jak zostać ekspertem

7 lipca 2011

Reklamy przychodzące w spamie mailowym bywają różne, jedne irytują masakrycznym dizajnem, inne są ciekawe i zrobione z polotem, a i dbałością o każdy szczegół, ale częściej zdarzają się takie kwiatki nieprzemyślane, jak ten poniżej. Dodam że przyszedł w mailu pod tytułem Jak zostać ekspertem?

reklama mailowa
No to już wiem jak zostać, wystarczy nie zwracać uwagi na pierdoły… a przy okazji super reklama  profesjonalizmu. Gratulacje.


po oczach i do lasu

22 września 2010

Czytam książki, serio. Taka mała fobia z dzieciństwa, trauma taka, nieszkodliwa a przydatna. Ale coby się nie ośmieszać, żem taki niedzisiejszy, a niedzisiejszy jestem na pewno, bo pono młode pokolenie dobrze jak fejsbuka przegląda i czasami sens łapie, też czytam te różne portale i nawet książki elektroniczne usiłowałem. Tak na marginesie już samo sformułowanie „książka elektroniczna” wydaje się zgrzytać w zębach i profanować ową książkę. No więc jak by nie patrzeć czytuje tu i tam. I zauważyłem dość ciekawą korelację, może to przypadek mój, czyli odosobniony akurat, jak czytam książkę książkową, znaczy na papierze, to mi wyobrażnia pracuje, a jak te elektroniki to ino oczy pracują…

Tak sobie popisałem tytułem wstępu ale nie bez przyczyny. Jest fakt, jest przyczyna, bo czemu ma nie być. Al i Laura Ries w książce „Wojna marketingu z zarządzaniem” przywołują ciekawy test wpływu widzenia na smak. Otóż ni mniej ni więcej test z nieoznakowanymi kubkami, z napojami Coca-Cola i Pepsi, pokazały że klienci wybierają smakowo… Pepsi. Ale jak tylko kubki są oznakowane, to oczami zmieniają smak i wybierają Coka-Colę. A może nie zmieniają tymi oczami, a blokują doznanie organoleptyczne, kubki smakowe przechodzą w stan uśpiony i nie wtrącają się do  naszych wyborów. Naszych? czy raczej narzuconych nam?

Muzyka bez obrazu już nie uchodzi, no chyba że klasyka, ta klasyczna klasyka, od Mozarta i Bacha, a nie np. klasyk gatunku rap, choć mi nic do rapu zaznaczam, przykład taki. Obrazy migają, coś sugerują, nie wiadomo słuchać toto czy oglądać, czasem mam rozbieżnego zeza oczu z uszami, bo jedno sobie drugie sobie leci i nijak spasować się nie chce. A wyobraźnia moja ma wolne, ktoś gdzieś postanowił, jak te obrazy mają wyglądać, zero wyboru, zero zatopienia w dźwięku i przyjemności bycia w nim sam na sam, ktoś permanentnie pcha mi w oczy własne wizje i zmusza do śledzenia co dalej jeszcze głupszego było w tym jego śnie. Nie lubię tych ładowaczy swoich koszmarów w moją prywatność. Ale z drugiej strony wystarczy odrzeć tę muzykę z obrazu i zostaje plaża z umpa-umpa-umpa pa pa. O tekstach samych w sobie nie wspominam, z niegdysiejszych perełek poezji zostały pokątne strzępy i powtarzane setkę razy monosylaby, dlatego wolę piosenki w językach mi całkowicie nieznanych, przynajmniej nie wiem co dukają i stękają.

Co ma jedno do drugiego, i trzeciego również, znaczy książka, muzyka i napoje? ano ową matnię wizualną obezwładniającą i sprowadzająca na manowce. A już wyglądało tak ładnie – książka muzyka i napoje… już już kroiły się nastroje… a tu bach i koniec. Obraz zastępuje doznania i je kierunkuje wedle siebie, a nie po naszej  myśli. Nasza myśl ulotna i zwiewna jak mimoza dostaje obuchem w łeb i szlus. Przesadzam (przesadzam?), to tylko gra plam, obrazów, tekstu zwielokrotniona na maxa zajmuje kanały wizyjne w naszej skołatanej głowie ogromem szumu wizualnego uniemożliwiając przepływ racjonalnych myśli i spokojną analizę doznań. Sza, wyłączyć, zamknąć, odizolować się na miękkiej połaci i zatopić oczy w książce, z literkami, drukowanej na papierze… a wyobraźnia dostaje ostrogę i rusza, jak podniebny rumak, ostro i wysoko. Nagle słyszymy zza ściany ryk reklamy, z właśnie uruchomionego pudła z cudzymi wizjami i szlag trafia wszystko, a nasz rumak orze  już pyskiem po bruku. LUDZIEeee! – zawołał, nikt się nie reagował, wszyscy reklamę podpasek oglądali…

W przywołanej już książce Ries-ów jest taki tytulik – Menadżerowie domagają się lepszych, a marketingowcy odmiennych produktów. Mamy więc wojnę dobrego z odmiennym niekoniecznie dobrze na tym wychodząc. Szukanie bowiem oryginalności i odmienności w wielu wypadkach gubi po drodze to co ważne w produkcie. Zostaje do kupienia tylko owa odmienność, oryginalność okraszona super-hiper opakowaniem bijącym po oczach. Szok wizualny, jakiego doznajemy, pozwala wcisnąć nam cokolwiek, za jakąkolwiek cenę, a my to kupujemy z przeświadczeniem że oto dostąpiliśmy nieba wchodząc tylnymi drzwiami do klasy lux. Kupujemy więc żelazko z golarką, radiem fm i telefonem, choć tak naprawdę potrzebujemy tylko żelazka, takiego do prasowania i nic więcej.

Jedna wielka manipulacja, wszystkimi naszymi zmysłami i to od czau jak zostaliśmy otoczeni, stłamszeni i przygwożdżeni ogromną ilością tego szumu informacyjnego, którego już nie ogarniamy a poddajemy się płynąc z prądem. I o to chodzi, zero przestrzeni nie reklamowej, zero stref zamkniętych dla bezładnego potoku informacyjnego, musisz wiedzieć, czy ci to potrzebne czy nie jakie podpaski są najlepsze i co je gwiazdka x na śniadanie, musisz zyć globalnie a nie prywatnie. Musisz być świadomym konsumentem, przy czym od razu wyjaśnijmy sobie jedno – świadomym że nie masz wyboru, żadnego. Będziesz kupował co dadzą oryginalniejszego, wymyślniejszego z gwarancją ułudy lepszości nie towaru a twojego statusu. Już po mału nie pytamy czy to dobre a czy to modne, cool, topowe… Jakość? a jakoś.

PS Pisane w lesie, na polanie i kolanie, własnoręcznie, ołówkiem kopiowym, z dala od szumu informacyjnego. Normalnie wywiałem w bliżę spokojności ocieplonej słoneczkiem. Nie jest tak źle, jak nie ma tego chaosu po oczach.


Zimny Lech jednak ok

14 września 2010

No i mamy stanowisko Komisji Etyki Reklamy w sprawie „Zimnego Lecha”

„Zimny Lech” niedaleko Wawelu nie narusza dobrych obyczajów.

No i piknie.


Zimny Lech i…

1 sierpnia 2010

i… witajcie w paranoji.

Pod Wawelem, w Krakowie, stanęła wielkoformatowa reklama piwa Lech.  Lato, najlepsza pora, najlepsza lokalizacja. „Pod Wawelem” to trochę w przenośni, w Krakowie wszystko jest „pod Wawelem” a jak pisze pardon.pl, jest stosowna dokumentacja foto na okoliczność,  trzeba parę kroków specjalnie zrobić:

Kiedy krakowski turysta wyjdzie z Wawelu nad Wisłę i uda się w kierunku Skałki, widok spotka go niecodzienny. Jeśli stanie na moście Grunwaldzkim, po jednej stronie będzie miał zamek wawelski, gdzie spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy.
A po drugiej gigantyczny baner na hotelu Forum z reklamą Lecha. Zimnego Lecha.

Bilboard jak się patrzy prezentuje in flagranti naklejkę piwa Lech i co? No i afera. PiSowscy posłowie będą bojkotować piwo, bo im się skojarzyło (sic!) ze świętej pamięci Prezydentem. Toż trzeba mieć duży problem z oczami, może okulista pomoże? Gdyby to w radiu szło, to rzeczywiście mogłyby być to aluzyjne słowa w określonym kontekście, ale z taką wizualizacją? Piszą o uwłaczaniu pamięci, tym bilboardem, ale, moim zdaniem owszem, uwłaczanie jest tyle że takimi skojarzeniami. Witajcie w paranoji. Za chwilę okaże się że niewłaściwie kojarzy się KKS Lech, bo na mecze przychodzić mogą kibole, PPHU Lech – zajmujący się utylizacją odpadów (a fe), czy hotel Lech, spanie to też może być aluzyjna sprawa. A każde dziecko urodzone po 10 kwietnia i mające na imię Lech, to na cześć….  A może tylko się podobało rodzinie,  po prostu?

Spokojnie Panowie, nie wszystko odnosi się do, jest aluzją czy kpiną. Weźcie głęboki oddech i łyk zimnego Lecha, może przejdzie. Chyba, że… to marketing szeptany, choć adekwatniejsze do tych gromów będzie „marketing krzyczany”, wspomagający sprzedaż, bo nic tak nie robi dobrze sprzedaży,  jak zadyma.

PS. Marek Kondrat na owsiakowym Przystanku Woodstock powiedział:

„Polska nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest nasze życie. Bo ono jest jedno. Jeżeli będziemy zadowoleni z życia, to Polska też na tym zyska”

I tak to jest.

PS (5.08.10)

Panowie posłowie, od skojarzeń niecnych, strzelili sobie zdrowo w stopę i teraz maja problem, jest nowy bilboard -  „Ożyj i zwyciężaj”. I jak tu protestować? a to Panowie podejrzewam dopiero początek medialności tego miejsca. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co się stanie, jak się znajdą obrońcy zdejmowanego za miesiąc.


    • Translate to:

  • Nowe

  • Archiwum

    • [-] 2012 (10)
    • [+] 2011 (135)
    • [+] 2010 (134)
    • [+] 2009 (108)
    • [+] 2008 (88)
    • [+] 2007 (70)
    • [+] 2006 (52)
  • Tematy

  • Tagi