U K R A I N A

20 lutego 2014

Z  cyklu znaki czasu.

Ukraina, Kijów, Majdan, luty 2014…

Ukraina luty 2014

© Andrzej-Ludwik Włoszczyński, 2013. All Rights Reserved.


Odessa kotwiczy

1 sierpnia 2012

Po iluś tam prezentacjach polskich znaków miast i miasteczek, jak i tego co się pojawia u sąsiadów, w Czechach oraz Niemieckich landach, przyszła kolej na Ukrainę.

Oto projekt identyfikacji miasta Odessa, autorstwa Art. Lebedev Studio (Moskwa-Kijów-Nowy Jork).

nowy znak Odessy

„The logo elegantly weaves together an anchor, heart, lighthouse, waves, and power”

wizualizacjewizualizacje

Podejście dość banalne: Odessa > port > statek > kotwica. Do tego wszechobecne ostatnimi czasy nawiązanie do serca, „kochania”, kolejnego miasta. Którego to już miasta…. A co z innymi portami ukraińskimi? Kotwica zajęta, chyba, że stanie się lejtmotywem, jak serce.

Tak przy okazji i na marginesie – mamy dwie  różne tendencje w budowaniu znaków/identyfikacji miast. Z jednej strony identyfikacje oparte o strategie, budowane skrzętnie i celowo, oparte na mniejszych lub większych badaniach i fokusach. Z drugiej znaki budowane na hasło „jaki koń jest każdy widzi”, w trybie konkursu „na misia”. W sumie dochodzę do wniosku, że  obie tendencje mają pełną rację bytu, z prostej oto przyczyny – większość tych skrzętnie pisanych strategii ląduje w szufladzie, zostawiając całą robotę ich stronie wizualnej – znakowi lub fragmentom identyfikacji. Piszę fragmentom, bo jakoś dziwnie to wprowadzane niekompletnie, na ogół, coś tu, coś tam ciapnięte. Założenia pierwotne  są, nie kontynuowane, rozwijane, wchodzą kolejni poprawiacze, pod dyktando chwili preparujący kolejne odsłony etc. Sprowadza się to, jak widać, do jednego i tego samego – znaku, samego, co ma czynić cuda. Problemy pojawiają się, niestety muszą, przy tych solidniejszych opracowaniach, opartych o wypracowaną strategię, która naturalnie schowana, w szufladzie. A schowana, bo cenna, a ludzie i tak nie zrozumieją. Pozostaje więc znak/identyfikacja oderwany od treści i robiący za cudaka, jak znak merca na hulajnodze, któremu się dziwują, protestują, opluwają i dopisują interpretacje z innych epok, bajek i snów, nie mając dostępu do tej prawdziwej. Wygląda to czasem komicznie, gdy nowy znak przypisywany jest jakimś starym hasłom czy strategiom  dawno minionych lat i nijak się nie chce zgadzać z nimi, w żadnej warstwie.  Bo niby jak miałby się zgadzać.  Tak sobie myślę, że może rzeczywiście miastom nie są potrzebne żadne strategie. Wystarczą same znaczki, jakiekolwiek, byle były ładne, podobały się wszystkim. I tak przyjdzie w sumie powyborcza zmiana i zamiecie, po swojemu.

A Odessa kotwiczy…


Brief tłumaczy chęci

30 października 2010

No i jest proste wytłumaczenie znaków miast gospodarzy  Euro 2012,  w Brief. Swój artykuł Michał Jabłoński zatytułował tak –  „Logotypy nie tak straszne jak je malują”. I ja się z tym twierdzeniem, proszę Autora,  w pełni zgadzam, bo trudno by było straszne coś, czego nie ma, czyli owe logotypy. Logotyp, mistrzuniu, to część tekstowa znaku, nie obrazek.

Paweł Madler, krajowy koordynator ds. promocji w spółce PL.2012 tłumaczy:

Zależało nam aby te projekty były od siebie różne. Chcieliśmy żeby zawierały one w sobie elementy które promują te miasta na co dzień aby były tak naprawdę element większej strategii promującej je. Stąd właśnie w logotypach poznańska gwiazdka i warszawska syrenka. Problem był z Gdańskiem i Wrocławiem które nie mają jasno zdefiniowanych elementów identyfikacji graficznej – mówi Madler.”

Założenia są jak najbardziej ok i nikt ich nie neguje. Problem wcale nie w założeniach, a w wykonaniu, vide Wrocław, przełożeniu tychże założeń ich na znak graficzny.

„Przyjęcie tego typu strategii było na pewno podyktowane doświadczeniami poprzednich organizatorów mistrzostw. Austria i Szwajcaria swoje miasta promowały poprzez zunifikowane logotypy przedstawiające ich najbardziej charakterystyczne budowle. Te założenia okazały się chybione. Grafiki promujące miasta w ogóle nie trafiły do świadomości kibiców. Poza tym po mistrzostwach nie były w żaden sposób „kontynuowane”.

Teraz trafiają, sądząc po forach kibiców, choć niekoniecznie w formie właściwej.  O kontynuacji i spójności z dotychczasowym wizerunkiem, poza Poznaniem, też raczej można zapomnieć  i, stawiam w ciemno, skończy się jak w przywołanym przykładzie.

Pada też w Brief  „słuszne” pytanie:

Sprawa ta wywołała dużo, z reguły negatywnych emocji. Czy jednak słusznie. Czy w momencie gdy przyjrzymy się zaprezentowanym propozycjom z nieco szerszej perspektywy, nie zyskują one na wartości?

To może ja też dodam swoje pytania, do autora tekstu w Brief:
–  czy wartości wystarczą by bylejakość wizualną zagdakać?
– czy szersza perspektywa ukryje brak pomysłu na znak, na spójność w promowaniu miasta z dotychczasowymi znakami, na kiepski design rodem z klipartów? i jaka to musi być szeroka perspektywa, by tego nie widzieć?
– czy perspektywa  automatycznie dodaje wartości znakowi?

Brief pokazał też, ale na Facebooku, znaki ukraińskich miast gospodarzy – Lwowa, Charkowa, Kijowa i Doniecka.

znaki ukraińskich miast gospodarzy EURO 2012

Przyznam, co nieco znając ukraiński design, spodziewałem się czegoś więcej…


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy