dworce warszawskie?

18 października 2013

Na fali zainteresowania tematem, identyfikacji wizualnej Dworca Centralnego, pojawia się oczywiście sporo materiałów pod publiczkę. Epatowanie ceną tej identyfikacji, niewspółmierną, wedle „ekspertów od wszystkiego” , do tych dwu kresek i kółka. No cóż, jak mówi to laik, mimochodem, pal diabli. Gorzej jak bierze się za to ktoś aspirujący do miana dziennikarza, na antenie,  i zaczyna bzdurzyć androny, bo się kompletnie nie przygotował. Obejrzałem sobie wczoraj takie e e e elokwentne memłanie w temacie, firmowane przez Telewizję Republika. Żałość bierze.Kliknijcie w fotkę i sami oceńcie.

tv republika o logo Dworca Centralnego

Ale, padło też coś interesującego, obawiałem się tego pisząc wcześniejszy tekst „przystanek Centralny”, chodzi o ten zakodowany, z planów komunikacyjnych, kształt i jego przypisanie do słowa „przystanek”. Rzecz tyczy postrzegania tego elementu, ale i co znacznie ważniejsze, zapamiętania charakterystycznego znaku, o ile jest charakterystyczny. Prześmiewca z programu TV Republika zasugerował rozszerzenie tej identyfikacji, na pozostałe dworce warszawskie, z równie dobrym skutkiem. Wyglądało by to mniej więcej tak.

dworce warszawskie

I tym samym wracamy szybkim krokiem do źródeł.

fragment mapy komunikacyjnej LondynuŹródło: http://www.london-insider.co.uk/

Czy tak będzie? Nie musi, ale takie postrzeganie bardzo trudno będzie zmienić. Tak jak i wytłumaczyć, że przed projektantkami tej identyfikacji wizualnej jest pół roku ciężkiej nad nią pracy, bo przecież nie tylko za te dwie kreski i kółko dostaną nagrodę. Ale, barany wiedzą swoje, dlatego beczą.

UWAGA:
w związku z dochodzącymi mnie sygnałami, że niektórzy mają problem ze zrozumieniem, o czym napisałem, podaję krótką instrukcję obsługi:
1. przeczytaj spokojnie dwa (albo więcej) razy
2. pomyśl, zastanów się, to nie boli


przystanek Centralny

16 października 2013

Pojawił się projekt nowej identyfikacji wizualne Dworca Centralnego, w Warszawie, prosto z konkursu.

Dworzec Centralny nowe logo

Dworzec Centralny nowa identyfikacja wizualna, biuralia

Autorkami zwycięskiej pracy, wybranej spośród 250 zgłoszonych projektów, są: Aneta Lewandowska i Joanna Fidler-Wieruszewska, studentki V roku na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie.
Cytat:

„Jury wybrało projekt zgodny z najnowszymi trendami w designie miejskim – prosty, minimalistyczny, wręcz ascetyczny.”

Temat szybko pojawił się na forach zbierając ochy i achy, na ogół grafików, ale nie tylko chyba, w Gazecie  mamy nawet głosowanko, a tam jedna z odpowiedzi, do kliknięcia, brzmi „proste i genialne” i przoduje, 64%.

ankieta

Vox populi. No cóż, ja też się nie znam, to się wypowiem.

Nie będę się czepiał tej „genialności”, pomysł logo jest prosty, to fakt, choć już zgrzebność socwizualizacji do mnie nie trafia, może dlatego, że to przeżyłem, a nie tylko o tym czytałem.

Dworzec Centralny wizualizacja, gadżety

Oczywiście ani logo, ani najlepsza identyfikacja wizualna nie działa w próżni, ani też sama z siebie i sobą cudu nie dokona, ale mam kilka wątpliwości, pytań i chciałbym się nimi podzielić.

Pierwsza wątpliwość jest przedkonkursowa – czyli czym jest, lub czym ma być ten dworzec? To wbrew pozorom wcale nie jest dla mnie takie jednoznaczne, patrząc na działania i wyznaczane priorytety zarządzających. Przyznam, że tych priorytetów jakoś nie łapię:

„Justyna Sołtyk, dyrektor Departamentu Marketingu w PKP S.A. – Jestem przekonana, że zwycięski projekt pomoże nam  w komunikowaniu dworca jako miejsca wyjątkowego, gdzie zarówno pasażerowie jak i mieszkańcy miasta mają okazję uczestniczyć w ciekawych wydarzeniach kulturalnych i społecznych.

Czyli placówka kultury czy dworzec kolejowy, obcowanie ze sztuką czy kultura obsługi? Czemu stawiam albo-albo? Bo jakoś u nas zawsze jest coś w zamian czegoś, choć chcę wierzyć, że da się pogodzić te całkowicie różne funkcje bez szkody dla pasażera.

Ale, jeśli już przyjąć, iż ma to być to nie tylko miejsce wsiadania i wysiadania, ale i w pewnym stopniu miejsce ocierania się o kulturę, to jak oddaje to ten nowy znak?

Wróćmy na chwilę do przywołanego na początku cytatu:

„Jury wybrało projekt zgodny z najnowszymi trendami w designie miejskim – prosty, minimalistyczny, wręcz ascetyczny.”

Mam wrażenie , że ów trend widać i na dodatek grał chyba rolę, niestety, dominującą.

Tak sobie myślę, że jeśli logo ma spełniać funkcję mnemotechnicznego wyróżnika, a powinno, nie zaś elementu tylko do upchania na gadżetach, to ten znak może mieć duży problem, z takim właśnie prostym i jednoznacznym zapamiętaniem, miejsca. Problem dokładnie zdefiniowany w postaci idei jego powstania, jaką wyłożyły autorki.
Co mówią autorki:

Punktem wyjścia było dla nas logo, które w naszym założeniu miało jak najlepiej mówić o funkcji Dworca Centralnego. Użyłyśmy pełnej nazwy dworca, nawiązałyśmy także do powszechnego sposobu oznaczania stacji na mapach komunikacyjnych. W ten sposób uzyskałyśmy logotyp, który jednoznacznie oddaje charakter miejsca

Hmmm, oddaje? miało mówić o funkcji dworca, ok, czyli wsiadanie, wysiadanie, przesiadanie, kupowanie biletów etc. czy mówi? Mówi, bo autorki użyły piktogramu znanego na całym świecie z wszelakich map komunikacyjnych , funkcjonującego od dziesiątków lat i całkowicie czytelnego. Ale tu rodzą się  pytania. Ciekawe czy ktoś sobie je zadał.

Funkcja jest, a co z charakterem miejsca?

Czy użycie takiego powszechnie znanego i czytelnego symbolu, jakoś wyróżnia ten dworzec (od innych dworców, przystanków) czy też wręcz przeciwnie?

Przypisanie znanego powszechnie piktogramu, tylko  temu akurat dworcowi, i zakodowanie go w świadomości pasażerów, tak jednoznacznie jak swoosh do Nike, jest oczywiście teoretycznie możliwe. Znane przykłady pokazują jednak, że trzeba do tego albo bardzo dużo czasu i szerokiej obecności medialnej, albo krwawej wojny, by taka zmiana nastąpiła. Czy zatem wykonalne? Czy patrząc, za jakiś czas,  na plan metra w Londynie, na widok takiego elementu pomyślę automatycznie „Dworzec Centralny” ?

Jednym z elementów istotnych dla znaku jest jego unikatowość, wyróżnialność i odróżnialność. Bo w sumie chodzi właśnie o takie odróżnienie się od innych. Po to by się nie odróżniać nie potrzeba żadnego logo, ani logotypu. A co jeśli, patrząc na logo Dworca Centralnego, pomyślę „o przystanek środka lokomocji ( metra, tramwaju, autobusu, trolejbusu, szynobusa)”? Pewnie jednostkowo nic, ale w szerszym wymiarze, setek pasażerów?

Przystopujmy.

Może te pytania są bez sensu. Może nie o to idzie, by coś wyróżnić/odróżnić/wyakcentować, a tylko o ładne, proste logo, zgodne z trendem, aktualnym? No,  ale co w takim razie, patrząc perspektywicznie, z trendem przyszłorocznym i w kolejnych latach?

Dworzec Centralny czy przystanek? i dokąd zapowiedzą odjazd?

PS. o samym konkursie pisałem w tekście  „znakowanie dworca”.

PS 2 ciekawe opinie, nie tyle o tej identyfikacji, co oczekiwaniach ludzi, w stosunku do samego Dworca Centralnego można poczytać w komentarzach, pod linkowaną już wyżej, ankietą w Gazecie.


znakowanie dworca

1 września 2013

Kiedyś śmiałem się z logo mostu, toruńskiego (właśnie go otworzyli), że zlogowacenie itp. Teraz czas na dworzec, kolejowy. PKP właśnie ogłosiło konkurs, na identyfikację wizualną Dworca Centralnego. Mówiąc szczerze ta nazwa jest tak infantylna, że trudno jej nie zapamiętać. To spuścizna po naszej światowości i ściąganiu co się da od przebrzydłego zachodu (wtedy).

A wracając do tego konkursu, te opracowane, w ramach konkursu, gadżety, pewnie będą rozdawane ekstra, podróżnym, oczekującym na opóźnione pociągi.  Widzę już oczami wyobraźni te radosne twarze obdarowanych spóźnionych…. Co by nie mówić, jest jaskółka, centralna, będzie zatrudnienie dla projektantów, na następne kilka lat, w końcu Polskie Koleje Państwowe S.A. posiadają około 2600 dworców kolejowych. Po odliczeniu kilku sprzedanych i następnych kilku nieczynnych, z powodu, że nieczynne, i tak zostanie circa 2 tys. do zlogowania. Cieszcie się więc Panowie Graficy, roboty ho ho albo hu hu.

A teraz poważniej.

Było tak: Alfer poczytał regulamin konkursu i podesłał mi swoje wątpliwości:

„A tak z ciekawości:

„1. Sąd Konkursowy przyzna jedną nagrodę główną, którą będzie zaproszenie do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej ręki autora wybranej pracy konkursowej. Efektem negocjacji będzie podpisanie umowy o współpracy na okres 6 miesięcy.
2. Wartość nagrody wynosi 50 000 pln netto”

Jak to rozumieć? Jak koleś wygra, to co wygra? 50.000 czy wskutek negocjacji honorarium za pół roku pracy może wynosić na przykład 1400 zł? Mało kumaty w slangu prawniczym jestem”

Odpowiedziałem, na szybko, bo co prawda regulamin wrzuciłem do folderku „do przeczytania”, ale nie czytałem, rzuciwszy nań tylko kątem oka.

„też się nad tym zastanawiam, ale wychodzi mi, że nagroda jest za projekt i pracę przez pół roku”

Alfer skontrował:

„Może i tak. Chociaż „zaproszenie do negocjacji” brzmi niejednoznacznie”

No i kurcze ma rację.

Co tu dumać, do dwuznacznych zapisów najlepszy Mareksy, więc podrzuciłem mu kukułcze jajo, do oglądu, spokojnie kładąc się spać. Trzeba przyznać, że Mareksy stanął na wysokości zadania, a nawet, jak przystało na dobrze wychowanego, przekroczył normę o 300 %, rozkładając zapisy regulaminu na części pierwsze, analizując i wyciągając wnioski, o czym można się przekonać samodzielnie czytając „Diabeł zamieszkał na dworcu”, na Creamteam.pl.

Nie ma co powielać Mareksowe rozważania, są trafne, słuszne i łatwo się o tym przekonać czytając jego tekst. Moja wybiórcza konkluzja – jest nagroda, ale nie wiadomo do końca czy ją dostaniemy, nawet wygrywając konkurs, bo:

a/ Nagroda to zaproszenie do negocjacji, z widokiem na 50 tys.;

b/ nagroda  musi być negocjowana (!);

c/  wygrywasz, ale nie możesz negocjować. Nie żebyś nie chciał, chcesz, ale zapis w regulaminie ma furtkę boczną – „zaproszenie do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej ręki autora wybranej pracy konkursowej„. Wybranej, nie wygranej. I zostajesz na peronie, z satysfakcją, bez grosza.

No i pytanie istotne jakby – kiedy ta nagroda zostanie wypłacona? Zacytujmy stosowny punkt regulaminu:

2. Wartość nagrody wynosi 50 000 pln netto. Kwota obejmuje nabycie przez Organizatora autorskich praw majątkowych do projektu.„.

Jakby nie patrzeć wychodzi mi, że po 6 miesiącach, kiedy sprzedam prawa do projektu, o ile strony dojdą do ładu, co do zakresu prac dla tego projektu, i nie będzie dodatkowych doprojektowań ekstra, o których przypomniano sobie na ostatni gwizdek, przesuwających co prawda czas realizacji, ale niekoniecznie podnoszących wysokość, kwoty.

Dziwne, skoro to konkurs, a w konkursach nagrodę bierze zwycięzca, za to, co było w konkursie przedstawione i ocenione. Bierze nagrodę zaraz po ogłoszeniu wyniku. Cała reszta (tu: 6 m-cy pracy) to profit ekstra. Dobrze myślę? Jasne że dobrze!  Ale najdziwniejsze w tym wszystkim, że współfirmuje, te niejasności, regulaminowe, STGU…. Panowie, co jest grane? Dokąd te szyny wiodą?

Zainteresowanie jest spore, nawet bardzo spore, oceniam po ilości kilku tysięcy zainteresowanych moją zajawką o konkursie na facebookowym fanpejdżu bloga. Rozreklamowanie konkursu na różnych forach także duże, więc w razie czego, odpukać, będzie niezły dym, niekoniecznie biały. Może smolić jak stara węglowa lokomotywa, z czasów zamierzchłych i niesłusznych.

Tak mi się przypomniał, na koniec, mickiewiczowski lis – „Już był w ogródku, już witał się z gąską…”. Nie lubię lądować w beczce, ani mi tender* pasuje.

————–
*Tender – węglarka za lokomotywą


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy