Łódź 2 polemika

11 grudnia 2011

Polemika adwokata diabła.

Na swojej stronie odniósł się do nowego logo Łodzi Adam Jarecki, pewnie machnąłbym ręką, gdyby nie dziwność, weryfikacji jaką zastosował Autor, przy pomocy też dziwnych czasem tez Piotra Sajnoga:

Nowe logo Łodzi łamie cztery z pięciu podstawowych zasad dobrego logotypu. Daje radę tylko z jednym.

Sprawdźmy.

1. PROSTOTA
Prostota logo czyni go łatwo rozpoznawalnym, uniwersalnym i łatwym do zapamiętania. Powinno zawierać w sobie unikatowe elementy ale z drugiej strony nie powinno być „przerysowane”. [w znaczeniu nadmiaru formy – przyp. AJ] Tymczasem nowe logo Łodzi jest nieczytelne, niezrozumiałe, wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu.

No i mamy pierwszy pasztet, bo niby chodzi o prostotę formy, ale wyciągana jest unikatowość. Na dodatek nie może zawierać „nadmiaru formy” – tyleż to stwierdzenie prawdziwe co bałamutne, vide logo Bahamas zawierające więcej tej „formy”, niż to łódzkie, i w niczym to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie. Prosta formy niekoniecznie przekłada się na czytelność – tu akurat forma (liter) jest aż za bardzo prosta, a czytelności brak. Z kolejnym stwierdzeniem trudno się zgodzić, że „wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu”, i to z dwu powodów: a/ nieczytelność liter nie musi mieć wpływu na czytelność samego komunikatu, który akurat tu jest w pełni jasny, choć niejasne jest przypisanie do miejsca; b/ autor oczekiwał chyba łopatologii, która dawno już przeszła do historii projektowania – szewc=but.

2. ŁATWOŚĆ ZAPAMIĘTANIA
Konia z rzędem temu, kto po obejrzeniu nowego logotypu umiałby narysować je z pamięci. Byłaby to zresztą pouczająca zabawa, gdyż pokazałaby jak właściwie te kreski i kropki ludziom się kojarzą.

O ile warstwa skojarzeniowa może być tu rzeczywiście bogata, co nie jest minusem, to jednak nie ona jest najistotniejsza, istotniejsza jest wartość mnemotechniczna całości znaku. Nie jest problemem dla wprawnego odrysowanie znaku z pamięci, mógłbym w tym miejscu złapać Autora za słowo i poprosić o tego konia, z rzędem. Obserwator niewprawny nigdy odtwarzać manualnie nie będzie, to kwestia nie odtwarzania a zakodowania kalki i mnemotechnicznego odtworzenia/wywołania w pamięci, więc po cóż to porównanie. Tu kwestią otwartą  jest – czy zapamięta znak w całości, czy tylko jego fragmenty. Gdyby jednak potraktować poważnie ową przywołaną manualność, potrzebną Autorowi do zapamiętania, szkolne, mozolne kreślenie literki „A”, by ja zapamiętać, jak pies Pawłowa, to ręczę że nie jest w stanie prawidłowo narysować nawet znaku NIKE, różnica będzie zawsze, co nie ma wpływu żadnego na tego znaku rozróżnialność.

3. PONADCZASOWOŚĆ
Czy nowe logo Łodzi przetrwa próbę czasu i będzie tak samo świeże, inspirujące i ciekawe za dziesięć lat? Wolne żarty.

Tu się zgadzam, z jednym, że to wolne żarty, to co napisano wyżej. To znak promocyjny, zatem o ponadczasowości możemy nie rozmawiać w ogóle, bo niby jakiej? Znaków promocyjnych nie robi się na wieczność. Zresztą, praktycznie nie ma już znaków ponadczasowo niezmiennych. Ten znak jest do tej, a nie innej, strategii. Zmieni się strategia i postawione cele, zmieni się znak, bo musi. Znak promocyjny, to nie herb, choć gdyby  autor prześledził historię heraldyki miejskiej , to szybko zauważy wpływ różnych czynników, choćby polityki czy zależności gospodarczych, etc.,  na ów znak. Ma tu też swoje pięć groszy najzwyklejsza moda – vide kształty tarcz i kartuszy, ale i samo odwzorowanie godeł.

4. ZROZUMIAŁOŚĆ
Tutaj Sajnog trafił w dziesiątkę, podając przykład kancelarii:
Zastanawiając się nad projektem logo, należy zwrócić uwagę na to, czy jego wymowa jest odpowiednia dla firmy, którą reprezentuje. Nieprawidłowe logo: (…) nazwa kancelarii prawniczej napisana czcionką wyglądającą jak ręczne pismo małego dziecka. Takie logo na pewno nie doda prestiżu firmie. Taka czcionka powinna być użyta w logo sklepu dla dzieci a nie w nazwie banku czy instytucji prawniczej.

Sajnóg nie trafił, niestety nawet w pole tarczy, bo nie ma to nic wspólnego ze zrozumiałością, za to dużo z adekwatnością formy do treści, to spora różnica.

Czcionka (?) użyta w nowym logotypie Łodzi byłaby bardzo dobra dla Muzeum Sztuki, galerii malarstwa lub sztuki współczesnej. Nie ma jednak żadnego związku z tym, z czym Łódź chciałaby być kojarzona: z nowymi technologiami, innowacyjnością, nowoczesnością.

Z tym można by się i po części zgodzić, gdyby nie fakt, że ujęcie tych wymienionych cech w jedno pojęcie ” przemysły kreatywne” nieco zmienia obraz i wydzwięk.

Podam przykry argument: Strzemiński i Kobro nie żyją od 60 lat. Są fundamentem sztuki współczesnej, ale nie są siłą rzeczy postaciami „nowoczesnymi”.

Drogi Autorze, to że nie są współcześni, żyjący, nie oznacza że nie są nowocześni. Wielu współczesnych twórców, jak najbardziej żyjących i chyba żywych,  jest bardziej de mode i staroświeckich niż akurat ta para artystów. Mnie bardziej martwi  ów krąg zaklęty, w jakim Łódź sie obraca, krąg awangardy i li tylko awangardy miedzywojnia, jako sztandar na każdą możliwą okazję, vide znak sejmiku wojewódzkiego, chyba że co łódzkie, to wojewódzkie, a poza awangardą ino pustynia, w co akurat nie wierzę.

5. UNIWERSALNOŚĆ OSADZANIA

Swoją drogą ciekawe określenie to osadzanie, tylko nieco wydumane. Chodzi jak rozumiem o egzekucję znaku na wszelkich nośnikach.

Logo musi być równie efektowne, gdy będzie wydrukowane:

Efektowne nie musi, musi być efektywne, to spora różnica.

„w jednym kolorze; w negatywie (jasny kolor na ciemnym tle); w rozmiarze znaczka pocztowego; w rozmiarze billboardu na ulicy”.

A inne media? druk to nie wszystko, co można ze znakiem zrobić, vide panele led, formy przestrzenne itd. Przyjęcie zaś założenia minimalnej wielkości znaczka pocztowego też trochę dużawe, znak da się, powinno się dać, zmniejszyć dużo bardziej, nawet do 5 mm podstawy.

I to jest jedyny punkt, który nowe logo Łodzi spełnia w 75% (poza tym znaczkiem pocztowym).

Co do procentów można by się i zgodzić (ze znaczkiem), przy założeniu stosowania samej tylko wersji kolorowej, z racji owej żółci, uciekającej nieco, 25% odpada. Ale, przy założeniu realnego stosowania, wszystkich wersji, może być to dużo więcej, niż tylko owe 75% spełniania.

A teraz przejdźmy do kolejnej części. Bo i kolejny wpis Jareckiego, reminiscencje z panelu dyskusyjnego, dotyczącego logo Łodzi, trudno zostawić bez choćby zdania.

„najciekawsze było wystąpienie Grzegorza Kiszluka z Briefa, który niejako „na dzień dobry” wylał kubeł zimnej wody na wszystkich pasjonatów brandingu samorządowego. Stwierdził on, że tak naprawdę logo może być jakiekolwiek, bo jest obietnicą tego, co dane miasto może zaoferować. Jeżeli logo obiecuje coś, czego w danym mieście nie ma – jest skazane na porażkę, tak jak złoty papier owijający nietrafiony prezent.”

Nie wiem czy tak to padło, czy też autor nieco zmienił sens, nie byłem. Ale, pomijając kto powiedział, skupmy się na tym co powiedział. A nie powiedział kompletnie nic nowego, że logo może być jakiekolwiek, bo może, co widać naokoło. Tak się bowiem składa, że albo znak dobrze pasuje i identyfikuje strategię, albo nie ma nic ino ładne/nieładne logo. Czy ono dobre, czy nie, okazuje się w praniu, czyli ponoszonych kosztach. Niestety z kolejnym przemyśleniem już zgodzić się trudno, chodzi o obiecywanie tego co jest. Otóż znak niczego takiego nie musi identyfikować, bo to nie kwestia tego co wyłącznie jest, a tego jakie cele wyznaczamy i chcemy osiągnąć, i to te cele znakuje logo, jak i ich wprowadzanie w czyn. Gdyby przyjąć założenie znakowania tylko tego co jest, wedle Kiszluka, czy może Jareckiego, to na co zdałoby się tworzenie logo na początku? logicznie należałoby najpierw osiągnąć cele, dopiero potem, jako już istniejące, je znakować, tyle, że to z lekka bez sensu, o czym obaj Panowie milczą, albo przeoczyli. Jeśli strategia zrealizowana, cel osiągnięty bez identyfikacji, to po co ta identyfikacja? tym bardziej, że finał na ogół jest początkiem wyznaczania nowych celów do osiągnięcia.

Autor stawia, jak mu się zdaje, retoryczne pytanie:

gdzie w Łodzi masz przemysły kreatywne, które tym nowym złotym papierkiem będziemy opakowywać?

Otóż drogi Autorze, łodzianinie, rozejrzyj się nieco po swoim mieście. Zaczątki widzę nawet ja, ślepnący i z odległości. A co będzie dalej zobaczymy, Rzymu nie zbudowano z dnia na dzień. Identyfikacja nie jest li tylko opakowaniem, bo wtedy opakowaniem by ją zwano, ale rzeczywiście nim być może, jeśli za nią nic nie stoi, albo strategii, wypracowanej, się nie realizuje.

Tak jak przypuszczałem jeszcze przed panelem, nowe logo Łodzi jest po prostu swoistą odmianą dzieła sztuki i tylko jako takie ma sens istnienia. Natomiast jego siła promocyjna, aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian, z których pieniędzy powstało, przepadł w pomroce dziejów.

Ciekawe na jakiej podstawie Autor neguje wartość promocyjną (jak to zbadał?) i co to jest takiego „aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian „?. Bo chyba nie chodzi o ilość włażących w oczy egzekucji czy załapanie się na gadżety, pomijając oczywiście fakt że logo nie jest wyłącznie do wewnątrz skierowane.  Ciekawe też skąd się Autorowi wzięło okrąglutkie i beztreściowe „przepadanie w pomroce dziejów” bo logo raptem ma parę dni i na dobre jeszcze nie rozpoczęło swojej egzystencji, ale z drugiej strony chwytliwe te przenośnie w zestawieniu z wielkością kasy i dla dobra ogółu podkręcające, że oto „gore, naszą krwawicę wydawają”, a jak nie wydawają, to też źle, bo „inni mają, a my..” .

Ja mógłbym zweryfikować krótko to logo, w oparciu o 4  najważniejsze cechy dobrego logo według J.S.B. Morse’a, wedle których logo, logotyp musi:
1. spełniać podstawowe zasady projektowania
2. być funkcjonalny
3. dobrze reprezentować firmę
4. być unikatowy

ad1. jest dobrze, choć znak nie stanowi jedności,
ad2. powinien dać się egzekwować w miarę dobrze, poza zastrzeżeniem co do koloru żółtego,
ad3. czy dobrze reprezentuje okaże się w praniu, czyli co zostanie zbudowane, jako jego wsparcie,
ad4. unikatowy jest bezsprzecznie.

Osiołkowi w żłoby dano w jednym owies, w drugim siano…. chciałby oba zjeść… oba mieć.

Poczytaj też logo Łodzi odcinek 1.


Prostota kija

6 sierpnia 2008

Gorący łeb
Właściwie miało tego wpisu nie być, bo pewnikiem parę osób się obrazi, ale jednak skrobnę, ze względu na kolokwializm, jakiego użyłem w prywatnym rozchoworze, a ów, jako cytata, za moim przyzwoleniem, poszedł w świat.

Meritum
Wysokie jury konkursu na logo Europejskiego Centrum Solidarności, drugiego już, pierwszy pono nie spełnił oczekiwań, wybrało tym razem zwycięzcę. I tu moja konsternacja:


Autorem jest profesor Michał Kliś, plakacista, grafik, pierwszy rektor ASP w Katowicach. W jury 5 profesów ASP i 2 szefów agencji, a także pisarz i dyrektor ECS. Komfortowa liczbowo przewaga ludzi sztuki. A efekt wyboru? jaki jest każdy widzi.

Totalny minimalizm, za którym nie widzę idei, żadnej. Skojarzenia, jako widza i odbiorcy, mam nieokreślone, trudne do ukierunkowania, bo nieokreśloność formy na to nie pozwala. Albo też idące w stronę nieoczekiwaną przez twórcę skojarzeń zlych, których jak ognia unika każdy projektant. I tu chyba w odczuciach nie jestem odosobniony, rozmawiając czy czytając dyskusję na GL.

Skoro o minimaliźmie formy, żeby daleko nie szukać, równie minimalistyczny w formie jest znak NIKE, słynna łyżwa, jednak ta forma pozwala na dopisanie, dopowiedzenie, skojarzenie sobie przez odbiorcę dookreśleń kształtu właściwszych i pozytywnych zarazem dla firmy – łyżwa, uśmiech, kawałek bieżni itp. Każdy może domyślnie dodać własne dookreślenia, jakie mu z tym kształtem się kojarzą, i w zdecydowanej większości będą to określenia nie deprecjonujące firmy.

Najlepiej analizować bez koloru, w wersji czarno-białej.

Tu, w logo ECS, co najwyżej można by dopisać „flaga” (w kolorze), pojawią się zapewne również skojarzenia dużo mniej przyjazne, tylko gdzie będzie miejsce na wyjściową ideę solidarności, na pozytywne emocje? A jeśli już owa „flaga”, czy nie było już lepiej opracowanych znaków opartych o ten motyw? Nie zapominajmy też że znak ma funkcjonować, jak domniemywam, w obszarze europejskim, a więc różnych od naszego postrzegań i wiedzy o naszej historii. Można naturalnie zrobić wielostronicową wykładnię symboliki, nawet na sposób obrazowy, jak niegdyś zrobili to twórcy logo Polski z latawcem, tylko co dalej? dołączane będzie toto do każdej ekspozycji znaku, jak instrukcja obsługi? A skoro nie będzie to musi się tłumaczyć samo. Dla mnie się nie tłumaczy.

„Chłodne oko”
Weźmy sprawę na chłodno, odwołując się do 4 prostych zasad Morse’a, o których napisałem na mojej stronie e-alw.com:

1. logo musi spełniać podstawowe zasady projektowania – czyli – być poprawne technicznie, dobrze skomponowane elementy tworzące całość, proporcjonalnie zaprojektowane przestrzenie puste, odpowiedni dobór kolorów, unikanie gradientów, dopracowany kształt, w pełni czytelne, estetyczny znak.

Ale tu trudno w pełni mówić o skomponowaniu elementów mając tylko jeden. Trudno gdybać czy w stosunku do nieistniejącej reszty kąt przechyłu jest dobry czy zły. Trudno mówić o dopracowanym kształcie nie wspominając czytelności komunikatu, a tu go nie widzę, nie odbieram. Czy estetyczny? a czy może być coś estetyczne i zarazem nie dające się skojarzyć, sklasyfikować, zrozumieć? Może może.

Jednym z kryteriów dobrego znaku jest jego łatwość zapamiętania, drugim unikalność formy. Jak zapamiętać kształt który jest nijaki? jak forma niedookreślona może stać się formą unikatową w tak specyficznym wymiarze jakim jest logo?
Einstein stwierdził że należy zrobić coś jak najprościej, ale nie prościej. Są granice po przekroczeniu których założony komunikat przestaje istnieć, przestaje istnieć jakikolwiek komunikat, poza określeniem „jest”.

2. logo musi być funkcjonalne
Kolejnym kryterium, jakie weryfikuje dobry znak, jest jego możliwość użycia na każdym medium i w każdej wielkości bez straty dla samej czytelności znaku. No i jest problem, bo skoro sam znak jest nieczytelny, to właściwie problem czytelności trudno rozważać, np. w takiej jak niżej

Twórca winien mieć tego świadomość, tak jak i np. użycia znaku na koszulce

Jest co prawda druga strona medalu, która ewentualnie wchodzi w grę – znak niesie emocje. OK, tylko powinien nieść pozytywne, ten akurat, mam nadzieję że na razie, budzi negatywne.

Jasne, że po dodaniu logotypu nazwy, może powstać spójny znak, może, ale na razie mamy co mamy i obawiam się, że nie wystarczy dopisanie tej nazwy, by przekaz stał się jasny, dla odbiorcy, w samym sygnecie.

Funkcjonalne to również wprowadzenie znaku do świadomości odbiorców jak najmniejszym kosztem, również finansowym, ale im mniej zrozumiały komunikat znaku tym bardziej wymaga działań wspierających, a zatem kosztownych.

3. logo musi dobrze reprezentować firmę/instytucję
no tak, „coś” musi reprezentować, więc musi nieść „jakiś” komunikat, jednoznaczny lub wieloznaczny. Wyjaśniać lub budzić emocje. Co mamy tutaj? brak komunikatu odnoszącego się do idei centrum, a przynajmniej dla mnie, bo chyba nie są jego ideą „Polska i jej barwy” itp. a może to ja źle myślę. Może to moja abberacja skojarzeniowa, z rewolucją październikową, krwią, ale nijak solidarnością. Brak mi nawet najprostszego skojarzenia z logotypem Solidarności, no może poza czerwienią. Zatem co właściwie reprezentuje i jaki komunikat przekazuje znak? Nie wiem.

4. logo musi być unikatowe
Owszem jest unikatowe, tak jak każda plama czy maźnięcie pędzla są unikatowe, bo trudne do powtórzenia w tej samej dokładnie formie. Ale nie każde unikatowe maźnięcie, czy kapnięcie, to od razu logo. Jest co prawda taka teoria, że skoro logo jest swego rodzaju twarzą firmy, to każda forma wyrazu wizualnego jest uprawniona do bycia nim, i rozbudowany rysunek, i zdjęcie, ba film nawet mógłby tym logo być. Może, czemu nie, wszystko jest przecież kwestią komunikatu w nim zawartego, z jednoczesnym zważeniem, że na spostrzeżenie, odebranie i zrozumienie komunikatu widz ma milisekundy wielekroć, a nie całe popołudnie kontemplacyjne.

Zakończenie
Dziwnym wydaje mi się jednostronność widzenia idei solidarności przez pryzmat koloru czerwonego, u wszystkich wyróżnionych w I konkursie, jak i wybranej w II konkursie pracy.  Niby zrozumiałe, jako nawiązanie do logo Solidarności, ale może ja tę solidarność widzę szerzej niż tylko sam związek i stąd opór. No i sprawa dla mnie dość przyznam dziwna – był konkurs na logo, ale, z tego co widziałem, był to raczej konkurs na sygnet, czyli jakąś formę graficzną. Czy mam rozumieć, że znaczek, sam w sobie, zdeterminuje budowanie wizerunku instytucji? a/ mamy znaczek, b/ teraz się dorobi jakiś logotyp, c/ potem papeterię, d/ a jeszcze później ogłosimy konkurs na layout z wykorzystaniem sygnetu…

Czy mogę się mylić w tym co napisałem? Jasne, zawsze jest taka możliwość, że o czymś nie wiem lub mi umyka, w końcu anim nieomylny, ani rozumów wszystkich nie pozjadałem

Odgłosy:
forum.webesteem.pl
blog.dotmariusz.net
wolneforumgdansk.pl
tomasz.topa.pl
artserwis.pl
goldenline.pl 1
goldenline.pl 2


 
    • Translate to:

  • Nowe

  • Tematy