chce się pracować

7 sierpnia 2013

Wszyscy projektanci gromadzą regularnie, lub co jakiś czas, rekomendacje od zleceniodawców, do pokazania innym, potencjalnym zleceniodawcom. Część z tych rekomendacji to oschłe blablabla urzędniczym tonem, według szablonu. Zdarzają się też, czasem, choć rzadko, opinie bardziej osobistej natury, pisane potocznie, od serca. W sumie jeśli już dostajemy ową rekomendację, bo czasem nie dostajemy mimo prośby,  jest to kilka, czasem kilkanaście zdań o naszej pracy i współpracy, na papierze firmowym z pieczątką i podpisem,  choć bywa, że tylko przesłane pocztą elektroniczną, w formie PDF lub JPG. Pomijanym jednak przez nas, na ogół, elementem takiego zbioru są maile i zapisy rozmów z klientem, a to właśnie tam są prawdziwe perły opinii na temat naszej pracy i układającej się współpracy, naszej fachowości etc. Mało kto zapisuje to, co mówi Klient, na nasz temat, mało kto wyłapuje takie zdania w czasie rozmów, a jak wyłapuje, to co najwyżej pierś wypina „bo głaszczą” jego ego i tyle, z pamięci to szybko  ucieka, a szkoda. Może to kwestia braku wyczucia, że warto to notować, może kwestia „słucham a nie słyszę”, ale jest przecież także korespondencja mailowa.

Z tej korespondencji elektronicznej z klientem pojawiają się, na forach różnistych, na ogół cytaty prześmiewcze, stawiające klienta w pozycji analfabety, nie znającego się i nie rozumiejącego, naszym zdaniem, oczywistych spraw, oczywistych dla nas naturalnie. Taka zabawa kosztem anonimowego klienta jakoś przyznam mnie nie bawi w swojej masie. A jednak oprócz potknięć i czasem rzeczywistego braku wiedzy na temat, pytanie kto tą wiedzę powinien mieć i czy aby nie dla tej właśnie wiedzy klient do nas przyszedł,  są tam czasem zdania bezcenne, dla nas, jako wykonawców.

Właśnie taką najwspanialszą opinię o współpracy dostałem, w mailu, od jednego z Klientów:

„Honorarium wysłane. Jest tam troszkę więcej, w ramach bonusa wdzięcznościowego za te wszystkie kłopoty i dodatkowe prośby, które tam się gdzieś naskładały.
Mam nadzieję, że współpraca jeszcze trochę potrwa z korzyścią i dla Pana i dla nas.”

Dla Takiego Klienta chce się pracować :)

Dlatego słuchaj uważnie, co mówi klient, i czytaj uważnie maile, to może Ci się przydać.


Tfu(r)czy brief

11 marca 2010

Na wielu forach odbywa się nieomal codzienne bicie  za  „kiepskie logo”. Po większej części słusznie, ale… pewne rzeczy warto rozgraniczyć. Część tak pieczołowicie obsobaczanych znaków została opracowana w stylu  „misie” – znaczy „mi się tak podoba”, jak najbardziej zasługując na baty. Są jednak i takie opracowane na podstawie briefu. I ten fakt, istnienia takowego briefu, jakoś oceniaczom umyka, a rzecz warta zastanowienia. Dlaczego? Oto mam świetny przykład (zaczerpnięty z GL), jako odpowiedź, prawdziwy, krwisty kawałek prozy życia, a może już poezji…, dla przypomnienia – stworzonej jako baza do projektu znaku:

Opis bazowy:
Waga oparta na słoniu (załącznik). Trąba słonia w kształcie węża farmaceutycznego (np. kształt na wzór w logo Wydziału Farmaceutycznego – w załączniku). Na jednej szalce wagi: symbol $ i napis WARTOŚĆ. Na drugiej szalce człowiek na tle EKG (Obrazek) + napis ZDROWIE. Napisy poniżej, powyżej na tle symboli??? – zostawiamy decyzję autorowi. Szalki wagi są w równowadze.

Napis (taki jak w logo Wydziału Farmaceutycznego) w trzech wersjach
1. WARSZAWSKI UNIWERSYTET MEDYCZNY + ZAKŁAD FARMAKOEKONOMIKI
2. UNIVERSITAS MEDICA VARSOVIENSIS + ???? (prześlę później)
3. MEDICAL UNIVERSITY OF WARSAW + DEPARTMENT OF PHARMACOECONOMICS

Wersje kolorystyczne
1. Tło czerwone (jak w godle WUM) + biały słoń i reszta wagi + trąba w kolorze szafranowym (jak w logo Wydziału Farmaceutycznego)
2. Tło czerwone (jak w godle WUM) + szafranowy słoń i reszta wagi + trąba w kolorze szarym (jak w logo Wydziału Farmaceutyczneg
3. Tło szafranowe (jak w logo Wydziału Farmaceutycznego), biały słoń i reszta wagi + trąba w kolorze czerwonym (jak w godle WUM)

Perełka tfurcza, ale może to się da farmakologicznie i bezinwazyjnie leczyć…

Że grafik nie musi podejmować się takich prac? Jasne. Ale niektórzy, poza miłością do sztuki projektowej, najzwyczajniej by coś zjedli i podejmują się kaskaderki. Może to nie jest mocny argument, ale w końcu, podobno, „Klient ma zawsze rację”. O ile ją naturalnie  ma.


nos Pinokia

3 marca 2010

Obserwuję ostatnio dość ciekawe zjawisko, na forach internetowych, dotyczące projektowania. Dotyka i projektantów i, co ciekawe, czasem także Klientów. Oto na forum młody projektant poddaje pod ocenę kolegów pracę, jaką właśnie dzierga dla Klienta . Niby nic wielkiego, chce się dowiedzieć, poradzić, rozwiać wątpliwości czy przetestować odbiór znaku zanim pokaże Klientowi, ale jakby umyka mu, ze upublicznił w tym momencie tęże pracę, do czego nie bardzo miał prawo, ba może tym upublicznieniem wyrządził właśnie Klientowi szkodę, kiedy np.akurat ten  chciał zaskoczyć konkurencję nowym logo i identyfikacją. A tu taki prezent, tyle że dla dla konkurencji. Odwrotna strona medalu też już się pojawia – oto klient serwuje ogółowi, pod ocenę, pracę projektantów i to na forum, którego są członkami. No można i tak, o tym jak się czują oceniani nie przejmował się, ani tym że wynik takiej „ekspertyzy” jest właściwie żaden.

Skąd się to powyższe bierze? z własnej niepewności, o to co się robi, tak w wypadku projektanta jak i Klienta. Jeden nie jest pewny własnego projektu, drugi nie bardzo jest pewny co by chciał wybrać. W obu wypadkach któraś ze stron ma niesmak tego co robi strona druga.

Ale jakby tego mało mamy i rozwinięcie tegoż trendu, pojawia się nowa jego odmiana – prezentowanie prac konkursowych PRZED rozstrzygnięciem tegoż konkursu. Po co? diabli wiedzą, a na pewno nie wiedzą projektanci, którzy to robią. Parcie (pochwalić się, pochwalić, już, teraz, natychmiast, niech widzą) jest na tyle wielkie, że poczekać nie może, nie zastanawiając się jak to odbierze druga strona, organizator i jury, bo zakłada ich tam nieobecność, na tym forum. Oj złudne bywają takie założenia. A jak tenże organizator/juror, widzący to przypadkiem, może takie upublicznienie odebrać? ano dość prosto, jako próbę:
1. manipulacji i wpływania na efekt końcowy
2. jako podstawę do odrzucenia projektu, skoro przed rozstrzygnięciem jest opublikowany.
Jakby nie patrzeć strzał w stopę.

Przy okazji, tego ostatniego trendu, zdarza mi się czytać rozczulające wyznanie twórcy, iż pokazuje bo i tak mu wisi konkurs. No, ciekawe i to bardzo stwierdzenie. Najpierw się bida napracował koncepcyjnie i coś stworzył dziergając na kompie, pieczołowicie wydrukował w należytej jakości, poleciał na pocztę biegiem aby zdążyć wysłać na termin i… luzik, on to olewa. To nie prościej i bliżej było do kosza? Było, ale to taka poza „Artysty”, co lekkiem piórem świat omiata, żyje miłością do sztuki i jest ponad obłokiem, z głową w stratosferze. I ja mam w to uwierzyć? toż ten jego nos Pinokia widać na kilometr.


Co Klient chciałby?

1 sierpnia 2008

No właśnie, co Klient chciałby mieć w logo czyli…. Obejrzyj.


http://view.break.com/542649 – Watch more free videos

Czy aby na pewno to tylko dowcip… ?


1 sierpnia 2008
logo
Tagi:

komentarze 2
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy