Słowacja porządkuje

18 lutego 2015

Ujednolicenie oznakowania władz państwa to nie tylko nasz ból głowy. O tym, że sprawa jest ważna, przekonują kolejne próby projektowe podejmowane w różnych krajach. Idea uporządkowania narodowych identyfikacji (national branding) korci. Nie mówię tu o wprowadzonych już do użytku identyfikacjach wizualnych, ale właśnie o próbach projektantów mierzących się z takim problemem. Były już  wspominane przeze mnie  w 2010 r. opracowania czeskie  Tomáša Brousila i Pavla Jedličky, była węgierska Miklosa Kiss. Teraz mamy słowackie podejście, autor Juraj Blaško.

Warto, na początek, zobaczyć słowackie znaki urzędów państwowych, jakie funkcjonują dziś.

słowackie znaki urzędów państwowych

Przy naszej zbieraninie wygląda to jeszcze jako tako, zresztą porównajcie sami.

polskie znaki urzędów państwowychJuraj Blaško przedstawił dwie propozycje kształtu znaku Słowacji.

Juraj Blaško 2 wersje znaku SłowacjiDla każdej z dwu propozycji  mamy wersje znaku dla każdego z poziomów władzy państwowej.

Juraj Blaško wersje znaku SłowacjiMówiąc szczerze propozycja po prawej nie specjalnie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, iż zbyt to minimalistyczne, jak na godło państwa i, co za tym idzie, gubi charakterystyczność herbu. Ma pewnie na to także wpływ wprowadzony granat.

Jak stwierdza Juraj Blaško:

„Štátna správa má možno deväťsto úradov, nemôže každý z nich vyzerať inak. To je, ako keby ste mali futbalový tím, kde má každý hráč svoj dres.“

„Človek, ktorý by prišiel do styku s úradom, by si hneď vedel zaradiť, s kým komunikuje a či je ešte niekto nad ním,“

Nic dodać, nic ująć. Chyba nie trzeba tego tłumaczyć, dokładnie te same założenia odnoszą się do wizerunku instytucji państwa w każdym kraju. Projekt Juraja Blaško na tyle zainspirował Ministerstwo Spraw Zagranicznych Słowacji, że postanowiła temat ujednolicenia potraktować poważnie.

Zanosi się więc na to, że kolejny kraj wyprzedzi Polskę w uporządkowaniu swoich znaków urzędów państwowych. W zeszłym roku zrobiła to już mała Estonia. My mamy już dwa podejścia do tematu Marty Gawin i mój projekt Orli Dom. Ale ani śladu zainteresowania tematem na szczeblu wyższym, mamy  czas, czekamy i jak już się tym zajmiemy to pewnie na ostatni dzwonek, bez czasu na przemyślenie, aby coś było i inni się nie śmiali. Może będzie kolejna sprężyna, ale optuję raczej za sprężonym powietrzem.

Więcej: dennikn.sk, anomagazin.sk, brandingslovenska.com, font.cz


standaryzacja po naszemu

3 stycznia 2015

Standaryzacja po naszemu, w obszarze identyfikacji wizualnej, przybiera dość specyficzne formy. Weźmy za przykład naszą Policję. O nowej identyfikacji Policji i moich zastrzeżeniach pisałem w ubiegłym roku, „Policja czyli smutek”. Opracowano  nową identyfikacją wizualną, ale zapomniano, w tejże standaryzacji, dopisać tłustym drukiem – zanim zrobisz cokolwiek pomyśl.

Dwa przykłady braku myślenia, tak po stronie projektantów identyfikacji, jak i samej Policji, jako zleceniodawcy.

1/ Policja zmodernizowała komisariat w Radymnie, podkarpackie. Jest nowe logo, tablicy urzędowej  z godłem brak. Policja już nie musi? czy może ktoś najzwyczajniej nie myśli? Ano nie myśli, bo projektanci sobie tym głowy nie zawracali, a Policja nie zauważyła takiego drobiazgu jak godło państwa.

komisariat w Radymnie

2/ Nowe legitymacje. Cytat z opoczno.info:

„Na mocy Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 18 listopada 2014 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie legitymacji służbowych policjantów, od 1. stycznia 2015 roku obowiązują nowe legitymacje służbowe policjantów.”

I w ramach tych nowych legitymacji serwuje pasztet – zamiast nowego logo mamy ni pies ni wydra,  jakąś interpretację starego znaku.

wzór nowej legitymacji służbowej Policji

„Program miał stworzyć całościowy i jednolity obraz polskiej policji. Projekt standaryzacji komend i komisariatów policji zaplanowano na lata 2013-2015. Budżet przedsięwzięcia to miliard złotych pochodzących z budżetu państwa. Opracowanie logo, które było pierwszym etapem projektu, kosztowało 20 000 zł.”

Wydać takie pieniądze i jednocześnie generować błędami kolejne koszty, bezcenne.


orzeł ze sprężyną

19 października 2014

Sprężyna jako znak Polski rozbudziła niebywałe emocje. Sam uczestniczyłem w kilkunastu dyskusjach, na różnych forach. Oczywiste dla mnie jest iż wypuszczenie znaku na żywioł, niech się sam broni, zawsze kończy się tak samo, emocjami ludzi, którzy nie wiedzą co, po co, do czego i dlaczego. A jak pojawi się przy znaczku cena, która oczywiście nie jest ceną za sam znak, ale kto to wie, to mamy jazdę po bandzie. Pieniądze i samotne logo to płachta na byka, nieistotne czyje pieniądze. Sądziłem, że kto, jak kto, ale Stowarzyszenie Agencji Reklamowych zagrożenie zna, mieli z nim do czynienia, więc „sprzeda” ideę w sposób profesjonalny, bez wywołania kryzysu. A jeśli powstanie takie zagrożenie potrafi szybko zareagować. Niestety stało się, jak przy okazji większości prezentacji znaków terytorialnych – logo i info o sumie jako główny komunikat –  i lud tego nie kupił. Próby wyjaśniania, ze strony organizatorów, na fanpejdzu „logo dla Polski”, przypominały najgorszy wzór call center i zamiast wyjaśniać  zamącały sprawę jeszcze bardziej.

Rozumiem, że emocje i hejt to nie jest podstawa do dyskusji, spróbujmy zatem, na spokojnie, wypunktować nowe „logo dla Polski”.  Ukazał się właśnie wywiad Michała Wąsowskiego z Pawłem Tyszkiewiczem, „”Logo chroni symbole narodowe”. Paweł Tyszkiewicz broni logo i opowiada historię Polaków, którzy są jak sprężyna”, NaTemat.pl.

Paweł Tyszkiewicz mówi tak:

„Naprawdę nie chodzi jednak tylko o znak graficzny. Za tym idzie budowa całej marki, która wywołuje określone skojarzenia, obrazując Polskę i Polaków.”
„Siła marki narodowej bezpośrednio bowiem przekłada się na wartość marek pochodzących z danego kraju i na odwrót. Spójna marka i wizerunek to podstawa promocji. „

I tu się z Tyszkiewiczem zgadzam, tyle że spójność marki to również to co wewnątrz, a symbolem doskonale nas określającym był i jest orzeł. Pomysłodawcy nowego logo ilustrują własne tezy tak:

Fot. fragment prezentacji Logo dla Polski

Co pokazuje, że nie za bardzo wiemy co kto miał na myśli, z tymi markami narodowymi, bo te pokazane kilka znaków to logo promocji turystycznej państw, a więc nie marki kraju, jako takiej. Więcej przykładów logo turystycznego tu.  Markę kraju tak na prawdę znajdziemy jedną, sprawdzoną – Szwajcarii, pisałem o tym na blogu szerzej w materiale „sprężyna czyli branding narodowy” . Wniosek  – organizatorzy nie bardzo wiedzą na jaką półkę chcą wskoczyć.

Wróćmy do wywiadu. Tyszkiewicz stwierdza:

„Logo nie ma zastępować flagi ani godła. Wręcz przeciwnie, logotyp chroni te symbole narodowe przed umieszczaniem ich tam, gdzie się nie powinno. Godło, flaga, służą do innych celów, muszą być traktowane z odpowiednim szacunkiem. Wyobraża Pan sobie umieszczanie Orła albo flagi na podpaskach? Właśnie przed czymś takim chroni je logo. Tych symboli nie należy używać w celach handlowych, bo straciłyby swoje znaczenie. „

I niestety posiłkuje się frazesem „nie ruszać świętości”. Tylko kto powiedział i chce używać godła państwowego, ustawowo obwarowanego, i flagi? Rozróżnijmy wreszcie, że oba te symbole są Ustawowo chronione, ale w najmniejszym stopniu nie przeszkadza to w wykorzystaniu orła, o innej konstrukcji, jako logo marki Polska. To samo mamy z wykorzystaniem barw narodowych. Nie upraszczajmy pewnych spraw, czym innym jest herb Polski Orzeł Biały, jak dotąd oficjalny znak państwa, czym innym orzeł jako symbol narodowy. Mówienie o świętości orła, który nie może pojawiać się gdziekolwiek się chce, jest tyleż bombastyczne co nieprawdziwe. Owszem zgodnie z Ustawą mamy czcić i szanować godło Państwa, i tegoż godła i flagi nie wolno nam postponować, ale próby rozszerzania tego na wszystkie orły w przestrzeni publicznej i biznesowej są dziwaczne. Ba, mamy na takie orły zgodę ustawodawcy, vide „Ustawa o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych”:

Art. 16.
2. Dozwolone jest umieszczanie na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego godła lub barw Rzeczypospolitej Polskiej w formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej.

Na poparcie, tego co piszę, przywołam okres międzywojenny, gdy orłem się cieszono i eksponowano w wieloraki sposób, do dzisiaj możemy oglądać piękne orły wkomponowane w architekturę czy na rewersach monet, różne w kształcie od ustawowego wzoru godła.

Zatem twierdzenie p. Tyszkiewicza wprowadza w błąd. Tym bardziej, że posługuje się na dodatek dość niskim porównaniem, przywołując podpaski, ale już nie wspomni, może nie wie, że naszee godło( a właściwie karykatury orła) funkcjonują np. na szalikach kibiców, ba można takiego orła, zupełnie w zgodzie z ustawą na tych podpaskach umieścić, od początku istnienia tejże ustawy, właśnie na podstawie jej art. 16 pkt 2. Konkludując – teza o chronieniu symboli narodowych przez logo to jedynie frazes bez pokrycia. Takie mamy prawo. Nie żartuję, wystarczy spojrzeć na to opakowanie dezodorantu do toalety

herb Polski na etykiecie dezodorantu do toalety
Tyszkiewicz stawia kolejny zarzut do orła:

„ile państw ma orła w godle. Wie Pan ile? 29, w tym rosyjski, niemiecki, iracki, amerykański, meksykański… Ptaki ogólnie są zaś symbolami aż 58 państw.  To nie byłoby zbyt oryginalne, a logo musi się czymś odróżniać. Kontur kraju i barwy zostały uwzględnione, ale one same nie niosą przekazu. „

No to bida, ten nasz Przemysław II widać lubił trendy i mamy teraz pasztet nieorginalności. Ale serio? Ale ok, oryginalność musi być, rozumiem, a co Pan powie na ten obrazek?

logo MotorspringPytanie ile jeszcze sprężyn funkcjonuje jako logo? Panie Tyszkiewicz, czy te inne kraje mają TAKIEGO orła, w takiej formie, białego? wstydzą się, że mają orła? druga sprawa, nie kto inny jak Olins, o ile pomnę, stwierdził, że kontur kraju na nic, bo nieczytelny dla obcokrajowca, a tu mamy akurat kontur i barwy narodowe na dokładkę, które Pan wcześniej chciał chronić, właśnie tym logo.

Jedźmy dalej, Tyszkiewicz stwierdza:

„Mi osobiście podobało się logo z latawcem, było lekkie, nowoczesne. Mogło ponieść polską markę kiedy powstawało, w latach ’90, ale tak się nie stało.”

Czy wyciągnięto z tego jakieś wnioski dlaczego tak się stało?  I małe sprostowanie – logo Polska z latawcem, autorstwa BNA, weszło dużo później, już w XXI wieku i też ponoć miało oparcie w opracowaniu Olinsa.

I znowu przeskok, do znaków obecnie funkcjonujących i stwierdzenie do obalenia –  „żaden się nie przyjął”


A w jakim to sensie się nie przyjął, pytam, skoro wszystkie funkcjonują i mają się dobrze? Każdy z powyższych znaków ma swojego właściciela i wąski obszar działania. Żaden, podkreślam, żaden, nie preteduje i nie pretendował (może poza latawcem, może) do miana znaku marki Polski.

„Żadna z tych „marek” nie wzmacnia wizerunku kraju jako celu turystycznego, czy miejsca pochodzenia świetnych, kosmetyków, pociągów PESA, autobusów Solaris, okien Fakro i Drutex, polskich instytucji finansowych, które coraz częściej inwestują za granicą, nie oddaje tego, co my chcieliśmy osiągnąć. „

I tu się nie zgadzamy. Każdej z nich można zarzucić to i owo, ale starają się wspierać naszą promocję, każda w swoim określonym obszarze. Od pokazywania miejsca pochodzenia „kosmetyków, pociągów PESA, autobusów Solaris, okien Fakro i Drutex” jest „Made in Poland”, którego faktycznie nie mamy.

Wróćmy do wywiadu, Wąsowski pyta:

„Jak rozumiem, hasło „spring into…” również jest częścią tej koncepcji? „

Tyszkiewicz:

„Gdy je zaprezentowaliśmy wiosną, też wywołaliśmy trochę negatywnych opinii. Moim zdaniem wynikało to z tego, że nie do końca zrozumiano co miało być celem.” (wytłuszczenie moje)

I powtórzyliście ten sam błąd teraz? Dziwne. I kolejny dziwny błąd – powstałe przed logo „Zasady komunikacji marki POLSKA” przeszły cichcem przez media, żadnej próby wywołania szerszej dyskusji, ot ino że są… i cisza. Potem mamy wiosenne objawienie znaku pod hasłem „już wybraliśmy” a po kolejnych miesiącach komunikat „nie wybraliśmy wybierzcie Wy, obywatele”, z trzech takich samych propozycji. Wybór jak u Forda – wybierz dowolny kolor, byle czarny. To są żarty z obywatela, a nie wiem czy nie i z samej idei.

Ja niestety po przeczytaniu wywiadu nie mogę stwierdzić jak Wąsowski:

„Muszę przyznać, że gdy opowiedział mi Pan tę historię, patrzę na logo zupełnie inaczej. Jestem przekonany do koncepcji”.

Nie mogę. Nie jestem przekonany ani do koncepcji, ani znaku, za dużo pytań bez odpowiedzi. Sam Tyszkiewicz punktuje:

„Może błąd polegał na tym, że najpierw powinniśmy zrobić debatę nad samą ideą Crative Tension, potem o koncepcji sprężyny, a dopiero potem wprowadzać znak. Jednak jak zwykle przy tak dużych projektach to rzeczywistość dyktuje kolejne kroki. Zbliżała się rocznica 25-lecia i chcieliśmy skorzystać z tej okazji i pokazać sprężynę.”

Ale serio? Skoro termin był ważniejszy, niż dopięcie sprawy profesjonalnie, to nie dziwcie się, że trzeba przełknąć tę żabę. Nie ma zmiłuj. Na dodatek dwa razy ten sam błąd? Wiem, że się staracie, teraz, ale to musztarda po obiedzie, mleko się rozlało. Tyle co do wywiadu.

Chociaż nie, nie odmówię sobie zacytowania podsumowującego komentarza z FB, do tegoż wywiadu, Grzegorza Laszczyka:

„Przeczytałem i w przeciwieństwie do autora artykułu nadal nie jestem przekonany. Wychodzi, że każdy kto zobaczy logo będzie musiał poznać historię jaka za nim stoi. A jak nie pozna? Tak samo stwierdzenie: „Robimy jednak akcję społeczną przy minimalnym zaangażowaniu środków finansowych” w kontekście wcześniej wspomnianej kwoty (milion) na projekt. Czyli co, na projekt starczyło, ale na jego wypromowanie już nie? Ogólnie, strasznie naciągany artykuł. Co zdanie to wątpliwość.”

Piotr VaGla Waglowski ujął to inaczej:

„W sumie przecież nie ma w tym nic złego, że sobie środowiska gospodarcze wybiorą logo, jakie będą chciały. Problemem jest tu nawiązywanie do „narodowego charakteru” tego wyboru. Dzięki temu zabiegowi angażowani są „zwykli ludzie” – konsumenci. Widać to po komentarzach, że wielu rzeczywiście wierzy, że to ma być „nowe logo Polski”. Tymczasem to nie logo Polski, tylko logo organizatorów”

Mnie nurtuje parę pytań, na które nikt z organizatorów nie udzielił mi odpowiedzi.

Zacznę od podstaw, czyli budowania marki Polska, wizerunku Polski, które to budowanie nie może odbywać się li tylko na zewnątrz. Ta prawda dawno przebiła się u innych krajów – nie darmo Holandia, Szwajcaria, Francja, Niemcy, Hiszpania i Łotwa starają się zapanować nad identyfikacjami wizualnymi rządu. Bo to pierwszy krok do budowania marki kraju – ujednolicić przekaz wewnątrz i na zewnątrz. Zanim sproszę gości. sprzątam chatę, a co do jest sprzątnięcia piszę  na Orli Domu i tu na blogu. I rodzi się pytanie zasadnicze –  czy ten znak, stając się marką Polski, odsunie orła w cień, czy nie, za granicami? Jak będzie relacja wzajemna znaku i herbu?

Kolejne pytanie dotyczy siły sprawczej, która wytnie te dotąd funkcjonujące znaki i na jakich zasadach je wytnie, skoro mają właścicieli nie podporządkowanych decydentowi sprężynki?  Bo nie sztuka zaprojektować nowy, ogłosić szumnie nowe, że to jest to najgłówniejsze logo, sztuka wyciąć stare, ale to się nie uda, nie ma prawa. Pisałem o tym w tekście „bigos polski”.

A skoro się nie ma prawa udać wycinanie, jak sadzę, to pojawia się kolejne pytanie – jak będzie wyglądała hierarchia znaków i kto jej dopilnuje? Znów mam wątpliwości widząc jak nasz główny znak Godło, bywa sytuowany wśród innych znaków, raz przed, a raz po.

Z tego rodzi się pytanie kolejne –  kiedy i komu ten znak będzie ogólnodostępny? skoro ma przejść drogę od SAR do Fundacji, potem do Skarbu Państwa. Ktoś mi jeszcze jest w stanie wyjaśnić czemu akurat Skarb Państwa będzie tym zarządzał, a nie np. Premier? Usytuowanie i moc sprawcza decydenta ma ogromne znaczenie dla tego „posprzątania”.

Mówiąc szczerz żal mi, że nie toczy się ŻADNA poważna dyskusja w tym kraju o wizerunku rządu, identyfikacji wizualnej państwa, wizerunku państwa, bo trudno mówić o szerokiej dyskusji jeśli jest li tylko kilku wołających na puszczy i zero zainteresowania polityków i urzędników. Efektem tego są właśnie takie „aferki” z kolejnymi logosami po nic, powiększającymi totalny bałagan komunikacji wizualnej i u nas, i ze światem. Smutne, tym bardziej, że pasjonaci jak Vagla, czy ja, pokazują detalicznie co jest do zrobienia, a nawet jak. Jest mi smutno, że państwo zamiast szanować swoje symbole i się nimi chwalić (po uporządkowaniu) woli robić bajzel z logosami. Czy to krok w tył? Toż myśmy ani się na milimetr nie posunęli do przodu w tym temacie, stałe cofanie w bałagan. Szarpiemy się na tworzenie marki Polski a od 1955 roku nie ma kto zrobić wzorów tablicy owalnej z godłem do ustawy.

Mówimy dużo o marce Polski na zewnątrz, a nic o wizerunku całości, czyli i tu i tam jednorodny przekaz. Tu pies pogrzebany, z jednej strony hasło „logo narodowe”, z drugiej kilkanaście innych logo, z trzeciej logoza w ministerstwach i brak podstawowej dokumentacji naszego godła, o identyfikacji nie wspomnę (polecam orlidom.pl), z trzeciej okazuje się, że to wszystko

Jeden z obrońców sprężyny, Grzegorz Grzybek, na łamach tegoż NaTemat.pl, w artykule „Hejt nowego logo dla Polski” stwierdza na koniec, beż żadnej żenady:

„ps. orzełek zawsze był, jest i będzie fajny, ale nie zastąpi logo.”

Ale że co? nie zastąpi logo?! A na cóż miałby zastępować i to na dodatek logo, znak niższego rzędu w hierarchii? Czy Pan Grzybek próbuje usytuować orła, godło,  poniżej logo, czy mi się tylko wydaje? czyżby rację miał Marek Jerzy Minakowski, który napisał w swoim komentarzu na FB dość ostro:

„Dla mnie najgorsze w tym przedsięwzięciu jest ideologia, wg której ma to być logo dla Polski. Ja rozumiem, że można robić nowszą wersję „made in Poland” – dla produktów. Ale narzucanie nowej identyfikacji kraju/społeczeństwa/narodu/państwa o nazwie Polska kwalifikuje się pod pluton egzekucyjny. A w przedstawianych dokumentach to właśnie widzę.”

Ja co prawda aż tak tego nie widzę, ale coś w tym przekazie, o znaku, gmatwa się i pętli zbyt mocno. Jakbyśmy za mało mieli podziałów doszedł nowy – Ci spod orła i Ci ze sprężynką.

Ps 1. liczę, że ktoś mi odpowie na każde z pytań.

PS 2. nasz wizerunek, w trzech linkach:
„Państwo jak korporacja”
„Rządowe znaki”
„Tablice – gdzie jest wzór”


powiększanie chaosu

25 kwietnia 2014

Przyznaję nie śledziłem zbyt uważnie dyskusji wokół nowej identyfikacji wizualnej Ministerstwa Zdrowia, tym bardziej, że ta dyskusja przemieniła się w epatowanie kwotą honorarium, jak zwykle. Dziś robiąc kwerendę, w zupełnie innym temacie, natknąłem się na portalu Wirtualne Media  na wyjaśnienia autorów tejże identyfikacji Ministerstwa Zdrowia, studia Peppermint, na temat kulis powstania znaku. Czytałem i przecierałem ze zdumienia oczy.

Albo to geniusze, albo ktoś robi mi wodę z mózgu.

Autorzy nowej identyfikacji tak uzasadnili zmiany na łamach portalu Wirtualne Media:

„Ministerstwo nie posiadało dotąd ani logo, ani spójnego systemu identyfikacji. Dotychczasowy znak graficzny, z którym przyszło nam się zmierzyć, składał się z obowiązkowego orła i napisu „Ministerstwo Zdrowia”. Brakowało w nim jakichkolwiek charakterystycznych elementów, które wyróżniałyby instytucję.

Pytanie – jakich to charakterystycznych elementów brakuje by wyróżnić tę instytucję? Odpowiedź powinna brzmieć – elementu wskazującego na przynależność tejże do rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety projektanci tegoż związku nie zauważyli i działali na zasadzie projektowania, per analogiam, nowego znaku dla działu administracji dużej korporacji, która co prawda ma już, jako całość logo, ale cóż szkodzi mieć własne, dla działu. Bo chyba nikt nie zaprzeczy że rząd Rzeczypospolitej to jednak nie oddzielne księstwa a jeden i ten sam organizm.

Dalej autorzy wyciągają taki oto nieuprawniony wniosek:

„Zgodnie z Ustawą o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, Minister Zdrowia jest organem państwowym i może posługiwać się godłem, natomiast urząd obsługujący ten organ, czyli Ministerstwo Zdrowia nie powinno się nim posługiwać.”

Przyznam, że takie kuriozalne wyjaśnienie trudno komentować, choć spróbuję. Tym bardziej, że projektanci godło wstawili, tyle, że w sposób, który je ewidentnie deprecjonuje.

godło na stronie Ministerstwa Zdrowia 2014

Ustawienie godła w drugorzędnej roli, po logo, po prostu mu uwłacza. Przypomnę, że w każdym zestawieniu znaków obowiązuje zgodność kolejności, ich występowania po sobie, z hierarchią ważności. Pomijam tu kwestię estetyki tak karkołomnego zestawienia.

Ale spróbujmy wrócić do źródeł owego, przyznam dla mnie „genialnego”, uzasadnienia o niemożności posługiwania się godłem przez ministerstwo, w przeciwieństwie do ministra.

Mamy w Ustawie o godle, na którą powołuje się studio Peppermint, taki oto zapis :

„Art. 2.
1. Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego ze złotą koroną na głowie zwróconej w prawo, z rozwiniętymi skrzydłami, z dziobem i szponami złotymi, umieszczony w czerwonym polu tarczy.
2. Wzór godła Rzeczypospolitej Polskiej zawiera załącznik nr 1.
Art. 2a.
Wizerunku orła ustalonego dla godła używają:
1) organy władzy państwowej,
2) organy administracji rządowej,”

Źródłem owej Peppermintowej interpretacji jest zapewne Wikipedia, gdzie stosowny fragment brzmi tak:

„Od organu państwa należy odróżnić urzędy, pełniące funkcje pomocnicze w stosunku do organów państwa (np. minister spraw zagranicznych jest organem państwa, natomiast Ministerstwo Spraw Zagranicznych to urząd, który stanowi aparat pomocniczy organizacyjno-techniczny, w który organ został wyposażony do prawidłowego wykonywania własnych i powierzonych mu zadań.”

Mamy zatem rozdzielenie, ale warto pamiętać, iż jest to rozdzielenie kompetencji i zadań a nie oznakowania, nadal ministerstwo i minister są ściśle powiązani, jak prezes firmy i jego firma.

Spróbujmy teraz w oparciu o to nowe odczytanie ducha Ustawy, zaprezentowane przez Peppermint, przyjrzeć się małemu aspektowi takiego twierdzenia, czyli oznakowaniu urzędów państwowych tablicą owalną z godłem. O tyle to istotne, że na tablicy prostokątnej, poniżej tablicy z godłem, nie występuje nigdy fraza np. „Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego”, mamy za to zawsze frazę „Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego”. Co z tego wynika? Prosta logika wskazuje, że, przyjmując interpretację Peppermint, musimy stwierdzić nieprawomocność stosowania godła państwowego przy tablicach z nazwą ministerstwa. Jest też inna możliwość – należy zmienić wszystkie tablice ministerstw na brzmienie np. „Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego”, aby można było umieścić godło powyżej. Zatem czy wszyscy się mylą? Być może…

A teraz wróćmy do zaprezentowanej wyżej strony www Ministerstwa Zdrowia. Jeżeli jest tak, jak uzasadnia Peppermint, to po co wstawiono tam godło? Po co w ogóle wybuchają batalie o godło na stronach ministerstw, a raczej jego braku? Przecież, idąc tokiem rozumowania Peppermint, nie powinno ich tam być, bo „Ministerstwo to urząd, który stanowi aparat pomocniczy organizacyjno-techniczny, w który organ został wyposażony do prawidłowego wykonywania własnych i powierzonych mu zadań.” a co za tym idzie, nadal zgodnie z interpretacją Peppermint, podmiot nieuprawniony do posługiwania się godłem. Sprzeczność? Idźmy dalej w tym rozdzielaniu a la Peppermint, skoro ministerstwo jest nieuprawnione a minister tak, to logicznie rzecz biorąc należało by oczekiwać rozdzielenia również stron www. Osobna strona ministra z godłem i osobna strona ministerstwa z własnym logo. Ale tak się nie dzieje, z prostej przyczyny oba podmioty – minister i ministerstwo – stanowią jeden organizm.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kolejności znaków na stronie www. Przyjmując uzasadnienie Peppermint, na podstawie Wikipedii, mamy oto ministra, jako organ, i ministerstwo jako urząd pomocniczy. Takie rozróżnienie ustala ewidentną hierarchię ważności: nr 1 jest minister, nr 2 (niższy poziom) jest ministerstwo. Kolejność ustawiania znaków w jednej linii ma odniesienie do zasad heraldycznych, od najważniejszego do najmniej ważnego, zaczynając od strony lewej (prawa heraldyczna). A teraz spójrzmy na winietę strony www Ministerstwa Zdrowia i cóż widzimy? Dokładne zaprzeczenie hierarchii ważności, na dobitkę podkreślone mniejszą wielkością godła niż logo. Przy okazji tej interpretacji Ustawy o godle Peppermint sam sobie przeczy nie tylko wstawieniem godła, ale i jego miejscem usytuowania.

Co ciekawe projektanci zdają sobie sprawę, że nie tak to wszystko powinno wyglądać, bo oto konstatują:

Wyzwaniem dla strategów i designerów zaangażowanych w projekt okazał się chaos wizualny i niejednoznaczne wytyczne dotyczące CI polskich instytucji państwowych. Oczywiście, idealny system identyfikacji wizualnej w idealnym państwie powinien zakładać pełną spójność dla wszystkich ministerstw.”

I zamiast próby opanowania, tegoż chaosu, najspokojniej dokładają powiększającą ów chaos swoją cegiełkę, w postaci tej zbitki logo i godła. Ręce opadają.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy