Aneba raz

31 stycznia 2013

Trochę znudziły mnie już utyskiwania na wszystko w koło, a na dizajn w szczególności, więc zamierzam wlać do tej łyżki dziegciu sporą beczkę miodu. Dzisiaj inauguracja, ciekawego, mam nadzieję, cyklu prezentacji  pod wspólnym hasłem „md+” (spróbujcie sami rozszyfrować ten skrót). Dzieje się sporo i to bardzo ciekawych rzeczy, wartych propagowania i pochwalenia. Więc zaczynam chwalić.

Na pierwszy ogień idzie Aneba – krój pisma zaprojektowany przez Mateusza Machalskiego, CEO studia Borutta. Krój ciekawy i może się podobać. Dzięki uprzejmości Mateusza mam możliwość pobawienia się nim i przyznam daje ciekawe możliwości stosowania.

O powstaniu, impulsach i niuansach opowie sam Autor kroju Mateusz Machalski.

Aneba jest bezszeryfowym jednoelementowym krojem o przyjaznym charakterze. Głównym impulsem do powstania tej rodziny był cel zrobienia czystego kroju z mocnym, wyrazistym detalem.

ANEBA proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz MachalskiANEBA, proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

Istotna była obserwacja tego co obecnie dzieje się na rynku. Powstaje niezliczona ilość ciekawych i wybitnych realizacji takich jak: Proxima, Nexa, Verb, Halis etc. Jednak wolałem trochę odejść od tendencji mocno geometrycznych grotesków na rzecz czegoś o bardziej organicznym charakterze, czegoś przyjemnego budzącego zaufanie i ciepłe odczucia. Ważną obserwacjo-inspiracją była rodzina TIMELINE zaprojektowana przez Mariana Misiaka. Ink traps (pułapki farbowe) w wersji italic tego kroju uświadomiły mi jak ciekawie i pożytecznie może działać mocny detal w literze.

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

Zamierzeniem było, żeby Aneba wyglądała dobrze zarówno w małym rozmiarze jak i przy znacznych powiększeniach. Istotnym elementem tego kroju są zmiękczone linie diagonalne w literach posiadających skosy : AVWKXY. Dzięki temu zabiegowi poszczególne glyphy nie rzucają się tak mocno w oczy.Wydłużenia górne wersalików przebiegają nieco ponad wysokością wielkich liter.

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

ANEBA, proj. Mateusz Machalski

Wszystkie odmiany w posiadają znaki diakrytyczne pozwalające na używanie jej w przeszło 40 językach. Mam nadzieję, że wkrótce doprojektuje przekład Aneby na cyrylice. Cała rodzina składa się z 5 grubości w dwóch odmianach: regular oraz oblique. We wszystkich odmianach niezmienny pozostaje charakterystyczny ink trap (pułapka farbowa) w punktach styku.

A teraz informacja dla zainteresowanych krojem Mateusza: całą rodzinę można kupić w promocyjnej cenie 20$ na MYFONTS. Albo targować się z Autorem drogą mailową: mmachalski@gmail.com

Do krojów Mateusza Machalskiego być może jeszcze wrócę, Aneba to nie jedyne jego dzieło. Mam też zamiar wybrać się do studia Borutta, na rozmowę, robią dużo dobrej roboty. Ale to na razie w planach.


Nazwisko i co dalej

19 listopada 2006

Kwerenda internetowa przynosi czasem efekty niespodziewane. Googlowanie za tematem sprowadza nas na ścieżki poboczne, acz interesujące na tyle, by ten główny wątek gdzieś się zapodział w gąszczu internetowej pajęczyny. Przy okazji takiej właśnie wycieczki w poszukiwaniu „czegoś tam poważnego”, nieopatrzne wpisując zły adres, trafiłem na stronę X. Zaciekawiony podążyłem ścieżynką kolejną i kolejną, od jednej do drugiej strony aż wylądowałem na niepozornej polance. Pod przydługim mianem Serwis heraldyczny Ośrodka Dokumentacji Wychodźstwa Polskiego w Pułtusku krył się, ni mniej, ni więcej, „Słownika nazwisk współcześnie w Polsce używanych” pod red. Prof. Kazimierza Rymuta, a właściwie jego internetowa wersja

Niby nic ciekawego, aliści zafrapowała mnie myśl iluż to moich współobywateli dzieli ze mną nazwisko, jak dziadek twierdził – nazwisko rzadkie, a jak Włoszczyński to musi rodzina, więc tym bardziej korciło. Wynik – 397osób. Hmm…. za dużo rzeczywiście nie jest, zakładając jednak jakieś więzy i koligacje całkiem spora rodzina. W samym warszawskim jest 24 familjantów. Przypomina mi się sytuacja taka, sprzed lat parunastu – pani w banku pyta czemu nie wziąłem od razu większej sumy, za pierwszej bytności godzinę wcześniej, chwila konsternacji, bom wcześniej nie był… i… okazało się mam imiennika.

W częstochowskiem nazwisko powtarza się 51 razy, co i nie dziwota, tu pono było czas pewien gniazdo rodu, jak mawiał dziad mój. Dane, co prawda, prezentują występowanie nazwiska w Polsce na początku lat 90., naturalnie XX wieku. Teraz pewnie nas mniej, gdy niektórzy odeszli na zasłużony a wieczny odpoczynek. A może nas więcej? boć się młodzi podówczas pożenili, mają pewnie dzieci, wnuki….

W kaliskiem, gdziem się rodził, tylko 18, a i to nie potrafię zliczyć do 3 rodziny mi znanej. We wrocławskiem za to, gdziem pacholęciem i młokosem nauki pobierał, najliczniej – :53 osoby. Nietrudno się zliczyć – rodzice, bracia z rodzinami, a i wujostwo z Pisarzowic z potomkami, po linii brata dziadka. No może nie wszystkich,. jeszcze mój ojciec śp, znalazłszy w książce telefonicznej oficera o tym nazwisku, do korzeni wspólnych nie doszedł. Czytam i dumam nad tą rodzinnością. Są te wspólne korzenie? a jak daleko w przeszłość? Ile prawdy w tych zapamiętanych fragmentach opowieści dziadkowych o Łotwie, o kucharzu armiji Napoleona… A co z Poznaniem? A trafiłem spis posesji, z roku pańskiego1972. Wymienia on Krzysztofa Włoszczyńskiego właściciela domu murowanego na Wrocławskiej ulicy, pod nr. 293. Dla ciekawych owego spisu – http://www.bkpan.poznan.pl/biblioteka/JW70/poz-baz.htm Co z żołnierzami armii Hallera w Stanach? Janem i dwoma Władysławami. Jak to powiązać i ułożyć?

Wracam pamięcią do opowiastek dziadka i liczę te zapamiętane, właściwie niechcący. Nieliczne to drobiazgi, z których nijak ułozyć jakąś zborną historię. Wtedy były to bajdy nieistotne, słuchane czasem jednym uchem, bo na dworze grali w piłę… Niedopytane szczegóły, niezapisane fragmenty uleciały. Ojciec wiedział i, też nie dane było dopytać, ważniejsze sprawy oraz codzienność przesłoniły, zabrał tę wiedzę ze sobą, na tamtą lepszą stronę… Zostało znów kilka urywków, kilka zdjęć stareńkich, nieopisanych i podniszczonych. Kto na nich jest? nie wiem… Wtedy nieistotne szczegóły, teraz, wraz z wiekiem, powracają i męczą..

A przecież to tylko po mieczu i tylko w Polsce. Gdzie koligacje po kądzieli? Wroteccy (344), Glapińscy (1030), Marciniakowie (36969), Gralowie (2739)… i wiele innych nieznanych mi rodzin.

Kiedyś zjazdy rodzinne, z racji pogrzebów i wesel, choć w części cementowały familię, pozwalały poznać koligacje – kto zmarł a kto narodził, z kim się żenił, gdzie wyjechał… Trudne czasy PRL a rodzinności jednak było dużo więcej niż teraz. Zmieniły się czasy, odeszło stare pokolenie, rozmyły więzy, wszystko się pogubiło…

A może jednak jest jakaś nić łącząca, nić po której da się wrócić do korzeni, do familijności? Onegdaj odezwał się, namierzywszy mnie w internecie, brat stryjeczny, powrócił na ojczyste łono po wielu latach spędzonych w Afryce. Może teraz internet pozwoli na ten powrót do familijności? wirtualnej aleć zawsze familijności..

Ciekawym częstości występowania własnego nazwiska podaję link – http://www.herby.com.pl/herby/indexslo.html


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy