Konkursidła

24 czerwca 2006

Konkursy na „jakisiś” projekt graficzny, urządzane przez różnorakie instytucje, przypominają mi konkursy piękności. Tu i tam do ostrej rywalizacji startują „obiekty” różnorakie pod względem pochodzenia, wiedzy, parametrów, „ubiorów”. W jednym i drugim wypadku wynik to loteria, uśrednianie gustu publiczności i jury. W jednym i drugim wypadku preferowana jest ładność, obojętne co to słowo znaczy. I tu zaczynają się schody czyli różnice. O ile super piękność może nie mieć nic do powiedzenia, nikt tego nie zauważy, każdy wpatrzony w kształty i mrugający rzęsami uśmiech, o tyle w konkursowych projektach sama ładność nie wystarczy musi coś „powiedzieć”, a przynajmniej powinien. Taki projekt, w przeciwieństwie do zabawy w wybory super babki, ma czemuś służyć. Czemuś i komuś. Konkretnie komuś – organizatorom, i czemuś – do konkretnych posunięć promujących.

Wybór tej czy innej misski nie ma większego znaczenia, poza estetycznym, ani dla nas, ani dla naszej organizacji czy biznesu. Wybór tego czy innego projektu takie znaczenie ma, dotyka nas bezpośrednio. Wybory miss to zabawa dla ludu, wybór projektu to, być może, nasza wygrana lub klęska w walce z konkurencją. Żonie nie damy prowadzić samochodu – bo porysuje, ale małolat-amator rysujący nam po wizerunku biznesowym już nie przeszkadza. Tam znamy wartość straty, są wymierne i realne – koszty lakierowania i blacharza, tu nie mamy pojęcia o stracie – bo to klienci, którzy nie skorzystali z naszych usług i poszli do konkurencji

Kobiety mają swoisty instynkt przetwarzania i dostosowywania powszechnie dostępnych, masowych ciuchów w niepowtarzalny, własny styl ubierania się. Styl ściśle dopasowany do Niej. Instynkt poszukiwania własnej oryginalności i niepowtarzalności. Po co ten ta wtrącona refleksja? per analogiam.

Firma czy organizacja każda walczy o własną niepowtarzalność i oryginalność w oczach klienta i każda chce poprzez własny wizerunek być dobrze i długo zapamiętaną. Czy kobieta wpadłaby na pomysł zorganizowania konkursu na własny image? nie sądzę, ale wystarczy spytać. Te, które takową potrzebę odczuwają oddają się w ręce specjalistów – stylistów, krawców, fryzjerów itp by wydobyli piękno, te wszystkie najważniejsze przymioty, tonując naturalnie wady, o ile są. Proste?. Za proste dla wymyślaczy konkursów na projekt graficzny „czeguśtam”. Nikt nie wpadnie na pomysł by zaprosić do położenia skomplikowanej instalacji elektrycznej pana Stasia, który właśnie był nabył śrubokręt w drodze kupna. – No co Pan zwariował. – Toż to grozi porażeniem prądu! – On nie ma żadnej wiedzy, nie odróżnia kabla od wtyczki…. itp. itd. A pokażcie mi wymyślacza konkursu, poza konkursami zamkniętymi, tylko dla specjalistów rzecz jasna, któremu przez łepetynę przeleci choćby mgiełka, cień ulotny takiej myśli w wypadku projektu. No fakt, porażenie prądem tu nie grozi. A co tak naprawdę grozi? Niby nic. Co groziłoby kobiecie, na którą zakładamy niedobrany do jej stylu i tuszy, kolorystycznie wrzeszczący ciuch, robimy nieodpowiedni do jej urody makijaż, dodajemy wojskowe buty itp upiększamy? Nic wielkiego – klapa, ośmieszenie, karykatura – do wyboru. A miało być pięknie…

Siedzimy w czwórkę w ogródku piwnym, żar z nieba, leniwe życie za oknem, pod parasolem z kufelkiem w dłoni jakoś chłodniej i milej. Gawędzimy o niczym, czyli o życiu, jak to z kumplami „z piaskownicy”. Jaś chwali się, ze ostro ciągnie biznes i idzie coraz lepiej, śmieje się ze mnie -nie wydałem grosza na grafika. Ha ha ha. Zrobiłem parę konkursików i mam wszystkie druki i logo za circa 300,-.  Po co przepłacać u was fachowców. Ha ha ha. Mój konkurent się wysadził z logo i bulnął 10 patoli, bo ma „identyfikacje” – Jasiu to ten co zaczął rok temu? -Ta. – A ty już ile ciągniesz? – No 8 lat i nieźle przędę, nawet brykę zmieniłem, dwa lata temu. – Jasiu a jak wyglądasz w branży, jesteś nadal pierwszy? – No nieee, byłem, ale… Jasiowi rzednie mina i zaczyna się monolog o złośliwości losu – ten … dopiero zaczął, a już ma 1 miejsce, klientów mi zabiera …. itd. itp. Złośliwość losu? hmm…

Siadamy i piszemy, spod dużego palca, tak – Konkurs na znak promujący/firmy/serwisu …. nagroda… /im mniej tym lepiej, dla naszej kasy/ i wioooo do sieci, do gazety albo na słup. Kto żyw siada i projektuje, szkicuje, gryzmoli i nadsyła, nadsyła aby dorwać tę nagrodę. Kto żyw z wyjątkiem tych co powinni, czyli specjalistów. No ale „no problem” w komisji też ich nie będzie. Bywają a jakże kryteria dodatkowe np. tylko zamieszkali u nas, albo tylko od lat 18, tylko dla posiadających kota itp duperele. Ciekawe, nigdy nie spotkałem zastrzeżenia „tylko profesjonaliści mile widziani”. No, ale tu akurat nie dziwota, ogłaszający konkurs dokładnie wie, że suma nagrody jest żenująca. Wyniki? w większości podobne do nagrody.

Tytułowe konkursidła, czyli konkursowe sidła, są niby dla frajerów – za małe pieniądze duży efekt, usidlają jednak, na ogół, organizatorów -bez efektu i długo.


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy