promocja moich książek

9 września 2015

Ebookpoint.pl przygotował promocję moich 2 książek (ebooków):  „Po co Ci logo?” i „projekt Orli Dom”. Promocja potrwa tylko do 14.09.2015, więc trzeba się pośpieszyć.

promocja ebooków "Po co Ci logo?" i "projekt Orli Dom"

Oprócz moich dwóch ebooków znajdziecie jeszcze trzy inne ciekawe pozycje na temat projektowania. Niezłe towarzystwo.

promocja na ebookpoint.pl

A jutro, 10 września, goszczę na stronie https://www.facebook.com/ebookpointPL, będę odpowiadał na Wasze pytania. Serdecznie zapraszam.


po co Ci logo?

13 sierpnia 2015

No to dobrnąłem do finału, czyli wydania mojej blogowej książki „PO CO CI LOGO?”. Już jest do nabycia i poczytania.

"po co Ci logo?" alw, okładka

ISBN 978-83-7859-543-4
stron: 264
formaty: PDF, ePub, mobi

link do księgarni: https://www.e-bookowo.pl/poligrafia/po-co-ci-logo.html

Specjalnie dla Czytelników bloga po wpisaniu kodu „alwblog” rabat 7 zł. Najpierw trzeba się zalogować. Rabat ważny do końca sierpnia.

Może to poradnik, może nie poradnik, przeczytaj i zdecyduj sam. Książka „PO CO CI LOGO?” powstała z moich tekstów pisanych w większości tu na blogu, ale też w 2+3D, Beauty&Business i Visual Communication. Podpuszczano mnie do sprokurowania jej wielokrotnie, ale jakoś brak było czasu na przejrzenie prawie tysiąca wpisów. Impulsem do tej kompilacji moich tekstów było wydanie, w formie ebooka, innej mojej książki, pierwszego tomu opracowania koncepcyjnego herbu Rzeczypospolitej „projekt Orli Dom”. Ukazała się ta pozycja w Wydawnictwie Ebookowo, w maju tego roku. W końcu jednak nadszedł czas nieco wolniejszy i jest także ta książka, również wydana w wersji elektronicznej, póki co, w tym samym wydawnictwie. Na 264 stronach piszę o sprawach związanych nie tylko z projektowaniem znaku, ale i szerzej o wizerunku,  jego zagrożeniach, a także wielu sprawach łączących się, z tym projektowaniem i budowaniem wizerunku, w sposób pośredni i bezpośredni. Jest zatem trochę  do poczytania i przemyślenia. Co prawda niektóre tematy wywoławcze straciły aktualność, ale to, co przy ich okazji pisałem można spokojnie odnieść do wielu aktualnych sytuacji. Wystarczy wyciągać wnioski z cudzych błędów. I tak na to spójrz Drogi Czytelniku.

Nie ma w tej książce niestety prostych recept, w stylu „jak zostać bogatym w 5 minut” ani też,  tym bardziej, „jak zrobić genialne logo przy użyciu Worda”, sądzę jednak, że jest wiele moich spostrzeżeń, które po przemyśleniu będą  przydatne w życiu, dla obu stron barykady, tak dla prowadzących biznes, jak i robiących w grafice użytkowej. Książkę podzieliłem na rozdziały, jest więc o logo, wizerunku, reklamie, heraldyce, symbolice i konkursach, ale są i varia, czyli tematy nieco na uboczu. Niech Cię jednak Drogi Czytelniku nie zwiedzie ten rozdziałowy podział, częściowo jest on przypadkowy. Większość tekstów bowiem powinna znaleźć się w dwóch, a czasem w trzech rozdziałach. Opisuję bowiem sprawy mające wiele aspektów. Bo czymże jest np. samo logo, jak nie początkiem, punktem startu do budowania z jego użyciem wizerunku, no a tu już wchodzimy w reklamę, marketing i kilka jeszcze drobniejszych detali. Aliści samo logo ma też swoje początki, czy to w postaci formułowania założeń do projektu, określania własnych wizji firmy, strategii tejże firmy. Czy też, już na etapie projektowania, koncypowanie nie tylko kształtu, ale i symboliki, czasem zaś heraldycznych odniesień. A może także, z innej strony, dość modnej, ogłaszanie konkursu i jego merytoryczna ocena, nie na zasadzie podoba się/nie podoba, a właśnie merytoryczne ocenianie projektów. Bo przecież znak firmowy musi być efektywny w działaniu, a nie jedynie efektowny. Musi zapadać w naszą pamięć, a nie jedynie nam się podobać. Czasem jego siłą jest jego kontrowersyjność właśnie, a przez to zapamiętywalność, a czasem tylko jego prostota. Choć z tą prostotą, minimalizmem,  chyba coraz częściej lądujemy na mieliznach nijaczenia i rafach wtórności. Ale co tu gadać, trzeba poczytać, pomyśleć i wyciągnąć wnioski, a na pewno NIE kopiować opisanych przykładów.

Patroni medialni:

http://www.brief.pl/

eGospodarka http://www.eGospodarka.pl/

Marketing przy kawie http://www.marketingprzykawie.pl/

Graffus http://www.graffus.com/


30-letnia dziura

14 czerwca 2015

Tak na marginesie ostatniego wpisu, o znakach z PRL-u, i zadowolenia z przywracania tym znakom ich Twórców, dotąd siedzących po ciemnej stronie księżyca, naszła mnie chęć liczenia. Oczywiście liczenia lat ubyłych, ważnych a zagubionych.

Mamy oto w roku 1969 pierwszą Wystawę znaków Graficznych. Ta pierwsza wystawa zawarła w sobie projekty lat powojennych, od roku 1945 do 1968. To dość burzliwy okres ale jak by nie patrzeć zamknięty w cezurze 23 lat. Druga Wystawa Znaku Graficznego, jej część współczesna, obejmie raptem lat 15, od 2000 do 2015 roku. Między tymi dwoma wydarzeniami zieje dziura zapomnienia, 30 letnia dziura, od roku 1969 do 1999. Ta dziura jest 2 x większa niż planowana część współczesna Drugiej Wystawy, a jednocześnie zawiera w sobie chyba najbardziej dynamiczne zmiany jakie następowały na naszej drodze – od socjalizmu do kapitalizmu, od zachłyśnięcia się zachodem za Gierka, po początki dzikiego kapitalizmu, po zmianach ustrojowych. Część to ważna, bo pokazująca i te zmiany i pokonywanie kolejnych etapów pogoni za światem, zmiany w podejściu do znaku oraz corporate identity. A wreszcie pokazująca ewolucję projektową od krzywików i grafionów po komputery.  Szkoda było by ten ważny dla polskiego projektowania okres pozostawić w cieniu przeskakując.

Dlatego pozwalam sobie na apel – pójdźmy za ciosem i zorganizujmy wystawę znaków z tego zagubionego okresu 1969-1999. Zepnijmy obie wystawy (z 1969 i 2015) klamrą trzeciej, pokazując ciągłość i bogactwo polskiego projektowania znaku, którym na prawdę nie musimy się wstydzić na zachodzie. Chwalimy się Polską Szkołą Plakatu, możemy także chwalić się Polską Szkołą Znaku Graficznego.

Okazja do takiej wystawy jest, w roku 2018, na 100 lecie odzyskania niepodległości. Ale też i z takiej okazji wartało by dodać część czwartą – znaki okresu międzywojnia. A może nawet zrobić jedną wielką wystawę znaków graficznych ze stu lat, od roku 2018 do roku 2018….

Tak mi się marzy, ale mam nadzieję i przekonanie o realności tych marzeń.


durne trendowanie

13 maja 2015

Ostatnimi czasy panuje przedziwna moda, a może raczej powinienem użyć modnego „trend”, na etykietowanie po nowemu starych, znanych od wielu lat rzeczy. Właśnie trafiłem na taki dziwaczny przypadek pod znamiennym tytułem – „Projektowanie logo, czyli pięć trendów, z których możesz skorzystać”. Czytam i zastanawiam się, co jeszcze durniejszego, w obszarze projektowania znaków, da się wymyślić, nie od nowa a zmieniając/wymyślając tylko etykietę. Mówiąc szczerze, Autor tegoż artykułu przypomina mi socjalistycznych urzędasów, którzy postanowili spolszczyć „krawat” i wyszedł im „zwis męski”.

Ale przejdźmy do rzeczy, czyli owych trendów, nie mylić z trądem, które jakoby odkrył Autor.

ad. 1 Custom letterforms

„Rok 2015 to rok customizowanych krojów pisma w znakach firmowych. Oznacza to, że projektant nie wykorzystuje żadnego istniejącego kroju pisma, […], ale od początku projektuje każdą literę”

Nie wiem kiedy urodził się Autor owej genialnie odkrywczej myśli, ale musi być i młody, i nie specjalnie wprowadzony w temat, a nawet rzekłbym zielony jak trawka, inaczej wiedział by, że w erze przedkomputerowej wszystkie znaki, miały logotypy rysowane literka po literze ręcznie. Sprawa więc nie tylko stara, ale nawet baaardzo stara (od circa XIX w.). A teraz co do tytułu tego trenda, nie wiem skąd wytrzasnął określenie „Custom letterforms”, po polsku „Blankiety niestandardowe”, i jak owe „letterforms”, czyli blankiety firmowe, inaczej papiery firmowe, mają się do projektowania logotypu?  Pewnie mu ładnie brzmiało na etykietkę.

ad. 2 Lowercase

Owe „lowercase” to nic innego jak „małe litery”, ale wtedy było by to takie proste i nijakie. By to wyszukanie nowoetykietowe podbudować w opisie tryndu mamy jeszcze akademickie „minuskuły”. No i dziwny wniosek, jaki Autor wyciąga –  „małe litery są przyjaźniejsze i bardziej nieformalne” dlatego chętniej wykorzystywane są przez firmy z obszaru nowych technologii. Czy firmy chcą być nieformalnie postrzegane? A może jest to, po prostu, efekt przenoszenia do logotypu nazw domen?

ad 3 Flat design

Kolejna perełka. „Flat design” czyli „płaskie projektowanie” to jakoby nowy trend. Autor oczywiście nie zna historii znaków firmowych i nie wie, że trendem było ich uprzestrzennianie gradientami, w celu wywołania wrażenia trójwymiarowości znaku, a nie odwrotnie.  Jeśli przyjąć iż nadal obowiązują zasady projektowania znaku, wypracowane przez cały XX wiek, a obowiązują, to podstawą projektu jest zawsze achromatyczna wersja znaku, czyli znak płaski, czarno-biały.

ad 4 Vintage style

Rozbawiło mnie, do łez, to zdanie, przypomnę obracamy się w temacie projektowania znaku – „Charakteryzuje go nie tylko zabytkowa estetyka, ale także częste wykorzystanie tkanin i drewna czy stosowanie przetarć”. Nad tą „zabytkową estetyką” Autor chyba sporo się namęczył. Jak by zajrzał do Wiki miałby z głowy i zrozumialej wyjaśnił – Vintage.

ad 5 Negative space

No niestety, trendem to raczej tego nazwać nie można, znów sprawa stara i odgrzewana. Nie jest to, owszem, zbyt często wykorzystywany patent, ale żadna nowość.

No i na koniec szumna puenta:

„Logo przestało być po prosty obrazkiem, nieważne ładnym czy brzydkim. Dzisiaj logo wyraża całą komunikację marketingową. Opowiada historię, pozwala odkrywać się odbiorcy”

Mówiąc szczerze, to odkrycie, jakiego dokonał Autor, zatkało mnie całkowicie. Bo rozważmy sens po kolei:

„Logo przestało być po prosty obrazkiem” – to dość odkrywcze stwierdzenie patrząc na współczesną historię logo, bo przestało już na przełomie wieku XIX/XX, vide gwiazda Mercedesa.

Logo „wyraża całą komunikację marketingową”, czyli cały marketing to zbudowanie logo? A z drugiej strony patrząc – nie da się w jednym małym znaku zawrzeć całej komunikacji marketingowej. Jest to niewykonalne.

Kolejny passus – „opowiada historię” (logo dla przypomnienia) – a to my z tego opowiadania w logo nie wyrośliśmy aby już w XX wieku? Może, owszem, ale przywoływać jakąś historię, emocje, nie opowiadać. Bo opowiadać może obrazek/ilustracja.

I kolejny –  „pozwala odkrywać się odbiorcy” – i tu mamy dwa wyjścia:

a/ albo to dzieło nieomal na miarę Boscha, z tysiącem szczególików, do kontemplowania i odkrywania godzinami, albo jednak znacznik/mem do zakodowania przez odbiorcę, za którym kryje się domyślna lub rzeczywista wartość. Z którym to znacznikiem/memem klient ma styczność w milisekundach i nie tylko nie trzeba go odkrywać, ale sam powinien pchać się mu w oczy.

b/ jest też druga możliwość rozumienia tego passusu, że chodzi o „odkrywanie się odbiorcy” – tylko co zrobić,  jak odbiorca nie chce się odkryć, bo mu zimno?

Maciej Tesławski ujął to tak:

„Logo to to, z czym odbiorca ma kontakt pierwszy i ostatni. Pierwszy bo najpierw je (powinien) widzieć i na tej podstawie identyfikować markę, a ostatni bo jak nawet nie ma kontaktu z marką – logo „widzi” jako pierwsze z marką skojarzenie. Dlatego logo powinno przekazywać w skondensowanej i prostej formie wszystko, co marka ma do opowiedzenia o sobie. Powinno odwoływać się (nie być kopią) archetypów jakie konsument ma w głowie i budzić pozytywne emocje, bo te skłaniają do kontaktów (zakupowych też) z marką. Nie zgadzam się z „nieważne ładnym czy brzydkim” i logo to nie obrazek, ale symbol/ikona? W symbolu alfa omega zawiera się kawał religii na ten przykład.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy