media mundi

16 grudnia 2016

z serii „znaki czasu” / a series of „signs of the times”

media mundi

media mundi by alw


Personal(izowanie) logo

20 listopada 2011

Argentyński operator sieci telefonii komórkowej Telecom Personal, własność Telecom Argentina, zaprezentował nową identyfikację, jak przystało na nazwę, spersonalizowaną

Personal Telecom logo, Argentyna
Autorem jest brytyjska agencja  This is Real Art.
9 różnych pisanek + 9 kolorów tła daje spore możliwości.

Personalizowanie, zmienność logo, zmienność kolorów zaczyna być trendem rozwijającym się dość silnie, szczególnie w branżach telekomunikacyjnych i mediów,  stawiając przed projektantami kolejne wyzwania, nie tylko co do ich sprawności projektowej, ale i trafności oceny zapisywania się znaków w sposób prawidłowy w pamięci klientów.  Trend z założenia próbujący w wielości znaków zaistnieć wielością mutacji jednego znaku ma rację bytu pod warunkiem kolejnej wielości – ekspozycji. Wystarczy popatrzeć na, nie tak w końcu dawne, propozycje  identyfikacji AOL, Melbourn, czy, daleko nie szukając, wcześniejszą o kilka miesięcy propozycję brandingową autorstwa Saffron Brand Consultants, dla marki A1  Telecom Austria.

A1 Telecom Austria
Czy inną realizację rebrandingową autorstwa Saffron Brand Consultants, dla australijskiej Telstry, o której wspominałem we wrześniowej wyliczance, ale nie zawadzi przywołać ponownie.

Nie sądzę by ten trend zbyt szybko  „poszedł w lud”, z prostego powodu jakim jest dużo większy wysiłek projektowy, ilość wersji i mutacji, a co za tym idzie większe koszty, ale to tylko jedno z ograniczeń, drugim jest możliwość eksponowania w jak najszerszym obszarze i jak najczęściej, zatem koszty dotarcia do klienta. Jest to więc raczej trend dostępny dla zasobniejszych firm, choć widać także próby na mniejszą skalę, dla skromniejszych budżetów. Przyznam jednak, że to kierunek pociągający i dający ogromne pole do popisu w dobie wszech obecnych mediów elektronicznych. To już nie jest prostackie kręcenie na stronie www znakiem wokół osi i migotanie pseudo blikami. I dobrze.


Japisze i Typisze

8 stycznia 2011

Dziwnie się porobiło w tym mediowym światku. Co i rusz sytuacja po bandzie i nie tyle względem treści, a względem form współpracy i pozyskiwania tekstów.

Awers

Media pisane, jakiekolwiek, coraz chętniej wykorzystują tzw. media społecznościowe i blogi do pozyskania materiału redakcyjnego. I to akurat nie jest żadnym złym uczynkiem, no może poza wykorzystywaniem cudzego tekstu do przerobienia na własny.

Jest tak – piszesz coś swojego w necie, jesteś więc Japiszem. Tekst się spodobał, to proszą o napisanie coś dla nich, znaczy Typisze proszą. Typisz, znaczy zleceniodawca, od – ty pisz, my opublikujemy. Wszystko jest ok, choć za free, czasem gadżet typu t-shirt, taki lans za free zwany też freelansem. Wierszówkę weźmie pewnie kto inny, za przycięcie i nowy tytuł. No, ale tak bywa i jak sprawa postawiona jasno, to nadal jest ok. Można dać, można nie dać, kwestia własnych chęci i wyboru.

Rewers

Gorzej jak tego typu teksty pozyskuje się ewidentnym stawianiem pod mur, czyli Kant o tym nie wiedział. To jest ta druga strona medalu – młodzi ludzie chcący wejść do tej pisaniny i zarobić co nieco, na własne utrzymanie, są gotowi na wiele wyrzeczeń nieświadomi, że dobra wola tylko po ich stronie. Więc japisz pisze, chciałby więcej gdzieś sobie popisać, się rozwijać, w końcu praktyka czyni mistrza, może w przyszłości zostać pisarzem, a może tylko pismakiem, jak zwał tak zwał. Startuje więc Japisz do wszelkich ogłoszeń o rekrutacji na pisanie właśnie, licząc że ktoś mu da szansę nie tylko zaistnieć, ale i na kawę zarobić.

No i trafia na taki rekrutacyjny numerek:
Jeden z Typiszów znalazł cwany sposób pozyskiwania tekstów, robiąc kilkustopniową rekrutację. Japisz ma podesłać, jak zwykle, na początek list motywacyjny i CV, a potem jakiś tekścik, ważne by oryginalny i niepublikowany, najlepiej jeszcze z serią fotek ilustrujących, specyfikacja techniczna podana. I tu jest haczyk, jak na wieloryba, musi wraz z tekścikiem wyrazić zgodę na jego nieodpłatne przekazanie, w ciepłe łapki Typisza, na wsze czasy. Brak zgody naturalnie możliwy, ale skutkuje nierozpatrywaniem aplikacji i szlus. Taka oferta nie do odrzucenia, choć ja nazwałbym to wymuszeniem, bo kolejny etap to samo. Pomyślmy i policzmy – zrobić 10 etapów, to za friko 10 tekstów jest od jednego, a jak to pomnożyć przez chętne do oskubania Japisze wyjdzie niezłe archiwum, którym to zasobem nawet można pohandlować, sprzedając prawa do przedruku innym. A wszystko za friko i na wieczność. A Ty bidny Japiszu pisz, dla chwały (he he he), bo nawet nie za czapkę śliwek. Może wygrasz, a może nie, jak w totolotka. A może… zrobią nową rekrutację, a potem nową i nowszą. Co napiszesz to twoje, chociaż nie, nie twoje a Typisza.

Tekst zainspirowany podesłanym przypadkiem odstrzału jeleni.

Ciekawym co na takie praktyki, przejmowania po wsze czasy praw do tekstu/designu z okazji rekrutacji, powiedzą spece od prawa autorskiego.


Moon dla Sydney

19 czerwca 2010

Wszystko wskazuje na to że w znakach  następuje odejście od jednoznaczności na rzecz emocji, zmienności i interpretacji indywidualnej. A przynajmniej tak się wydaje na styku z nowymi mediami, które pozwalają na ruch i dynamikę. Niestety stosowanie tej dynamiki i ruchu dla tradycyjnych logo bywa trudne i czasami wygląda komicznie, a w wielu wypadkach jest, po prostu,  nieuzasadnione.

Turcja znak promocyjnyBo o ile  taki przykład ruchu, jak w wypadku znaku promocyjnego Turcji,zmienność logotypu w różnych językach, ma swoje uzasadnienie, to modne a sztampowe miganie znakami, czy obracanie ich wokół osi jest po prostu tandetne. Jak wygląda zabawa w logo-animację bez sensu widać dobitnie po moblogot z Burnley – przypadkowość i brak myślenia dają wielkie nic.

Piszę to nie bez przyczyny, jako że rośnie ilość przymiarek do tego nowego, ruchomego oblicza znaku, ale…  czy ta fascynacja nowymi możliwościami rzeczywiście  wnosi coś nowego, czy raczej, na razie,  jest zabawą materią, efektem dla efektu? Oto na czeskim portalu Font.cz pokazano nową identyfikację Sydney australijskiego studia Moon

sydney logo

Szersza prezentacja jest na Underconsideration.com, pod znamiennym tytułem All Radiation, No Heart.
Wiec zastanówmy się – w znakach miast następuje trwałe odejście od jednoznaczności na rzecz emocji, zmienności i interpretacji indywidualnej – a przynajmniej taki kierunek byłby logiczny i uzasadniony, ale czy rzeczywiście fascynacja nowymi możliwościami nie przypomina wam  zabawy, w kolejne przetworzenia bez jakiejś spójnej myśli przewodniej? Takie czekanie co nam komputer podpowie fajnego. I dostajemy technicznie świetny produkt… zastępczy i sztuczny. Na ile ta zmienna forma da się zakodować w pamięci? zapamiętamy jako coś charakterystycznego, czy jako kolejny moblogot – cuś się ruszało.

Czesi nie omieszkali przy okazji przywołać, i słusznie, logo Heleny Jiskrové dla Ministerstva kultury ČR, choć moim zdaniem poprzedni  znak Ministerstwa był lepszy.

Ministerstwo Kultury Czech logo


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy