmować; krótko mówiąc – jak postępować, by jako projektant odnieść sukces nie tylko artystyczny?”

A co można powiedzieć po przeczytaniu? Na początek opinia, o książce,  Bartłomieja Ferusia:

Jako stosunkowo młody stażem (i wiekiem) projektant grafik bardzo żałuję, że ten tytuł nie ukazał się wcześniej w Polsce. Zapoznanie się z „Jak zostać dizajnerem” na progu rozpoczęcia pracy zawodowej, pozwoliłaby mi  uniknąć błędów popełnianych przez początkujących grafików, a zarazem wielu nieprzyjemnych sytuacji wynikających z tychże i bynajmniej nie chodzi tu kwestie warsztatu. „Jak zostać dizajnerem” traktuje bowiem o wszystkich tych aspektach, których nie uczą w szkołach projektowania, ani o których nie pisze się w branżowej prasie. Mowa tu o wszystkich „pozaprojektowych” aspektach projektowania graficznego;  Jak znaleźć pierwszą pracę, jak najlepiej „sprzedać się” dyrektorom artystycznym studiów projektowych albo też jak założyć własne czy skąd brać zlecenia. Co prawda nie znajdziemy tu jednak jednoznacznych odpowiedzi na te pytania. Zamiast sztywnych reguł otrzymujemy mnóstwo cennych porad i wskazówek od wieloletniego praktyka-samouka, wynikających zarówno z jego bogatego doświadczenia, długiej obserwacji branży i własnych przemyśleń (bardzo często w wyniku popełnianych przez niego błędów). Uważam, że to bardzo wartościowa lektura. Wiedza zawarta na kartach „Jak zostać dizajnerem…” przyda się na pewno wielu młodym projektantom, ale sądzę też że doświadczeni „wyjadacze” projektowania graficznego znają tu cenne wskazówki. Uczymy się wszak przez całe życie :)

Czas teraz na moje własne przemyślenia, po przeczytaniu.

Czytając łapałem się, wielokrotnie, na „czytaniu własnych myśli”. Większość ze stwierdzeń Autora jest jak najbardziej prawdziwa i użyteczna, tu i teraz, mimo iż , wydawać by się mogło, realia polskie i anglosaskie są nieco inne. Bartłomiej Feruś, w swojej recenzji, podkreśla tę użytkowość, jako niewątpliwą zaletę książki, tak dla rozpoczynających zabawę w projektowanie, jak i już się tym projektowaniem parających, i ma całkowitą rację. Wszyscy znajdą tu coś dla siebie, do wykorzystania, lub przemyślenia na nowo.

Czymś, co szczególnie zapadło mi w pamięć, może z racji tego samego oglądu rzeczywistości, to obalanie mitu brandingu, jako panaceum, sprowadzenie go na ziemię i upuszczenie powietrza, jako kolejnego modnego trendu na jakiś czas. Tym to istotniejsze, im więcej pojawia się na rynku superhiperspecjalistów od tworzenia marki, w pięć minut. Marka bowiem, patrząc na historię powstawania każdej z poważniejszych, była zdobywana, w oczach klienta, latami i ciężką, mozolną pracą, jakością wyrobu, usługi i obsługi, nie wspominając o innych drobiazgach. Teraz wmawia nam się, taki trend,  że markę można stworzyć, szybko, łatwo, przyjemnie. Tyle, że z tą rzeczywistą marką i jej wartościami ma to niewiele wspólnego, ot, tworzenie opakowania, skorupki, wydmuszki-pisanki, efektownej, ale pustej.

Tyle miodu, a teraz łyżeczka, mała, dziegciu. Nie podoba mi się łamanie książki, szare teksty na szarym tle, bardzo głębokie, za głębokie, wcięcia akapitowe, szerokość kolumny, za duża,  sprowadzająca marginesy do minimum (nie ponotuję uwag), wcinane, na niebiesko, przypisy z nieustaloną wysokością ich numeru,  na jakiej się pojawia. Mówiąc krótko – czytanie jest męczące przy takiej aergonomicznej konstrukcji, jak dla mnie, efekciarskiej i bez uzasadnienia. Wiem, że to nie wina Karakteru, tak złamany został oryginał wydania angielskiego i Autor jest z tego layoutu w pełni zadowolony, o czym zresztą wspomina w książce. Mimo to…

Polecam tę książkę  z czystym sumieniem, jest to bowiem jedna z tych pozycji, jakie powinny się znaleźć w „niezbędniku” dizajnera, młodego i starego, tuż obok „Elementarza stylu w typografii” Bringhursta  i Frutigera „Człowiek i jego znaki”.


Kiedy CI.PL?

17 sierpnia 2008

Kolejna pozycja warta grzechu i umieszczenia w biblioteczce projektanta. Prezentacja dokonań czeskiego dizajnu po transformacji ustrojowej
CI.CZ 1990-2007: Corporate Identity in the Czech

CI.CZ 1990-2007: Corporate Identity in the Czech

Projekt był z powodzeniem pokazywany na świecie promując czeski dizajn, a i same Czechy.

Na stronie cicz.eu można też, za 93$, ciut drogo, około 205 złotych, zamówić publikację książkową – Michal Richtr, Alan Záruba CI.CZ 1990-2007: Corporate Identity in the Czech, s. 240, ponad 500 ilustracji.

Przy okazji zastanawiam się czy, a jeżeli tak to kiedy, doczekam się w Polsce takiej prezentacji polskiego dizajnu corporate identity, jak zrobili to czesi? Na razie cicho i głucho, poza okazjonalnymi wystawkami w gronie własnym, lokalnie i na zasadach samopochwalenia. Podpowiadam – nic nie trzeba wymyślać i wyważać otwartych drzwi, wystarczy zobaczyć co i jak zrobili czesi i zaadaptować na nasz grunt. Żeby nie było problemu, gdzie to podpatrzyć, podaję raz jeszcze link strony CI.CZ.


linki – inspiracje

21 sierpnia 2006

Tektura wielowarstwowa moze być wdzięcznym tematem inspiracji dizajnerskich http://www.designboom.com/cardboard3.html

Konkurs Elektroluxa dla młodych, kreatywnych dizajnerów http://www.electrolux.com/designlab/ czasu niestety niewiele, ale jest cykliczny.

Przydatna pomoc w dobieraniu koloru na stronę www, w końcu nie każdy jest grafikiem – http://colorblender.com/

Zaprojektuj swojego VW garbusa, jeżeli go masz naturalnie. Ciekawa pomoc przy liftingu sylwetki tego kultowego samochodziku http://www.volkswarenhaus.de/bugselecta.htm

Coś dla poszukujących inspiracji dla własnego hobby http://www.yahodeville.com/ – przejdź do zakładki „torebki” w menu

Ciekawy przykład brazylijskiego dizajnu http://www.misprintedtype.com/v3/about.php

Pomysł na biznes w sieci nietypowo http://www.onethousandpaintings.com/home/


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy